Teraz Milei będzie musiał poczekać na decyzję Kongresu, która wcale nie jest pewna, bo jego zwolennicy nie mają w nim większości. Jeśli opozycji uda się zablokować zmiany w kodeksie pracy, to co z pozostałymi planami Mileia? Przejęcie władzy było pierwszym z dwu niemożliwych zadań do wykonania. Drugim jest jej skuteczne wykorzystanie.

Kroki Mileiowe

Program zmian Mileia nie jest wcale mniej ambitny niż programy reform w państwach mających przed sobą przeprawę z socjalizmu do kapitalizmu. Dlaczego? Wielokrotnie na łamach DGP opisywaliśmy historię współczesnej Argentyny. Ja robiłem to w tekście „Oszukać przeznaczenie”. Tu krótko: przez ostatnie 80 lat przetestowano w tym kraju niemal wszystkie – prócz komunizmu – alternatywne do wolnorynkowego kapitalizmu pomysły na gospodarkę. Poskutkowało to tym, że Argentyna nieustannie spadała w rankingu zamożności mierzonej PKB per capita, a stopa ubóstwa przekroczyła 40 proc.

Milei zapowiadał m.in. pokonanie trzycyfrowej inflacji poprzez dolaryzację gospodarki, ograniczenie wydatków rządowych do 15 proc. PKB (z obecnych 37 proc.), istotne obniżki podatków, uelastycznienie rynku pracy, jednostronne otwarcie na globalny handel, restrukturyzację systemu finansowego oraz promowanie konkurencji walutowej, prywatyzację firm państwowych, reformę systemu bezpieczeństwa w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne czy zmiany zaostrzające kodeks karny. I już dzień po objęciu urzędu przystąpił do działania.

Zaczął od ograniczenia liczby ministerstw: z 21 do 9. W Argentynie nie ma już resortu kultury, zdrowia, pracy, rozwoju społecznego ani edukacji (Milei nazywał to ostatnie „ministerstwem indoktrynacji”). Kompetencje, które w tych dziedzinach muszą pozostać w rękach rządu, Milei skoncentrował w nowym ministerstwie zdrowia i kapitału ludzkiego. Z kolei kompetencje resortów prac publicznych, transportu, energii, górnictwa i telekomunikacji znajdują wspólny parasol w ministerstwie infrastruktury.

To była jednak ta łatwiejsza część niemożliwego. Trudniej będzie opanować inflację. Zapowiadany plan dolaryzacji – wymiany peso na dolara – na razie jest w fazie przygotowań. Argentyna musi poradzić sobie z wyczyszczeniem zadłużenia banku centralnego, które stanowi równowartość ok. 10 proc. PKB kraju, obsługą bieżących zobowiązań oraz jednocześnie ze ściągnięciem z rynku nadmiaru peso. W tym celu wyemitowano Bopreal, pięcioletnie Obligacje dla Odbudowy Wolnej Argentyny. Papiery kupuje się w peso, a zwrot wypłacany jest w dolarach. Nie cieszą się one jednak powodzeniem. W pierwszym rzucie udało się zrealizować jedynie 9 proc. oczekiwanej sprzedaży, zbierając z rynku równowartość 69 mln dol. zamiast 750 mln. To dla państwa w potrzebie naprawdę niewiele.

Jeśli chodzi o deregulację i prywatyzację, to Milei przedstawił obszerny projekt ustawy. Na 351 stronach spisano 664 artykuły, których praktyczna realizacja miałaby odbywać się drogą dekretów. Komentatorzy wskazują, że taki sposób rządzenia stanowi nadużycie, ale jednocześnie jest praktyką, którą stosowali poprzednicy Mileia. Jego obóz twierdzi, że to jedyna droga do posprzątania bałaganu po nich, co nasuwa skojarzenia z obecną sytuacją w Polsce. Jeśli ustawa Mileia przejdzie przez Kongres, dekretowe reformowanie państwa stanie się jednak legalne, a wtedy zgodnie z nią w Argentynie wprowa dzony zostanie stan wyjątkowy w odniesieniu do – jak podaje dziennik online „Buenos Aires Herald” – wszystkich przepisów dotyczących „kwestii gospodarczych, finansowych, fiskalnych, bezpieczeństwa społecznego, bezpieczeństwa, obrony, taryf, energii, sanitarnych, administracyjnych i społecznych”.

Stan ten ma potrwać aż do 31 grudnia 2025 r. A dysponując takim narzędziem, Milei będzie mógł bez formalnych przeszkód sprywatyzować 41 wyliczonych w ustawie spółek, zamykać rozmaite państwowe instytuty i fundacje, dokonywać amnestii podatkowej, usuwać monopole (np. agencji turystycznych) czy zdejmować rozmaite zakazy gospodarcze, np. działalności gospodarczej w obszarach peryglacjalnych czy pozyskiwania drewna z niektórych lasów. Ekologom to się raczej nie spodoba. Spodoba się za to wszystkim klasycznym liberałom, bo wszystko wskazuje na to, że Milei chce zrobić z Argentyny państwo minimalne.