Kordon przerwany

Doceniasz tę treść?

Niby wygrali ci, co zawsze, ale coś pękło w Unii bezpowrotnie. Po trzydziestu latach przerwany został liberalno-lewicowy kordon sanitarny. Systemowe eliminowanie z debaty publicznej głosu konserwatywnej alternatywy dla progresywnej doktrynerii. Wszyscy, którym zależy na przyszłości wspólnoty europejskiej, mają co świętować.  

Unia Europejska przeżywa dziś nie jeden, nie dwa, ale całe multum, nierozwiązanych kryzysów. Jeżeli jest coś, co je wszystkie ze sobą łączy, to właśnie brak swobodnej wymiany myśli. Otwartego dyskursu i przestrzeni do wypracowywania rozwiązań, wokół których wszyscy Europejczycy mogą się jednoczyć. Tak jak kiedyś jednoczyli się wokół wspólnego rynku czy otwartych granic.

Ostatnie 20 lat monopolu postępowych ugrupowań wykształciło w Europie nieznośny dyktat, wolnej od demokratycznego nadzoru, biurokracji. Komisarz Vera Jourova, nazwała niegdyś ten mechanizm politycznym kordonem sanitarnym, który rozciągany był wokół wszystkich, którzy wątpili w słuszność decyzji Komisji. Ci, którzy śmieli protestować, nazywani byli populistami, nacjonalistami, „nieliberałami”, „nie-Europejczykami”.

Za ten monopol na „jedyną prawdę” Europa zapłaciła wysoką cenę. Przede wszystkim utraciła zdolność do nadążania za zmieniającym się światem. Zdolność do absorbowania nowych technologii, do reagowania na geopolityczne zagrożenia czy przeciwdziałania wewnętrznym słabościom, które nie mieściły się w progresywnej bańce elit. Nic, co nie wzmacniało klimatycznej trwogi, nie obejmowało seksualnych i płciowych obsesji, nie zasługiwało na poważną debatę.

Ostatecznie 450 mln ludzi padło ofiarą utopijnych wizji wąskiej grupy pięknoduchów i natchnionych ideologów. Wmawiano nam, że przewrót energetyczny nie tylko uratuje planetę, ale wywoła też drugą rewolucję przemysłową opartą o tanią energię odnawialną. W przeciwieństwie do pierwszej rewolucji industrialnej w XIX wieku ani nowa energia nie okazała się tania, ani nie zapewniła wzrostu dobrobytu, a planeta, jeżeli wierzyć klimatystom, dalej płonie.

Pojawiły się za to nowe, nieznane dotąd problemy w Europie. Koszty i wyrzeczenia klimatyczne dramatycznie osłabiły konkurencyjność i zyskowność przemysłu, co wpłynęło na jakość życia w Europie. Od 2019 roku płace, po odjęciu inflacji i cykli koniunkturalnych spadły tu średnio o 6 proc. W tym samym czasie płace w US wzrosły o 6 proc., zostawiając Europę daleko w tyle. Zawrotne koszty energii spowodowały największą ucieczkę europejskich firm do Azji i Ameryki. Przeciążone budżety państw ograniczyły potencjał do radzenia sobie z nowymi kryzysami. Z kryzysem finansowym, który trwał w Europie pięć lat dłużej niż w Ameryce, zapaścią demograficzną, kosztami pandemii, z której niektóre kraje do dziś się nie wykaraskały. Brak zdolności do kontrolowania granic i zasobów do asymilacji milionów dryfterów, dodatkowo pogrążył jakość świadczeń publicznych, służby zdrowia, szkół, nie mówiąc o zwykłym bezpieczeństwie na europejskich ulicach.  Do tego stopnia, że niektóre europejskie stolice stały się „inkubatorami terroryzmu”. Głosy, wzywające do morderstw i rozlewu krwi, pochodzą dziś z Londynu, Berlina, Madrytu i Rzymu.

Długo mogę tu rozprawiać o koniecznych reformach, ale przywracanie normalności Europy musi się zacząć od przywrócenia autentycznego dialogu politycznego. Przerwania kordonu sanitarnego wokół środowisk konserwatywnych w Europie. Stygmatyzowania i zastraszania ludzi, którzy wciąż pokładają wiarę w rodzinę, kościół, kapitalizm i wciąż przywiązani są do wolności słowa. Urzędnicy wypracowali w ostatnich latach wielopoziomowy system walki z dezinformacją czy mową nienawiści, który coraz częściej sprowadza się do tłumienia krytyki, głosu rozsądku i pozbawia nas znaków ostrzegawczych, że coś złego dzieje się w Unii.

Brak demokratycznej kontroli zwolnił Komisję Europejską z obowiązku wsłuchiwania się w głos opinii publicznej, a szczodre, gwarantowane uposażenie, niezależne od wyników, sprawiły, że komisarze zobojętnieli na dobrostan własnych obywateli. „Laissez faire” zastąpiła „laissez aller” – polityką gnuśności, kamuflowaną hasłami postępu, a w rzeczywistości prowadzącą do zubożenia.

Inne wpisy tego autora

Czy konserwatyści zmienią Brukselę?

Konserwatyści są w natarciu, lewica obnosi się ze swoimi ranami, centrum jeszcze trwa, ale też czuje oddech na karku i ucieka w prawo. Czy zmiany