Zapowiedzi Trumpa, czy większy trend w amerykańskiej polityce? Amerykański izolacjonizm w XXI w.

Doceniasz tę treść?

Obecność polityczna i gospodarcza Stanów Zjednoczonych w Europie od końca drugiej wojny światowej jest ważna dla jej bezpieczeństwa. Amerykańskie wsparcie dla Europy Zachodniej (pomoc gospodarcza i obecność militarna) w czasie zimnej wojny umożliwiło jej skuteczną obronę przed Związkiem Sowieckim. Dlatego byłe państwa bloku wschodniego, w tym Polska, dążyły do wejścia do NATO, którego podstawą są siły amerykańskie. Imperialna polityka rosyjska zwieńczona agresją na pełną skalę na Ukrainę w 2022 r. oraz słabość militarna europejskich sojuszników w NATO dobitniej pokazały potrzebę aktywnej polityki USA w Europie. Bez Amerykanów realna obrona przed Rosją, wobec powolnych działań europejskich sojuszników w odbudowywaniu zdolności militarnych nie jest obecnie możliwa. Dla Polski i innych państw Europy Środkowej i Wschodniej Amerykanie uczestniczący w europejskiej polityce są niezbędnym czynnikiem stabilizującym ich sytuację.

 

Izolacjonistyczne nastroje w USA są groźne dla bezpieczeństwa Europy. Donald Trump, kandydat w prawyborach Partii Republikańskiej, ma duże szanse na uzyskanie nominacji w wyborach prezydenckich 2024 r. Już w czasie swojej pierwszej kadencji jako prezydent USA groził wycofaniem ich z NATO[1] i (słusznie) domagał się większych nakładów na obronę ze strony europejskich członków Paktu Północnoatlantyckiego. Podobne podejście prezentuje obecnie w czasie prawyborów. Część wyborców elektoratu Partii Republikańskiej wobec złej sytuacji społecznej (duża przestępczość, masowa nielegalna migracja) i gospodarczej (inflacja) popiera te postulaty.

Porządek światowy w latach 20. XXI w. jest w znacznym stopniu anarchiczny. Dotychczasowy ład oparty o siłę Stanów Zjednoczonych, jako jedynego supermocarstwa pozostałego na arenie po rozpadzie Związku Sowieckiego, przestał spełniać swoje funkcje stabilizacyjne. Amerykanie prowadzą obecnie gorące dyskusje nad dalszym kierunkiem ich zaangażowania w politykę światową. Zaangażowane są w nie zarówno obie partie polityczne: Demokratyczna i Republikańska, które spierają się między sobą i pomiędzy swoimi frakcjami o przyszły kształt amerykańskiej polityki zagranicznej, jak również ośrodki analityczne i rządowe. Pojawiają się różne opcje prowadzenia amerykańskiej polityki zagranicznej wobec nowych wyzwań związanych z nasilającą się rywalizacją między mocarstwami o wiodące miejsca w światowym ładzie strategicznym. Najczęściej wymienia się podział na zwolenników aktywnej obecności Stanów Zjednoczonych na świecie oraz tzw. izolacjonistów dążących do ograniczenia amerykańskiej obecności na arenie międzynarodowej. To ostatnie stanowisko jest reprezentowane przez dwa skrajne skrzydła: w partii demokratycznej przez progresistów, a w republikańskiej przez tzw. Make America Great Again (MAGA) Republikanów. Obie skrajne frakcje uważają, że USA powinny ograniczyć swoje zaangażowanie w politykę światową. Progresywni demokraci uzasadniają to koniecznością skupienia się na przemodelowaniu amerykańskiego społeczeństwa zgodnie z ich wizją. Drugim powodem jest pacyfizm tej grupy, która uważa, że nie należy angażować się w ekspedycje militarne na świecie. Konflikty jej zdaniem powinny być rozwiązywane na drodze negocjacji, z udziałem organizacji międzynarodowych i w oparciu o prawo regulujące stosunki między państwami. Z kolei dla radykalnej prawicy republikańskiej ważniejsze jest odbudowanie siły Stanów Zjednoczonych i naprawienie sytuacji wewnątrz kraju podzielonego politycznie oraz nękanego wysoką przestępczością i masową nielegalną migracją. Takie podejście sprzyja traktowaniu zobowiązań sojuszniczych USA jako obciążenie, które, jak w przypadku NATO, należy przerzucić na kraje europejskie (progresiści) lub wyjść z organizacji (skrajna prawica republikańska)[2].

