Ile zarabiają europosłowie, czyli ciężka jest dola Lucka

Doceniasz tę treść?

Tytuł nawiązuje do skeczu o tym jak to Lucek siedział po drzewem i rozmyślał, jaka to ciężka jest dola ludzka. Te rozmyślania nie dotyczyły pewnie ludzi z Parlamentu Europejskiego. Nie ma lepszej fuchy w Unii, niż posłowanie tam. Pieniądz ogromny, a praca i odpowiedzialność żadna, dlatego takie tłumy z najdalszych krańców Europy dwory Brukseli i Strasburga szturmują. Europosłowie swymi zarobkami niejednego zamożnego właściciela dużej firmy mogą zawstydzić. Policzmy, a system jest taki, że gdyby obowiązywał w taksówkach, to miałyby one nie 4, ale z 10 taryf.

Na początek tylko za to, że zostali wybrani, dostają na rękę 7850 euro miesięcznie (10075 euro brutto). I to niezależnie od tego, z jakiej unijnej prowincji pochodzą. Szwed i Bułgar dostają tyle samo. Za te pieniądze nie muszą nic robić. Powiedzmy, że to jak w Warszawie płaci się 8 zł tylko za to, że się do taksówki wsiadło.

Potem do 7850 euro miesięcznie doliczamy 350 euro dziennie za przyjście do pracy, czyli pojawienie się w Strasburgu lub Brukseli. Zasadniczo tydzień pracy wynosić powinien 5 dni – czy to obrady plenarne parlamentu, czy posiedzenia Komisji, czy udział w delegacji międzynarodowej etc. Powiedzmy, że mamy w miesiącu 23 dni robocze i jak ktoś cały czas w Brukseli siedzi, bo mu żona jędza w domu żyć nie daje, to i 8050 euro miesięcznie może podnieść.

Ale nie ma tak za darmo, bo Unia od jaśnie państwa posłów wymaga. A czego wymaga? Aby chociaż w połowę „dni roboczych” przychodzili do pracy, a konkretnie chociaż na połowie głosowań byli i listy podpisywali. Jeśli tego nie zrobią to za pojawienie się w pracy dostaną połowę normalnej taryfy, czyli 175 euro za dzień zamiast 350. Tak czy owak, taki europoseł co głosuje i się podpisuje może w optymalnym układzie zgarnąć: 15900 euro (7850 + 8050) miesięcznie.

Do tych kochanych pieniążków dochodzą kolejne na prowadzenie biura na prowincji, z której się pochodzi. Powiedzmy, że taki Słowak wynajmuje jakiś pokój na biuro w Spisskich Vlachach to dostaje na to 4950 euro miesięcznie – na wynajem, zakup spinaczy, flamastrów i samoprzylepnych karteczek, telefon, internet i takie tam. Ale żadnych rachunków przedstawiać nie musi. 4950 euro to miesięczny ryczałt.

Powiedzmy, że chcemy w tych Spisskich Vlachach w biurze kogoś posadzić, bo samemu się nie opłaca w nim bywać – lepiej za 350 euro dziennie na listach w Brukseli się podpisywać. Można kogoś do tego siedzenia, czy czego tam nająć. I na to, a także na wszelkie ekspertyzy, zlecenia, na etaty dla służby i asystentów każdy europoseł ma do wydania 30 tysięcy euro miesięcznie. Mogę się założyć, że z tej kwoty wszystko co do naszego grosza zostaje wydane. Nic się nie zmarnuje.

Niemiecki portal „Politico” podaje, że w Parlamencie Europejskim panuje powszechny system płacenia europosłom haraczy za zatrudnienie. Powiedzmy, że taki europoseł jak jeden z bohaterów afery katarskiej Antonio Panzeri zatrudnia sobie młode pacholę – Francesca Giorgii za 5 tys. miesięcznie, a młodzian odpala mu z tego 5 stówek, czy ile tam stawka wynosi.