Podział przebiega też między głównymi ośrodkami odpowiedzialnymi za politykę zagraniczną Demokratów i Republikanów. Partia Demokratyczna kieruje się liberalną szkołą w stosunkach międzynarodowych. Na pierwszy plan wysuwa się prymat prawa i doniosła rola organizacji w polityce zagranicznej. Kwestie sporne powinny być rozstrzygane właśnie z wykorzystaniem regulacji prawnych i na forach międzynarodowych jak ONZ. USA powinny aktywnie promować swoje wartości na świecie, ostrożnie podchodzić do wykorzystywania sił zbrojnych dla realizacji interesów amerykańskich. Elementem tej polityki jest też realizacja haseł progresywnych jak walka ze zmianami klimatu, prawa kobiet czy różnego rodzaju mniejszości. Republikanie są bardziej związani z realistyczną szkołą stosunków międzynarodowych. Jej założenia przyznają wiodącą rolę państwom jako głównym aktorom w tym obszarze. Prawo i instytucje międzynarodowe mają mniejsze znaczenie dla realizacji interesów narodowych. Ta grupa uważa, że silne powiązania w ramach instytucjonalnych na arenie międzynarodowej ograniczają swobodę działania USA. Bardziej cenią działania samodzielne lub powoływanie koalicji chętnych. Także są bardziej skłonni do używania sił zbrojnych do realizacji interesów amerykańskich. Oba skrajne podejścia mają jednak wspólne uzasadnienie ewentualnego wycofania się USA z aktywnej polityki międzynarodowej. Uważają, że USA nie są wystarczająco silne, aby móc kształtować porządek światowy. W latach 60. i 70. to podejście charakteryzowało progresistów. Z kolei prawica Partii Republikańskiej przyjęła zbliżone podejście, sygnalizując ostatnio, że stan państwa amerykańskiego jest tak zły, zwłaszcza na płaszczyźnie kulturalnej i fiskalnej, że nie może ono odgrywać tak aktywnej roli, jak miało to miejsce w czasie zimnej wojny[3].

Izolacjonizm jako element polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych był obecny od początku ich istnienia. Odległość geograficzna od Europy i Azji, możliwość ekspansji terytorialnej na zachód kontynentu i skupienie się na budowie siły państwa wzmacniało tendencje izolacjonistyczne. Tradycja brytyjskiej polityki trzymania dystansu wobec mocarstw na kontynencie europejskim także wpływała na sposób myślenia amerykańskich polityków w kwestii izolacjonizmu. Jednak Wielka Brytania musiała przynajmniej w zakresie utrzymywania równowagi sił w Europie interweniować, aby żadne mocarstwo kontynentalne nie mogło zagrozić jej pozycji i imperium. Stany Zjednoczone będąc znacznie dalej, mogły pozwolić sobie na znacznie bardziej izolacjonistyczną politykę niż dawna metropolia. Jednocześnie rozwijał się handel zagraniczny, czyli amerykański izolacjonizm przejawiał się w polityce zagranicznej USA, ale nie w kontaktach gospodarczych ze światem. Ta polityka była jednym z głównych założeń amerykańskiej doktryny między początkiem państwowości a 1898 r.[4], gdy USA zaczęły ekspansję na wybranych kierunkach, tj. Karaibach i Filipinach po zwycięskiej wojnie z Hiszpanią. Kolejnym momentem zerwania z izolacjonizmem był udział w I wojnie światowej. Powrót do niego w latach 20. i 30. XX w. był logiczną konsekwencją długiej tradycji powściągliwego udziału w polityce światowej. Dopiero doświadczenia II wojny światowej i wzrost znaczenia Stanów Zjednoczonych na świecie pokazał konieczność ich aktywnego udziału w polityce międzynarodowej. Taka polityka służyła realizacji amerykańskich interesów na świecie i umacniała ich pozycję jako supermocarstwa. Klasyczna polityka z XIX w. z ograniczoną obecnością poza zachodnią hemisferą (doktryna prezydenta Monroe z 1822 r.) w tej sytuacji przestała wystarczać.

Udział w II wojnie światowej był momentem przełomowym dla aktywnego udziału USA w polityce międzynarodowej. Ich interwencja w obu wojnach światowych jest uznawana wśród badaczy za kluczową dla zwycięstwa nad Niemcami i ich sojusznikami w tych konfliktach. Kolejnym krokiem było wsparcie dla Europy Zachodniej w czasie zimnej wojny oraz rywalizacja ze Związkiem Sowieckim. Przyniosło to zaangażowanie w szereg konfliktów, począwszy od wojny koreańskiej przez interwencje w Ameryce Łacińskiej, Wietnamie czy na Bilskim Wschodzie. Szczególnie te ostatnie, czyli wojna wietnamska i operacje iracka oraz afgańska przyniosły przegrane i wysokie wydatki, a także straty mocno odczuwalne przez amerykańskie społeczeństwo, co było pożywką dla izolacjonizmu. Powrót do niego ma pozwolić na zakończenie zamorskich interwencji i dzięki temu uniknięcie zbędnych, zdaniem zwolenników tego podejścia, kosztów.

Obecnie, wobec narastających zagrożeń na świecie dla amerykańskich interesów, podejście izolacjonistyczne, mimo pozornej atrakcyjności, może być niebezpieczne. Naprawienie zaniechań wynikających z niego będzie kosztować znacznie więcej niż utrzymanie amerykańskiego zaangażowania na świecie, nie tylko finansowo, ale także w postaci strat geostrategicznych. Ważnym elementem budującym niechęć polityków partii republikańskiej i ich wyborców do interwencji zagranicznych są też dwie nieudane misje w Afganistanie i Iraku. Ponad 20-letnie kampanie prowadzone w tych dwóch państwach, zakończone bez sukcesu, promowane pod hasłem budowania narodów i demokracji, spowodowały, że każde zaangażowanie USA w konflikty światowe jest postrzegane przez część republikańskich polityków i wyborców jako angażowanie się w kolejne „niekończące się wojny”.

Progresiści w Partii Demokratycznej uważają, że należy angażować się w wielostronne formy współpracy dla realizacji globalnych celów, jak polityka klimatyczna czy socjalna. Jednak ich celem nadrzędnym jest skierowanie środków amerykańskiego budżetu na kolejne programy socjalne i inżynierię społeczną, z głównym celem przebudowy społeczeństwa amerykańskiego zgodnie z ich agendą. Wspierają politykę protekcjonistyczną, gdyż ich zdaniem wolny handel doprowadził do zubożenia amerykańskiej klasy średniej[5], w czym upatrują jeden z powodów spadającego poparcia dla partii demokratycznej wśród jej tradycyjnych wyborców związanych z grupami społecznymi o niższych dochodach. Prawica republikańska, zwłaszcza stronnicy Donalda Trumpa, bardzo sceptycznie podchodzą do organizacji międzynarodowych i ich możliwości rozwiązywania problemów ważnych dla Stanów Zjednoczonych. Uważają, że stały się one narzędziami realizacji celów politycznych Chin czy Iranu, kosztem interesów amerykańskich. Siły zbrojne w tym ujęciu muszą być odpowiednio wyposażone i finansowane, aby były zdolne do skutecznej rywalizacji z adwersarzami. Są niechętni utrzymywaniu tzw. ładu liberalnego na świecie, a globalizacja to jedna z ważniejszych przyczyn osłabienia amerykańskiej gospodarki oraz spadku poziomu życia wielu mieszkańców USA. Amerykanie wskutek przeniesienia części produkcji przemysłowej do Azji, zwłaszcza do Chin, mieli utracić ok. 30 proc. swojego zaplecza przemysłowego i miejsc pracy z nim związanych.

Zbliżona ocena globalizacji obu frakcji: progresistów i skrajnej prawicy republikańskiej spowodowały, że polityka przemysłowa i sankcyjna administracji Trumpa i Bidena są do siebie podobne. W przypadku Chin taryfy i obostrzenia dotyczące ich gospodarki zostały nawet zwiększone w czasie rządów prezydenta Bidena. Obok obciążeń taryfowych na szeroką gamę chińskich wyrobów, doszły także obostrzenia związane z blokowaniem Chińczykom dostępu do najnowszych generacji półprzewodników, potrzebnych do tworzenia aplikacji sztucznej inteligencji czy szkolenia jej algorytmów. W odpowiedzi Chiny rozwinęły własne badania nad nowymi półprzewodnikami[6]. O ile, na razie, nie są one na tym samym poziomie co najbardziej zaawansowane rozwiązania światowe, szczególnie tajwańskie, to pozwalają na konkurowanie w sektorze IT ze Stanami Zjednoczonymi.