Zastrzeżenie jest tylko takie, że nie można zatrudnić nikogo ze swej rodziny. Ale żonę czy męża koleżanki to i owszem, a ona może zatrudnić naszego ukochanego, czy szwagra. Za to na wprost można dawać zlecenia kochankowi, jak nam pokazała była wiceszefowa PE, ale wciąż europosłanka Eva Kaili. Grecka socjalistka hojnie obdarzała swymi wdziękami i zleceniami owego włoskiego panicza Francesco Giorgii. Może obydwoje będą siedzieć za aferę katarską, a może nie, ale nawet jak już Grecy oskarżanej o sprzedajność kobiety do PE nie wybiorą, to ona i tak będzie wciąż w nim zarabiać. I to grubo.

Europosłowie dostają bowiem odprawę w wysokości miesięcznego wynagrodzenia za każdy rok swej ciężkiej, pełnej poświęcenia pracy – dodajmy. Minimum 6 miesięcy odprawy nawet jeśli posłowali np. tylko 2 lata. Kaili była w Europarlamencie 10 lat. W jej przypadku będzie to 10 miesięcy po 7800 euro. A są i tacy co 20 lat byli europosłami. Jak już Kaili będzie tak stara, że przejdzie na emeryturkę, to za każdy rok będzie jej się należało 3,5 proc. uposażenia. Za 10 lat 35 proc. z 7850 euro, czyli 2750 euro na rękę. Lepiej być komisarzem, bo nie tylko zarobki, ale i procenciki większe – 4,275 proc. za każdy rok.

Zorientowanie się w systemie wynagrodzeń komisarzy, pracowników instytucji unijnych wymaga badań na poziomie doktoratu z fizyki. Jest 16 klas wynagrodzeń, do tego 5 kategorii stażów pracy, nieskończona liczba dodatków, specjalnych programów ubezpieczeniowych, emerytalnych etc. TUTAJ można sobie postudiować, ale to dalece nie wszytko. Generalnie chodzi o to, by każdy, kto chce rozumem objąć system, już na początku z tego rezygnował. Np. nijak nie można dowiedzieć się, ile wynoszą zarobki przewodniczącego, 14 wiceprzewodniczących i 5 kwestorów Parlamentu Europejskiego.

Europosłom należą się też zwroty za dojazdy – bilety na samolot, pociąg i bardzo popularne w naszej części Europy kilometrówki, specjalne programy ubezpieczeniowe i emerytalne etc.

Z grubsza podliczając, europoseł kosztuje poddanych 55 tysięcy euro miesięcznie. Do tego koszty zakwaterowania w Brukseli, Strasburgu etc., samego stanowiska pracy, przygotowania dokumentów, delegacji etc. Polska ma 53 europosłów, co daje prawie 3 miliony euro miesięcznie, 36 rocznie, czyli 180 milionów na 5-letnią kadencję! Jak widać, polepszają nam oni bilans płatniczy i mamy nadzieję, że z tych 30 tysięcy euro miesięcznie na pracowników, ekspertów etc. to ani cencika w Brukseli nie zostawiają.

Możemy też policzyć dla całej Unii – 703 europosłów, czyli 38,7 milionów euro miesięcznie, 464 rocznie, 2,32 miliarda euro na kadencję, plus wszystkie odprawy i emerytury dla tych, którzy już nie posłują. Ten wyjątkowy, niepowtarzalny system sprawia, że my, poddani Brukseli zrzucać się będziemy nawet na unijną emeryturę Nigela Farage’a, który Wielką Brytanię z Unii wyprowadził. Jakie to urocze i europejskie.

W kieszeni europosła może zostać kilkanaście tysięcy euro miesięcznie. Dla tych, którzy pochodzą z krajów traktowanych jak podbite regiony Unii, to kwota oszałamiająca. Przeciętne wynagrodzenie brutto w Bułgarii wynosi ok. 2000 lewów, czyli ok. 900 euro miesięcznie. Nic dziwnego, że europosłowie z zapadłych prowincji Unii w każdej konfiguracji i w każdym sojuszu sławić ją będą pod niebiosa, walczyć o nią do krwi ostatniej swych rodaków i gotowi są na każde ich poświęcenie.

Inne wpisy tego autora