Obecna administracja, w znaczącej mierze tworzona przez byłych urzędników wchodzących w skład administracji Baracka Obamy, prowadzi ostrożną politykę zagraniczną. Po objęciu władzy w 2021 r. próbowała nawet powrotu do „obamowskiej polityki” zagranicznej, z istotną rolą Niemiec w Europie i naciskiem na rolę organizacji wielostronnych w rozwiązywaniu konfliktów na świecie. Wobec wznowienia agresji rosyjskiej na Ukrainie oraz praktycznego odrzucenia oferty współpracy skierowanej do Niemiec, ekipa Bidena musiała zmienić tę politykę. Jednak pomoc oferowana Ukrainie, choć duża, nie wystarcza co jej zwycięstwa. Przedłużająca się wojna jest na korzyść Rosji, zdeterminowanej do prowadzenia długiego konfliktu zbrojnego. Krytycy wspierania Ukrainy „tak długo jak trzeba” wskazują na brak jasnej strategii zakończenia konfliktu i opóźnianie dostaw potrzebnego sprzętu w odpowiednich ilościach. Izolacjoniści z obu stron amerykańskiej sceny politycznej wskazują na możliwość spożytkowania funduszy przeznaczonych na pomoc dla Ukrainy na inne cele. Progresiści na tzw. transformację energetyczną, a skrajna prawica republikańska na opanowanie kryzysu migracyjnego na granicy z Meksykiem i odbudowę amerykańskiej gospodarki. Zatem obecna polityka nie zachęca wyborców do zmiany nastawienia, wręcz przeciwnie daje do ręki argumenty zwolennikom izolacjonizmu. Z kolei inflacja i wysoka przestępczość stały się ważnymi tematami dla amerykańskiego społeczeństwa. Ponad 60 proc. Amerykanów uważa, że sprawy idą w złym kierunku. Jak zwykle zatem sprawy wewnętrzne zdominują amerykańską kampanię wyborczą.

Wybory prezydenckie w listopadzie 2024 r. Wskażą, kto będzie stał na czele Stanów Zjednoczonych w najbliższych latach. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że będzie to kandydat Partii Republikańskiej, w osobie Donalda Trumpa. Jego wizja polityki zagranicznej obejmuje przedstawicieli izolacjonistów, jak i zwolenników redefinicji polityki zagranicznej USA w kierunku lepszego realizowania ich interesów[7]. Nie oznacza to wycofania się Stanów Zjednoczonych ze struktur sojuszniczych, ale utrzymanie ich z tymi państwami, które poważnie traktują swoje zobowiązania. To podejście jest podobne do proponowanego przez autorów Projektu 2025, a skierowanego pod rozwagę dla przyszłej administracji republikańskiej. W zakresie polityki zagranicznej zwraca się uwagę na konieczność skupienia wysiłku na obronie interesów amerykańskich i zaprzestania wspierania „pasażerów na gapę” jak Niemcy. Zarówno zaplecze Trumpa, jak i twórcy Projektu 2025 proponują skupienie się na konflikcie z Chinami. Mimo to nie mówi się o wycofaniu USA na pozycje izolacjonistyczne, analogiczne do lat 30. XX w.[8]. Wskazuje się potrzebę skupienia działań przyszłej administracji na realizacji amerykańskich interesów razem z tymi sojusznikami, którzy wykazują wolę współpracy. Polityka zagraniczna ma w tym podejściu przybrać formę transakcyjną, bardzo podobną do tej, jaką już teraz prowadzą takie państwa jak Chiny, Indie czy Rosja.

Izolacjonizm w formule obecnej w amerykańskiej polityce w XIX w. i latach 30. XX w. dla Polski oznaczałby utratę ważnego sojusznika, zapewniającego realne możliwości odstraszania w ramach NATO i partnera gospodarczego. Bez USA najsilniejsze państwa europejskie mogłyby podzielić się wpływami w Europie kosztem słabszych graczy, jak to miało miejsce w przeszłości. Polska stałaby się ponownie przedmiotem, a nie podmiotem, europejskiej polityki. Niemcy i Rosja, jak bywało w przeszłości, wykorzystałyby brak mocarstwa balansującego ich wpływy do podziału Europy Środkowej i Wschodniej. Tak jak już w przeszłości miało miejsce. Jeśli opcja izolacjonistyczna zwycięży w polityce amerykańskiej, to Polsce będzie trudno ją skorygować. Wymaga to posiadania lobby, takiego jak w przypadku „trzech I”: Israel, Ireland, Italy (Izrael, Irlandia i Włochy). Te trzy narody dysponują swoimi grupami interesu, pozwalającymi im modyfikować (w pewnym zakresie) politykę USA na swoją korzyść. Można jednak spróbować komunikować swoje interesy, wykorzystując Polonię amerykańską oraz przychylnie nastawionych do Polski członków amerykańskiej elity. Podstawą tego lobbingu mogą być już zawarte kontrakty na sprzęt wojskowy i inwestycje gospodarcze. Konieczne będzie utrzymanie silnego zaangażowania w budowę potencjału militarnego i jego zaplecza przemysłowego. Będzie to dobry argument, jeśli Trump zostanie prezydentem USA, a jego polityka kooperacji z sojusznikami będzie oparta o „wymianę usług”. W długiej perspektywie warto też wzmocnić polskie lobby w Stanach Zjednoczonych oraz pogłębić współpracę w ramach sieci amerykańskich sojuszy z takimi państwami jak Japonia, Korea Płd. czy Wielka Brytania, żeby zwiększyć swoją pozycję negocjacyjną ze stroną amerykańską.

Tradycyjnie, większość elektoratu w USA ma nastawienie izolacjonistyczne, w najlepszym razie obojętne wobec spraw międzynarodowych. To może sprzyjać prowadzeniu tego rodzaju polityki. Jednak aktywna polityka zagraniczna, nie ograniczona do najbliższego otoczenia, jest Stanom Zjednoczonym potrzebna do utrzymania ich roli jako jednego z głównych rozgrywających na świecie. Daje też zdolność do zawierania sojuszy, która jest postrzegana przez analityków zajmujących się polityką zagraniczną USA, jako atut tego mocarstwa w rywalizacji z Chinami. Zbyt głęboka polityka izolacjonistyczna ograniczyłaby zdolności do budowania takich sojuszy. Należy zatem oczekiwać korekty w amerykańskiej polityce zagranicznej zmierzającej do uwypuklenia interesów amerykańskich i wygrania rywalizacji mocarstw w nowych uwarunkowaniach geostrategicznych.

 

Przypisy:

[1] https://www.wsj.com/articles/nato-congress-donald-trump-europe-defense-cba30bcd?mod=Searchresults_pos7&page=1, data dostępu 12.01.2024 r.

[2] https://www.fiia.fi/wp-content/uploads/2023/02/wp132_ideational-trends-in-american-grand-strategy.pdf, FIIA Working Paper March 2023, s. 6, data dostępu 21.12.2023 r.

[3] https://www.wsj.com/articles/isolationism-makes-a-perilous-moment-more-so-upbeat-pessimism-international-affairs-foreign-policy-national-security-7b9ec823?mod=Searchresults_pos1&page=1, data dostępu 21.12.2032 r.

[4] https://www.cfr.org/excerpt-isolationism, data dostępu 12.01.2024 r.

[5] https://www.fiia.fi/wp-content/uploads/2023/02/wp132_ideational-trends-in-american-grand-strategy.pdf,  s. 7

[6] https://www.bloomberg.com/news/newsletters/2023-10-17/us-escalates-sanctions-as-china-touts-its-own-chatgpt, data dostępu 03.10.2024 r.

[7] https://wpolityce.pl/tygodniksieci/674570-trump-czyli-koncepcja-uspionego-nato, data dostępu 03.01.2024 r.

[8] https://www.defenceconnect.com.au/geopolitics-and-policy/12726-pull-our-weight-concerns-emerge-over-new-wave-of-us-isolationism, data dostępu 04.01.2024 r.

Inne wpisy tego autora

Jak Izrael odpowie na atak Iranu?

–  Odwet Iranu był bardzo specyficzny, ponieważ Irańczycy już 7 kwietnia podali do wiadomości swoim sąsiadom, że coś takiego jest planowane. Zasygnalizowano ten atak i

Czy TikTok jest destrukcyjny?

Izba Reprezentantów w Stanach Zjednoczonych przyjęła ustawę dotyczącą tego, że TikTok ma w ciągu sześciu miesięcy zniknąć z USA albo się sprzedać amerykańskiemu podmiotowi. –