Trudne dni dla Niemiec

Doceniasz tę treść?

„Dni Niemiec jako superpotęgi przemysłowej dobiegają końca” – twierdzi „Bloomberg”. Amerykańska agencja informacyjna może mieć rację, a to rodzi pytanie, co dalej z niemiecką demokracją?

Kryzys energetyczny ostatnich trzech lat stał się gwoździem do trumny niemieckiej gospodarki. Wprawdzie nadal wykazuje ona oznaki życia, ale wedle raportu „Bloomberg” z 10 lutego stacza się po równi pochyłej w stronę grobu. To z kolei powoduje, iż „paraliż polityczny ogarnia Berlin”. Mamy zatem dwa równoległe kryzysy, wzajemnie się potęgujące. W opinii amerykańskich analityków są one owocem deindustrializacji RFN.

Berlin wciąż ma nadzieję, że zeszłoroczny spadek PKB o 0,3 proc. oraz to, że sama produkcja przemysłowa spadła aż o 2 proc., to wypadek przy pracy. Ale obecny rok zapowiada się tak samo źle. Trudno mówić o przypadku, skoro inne gospodarki krajów UE znów rosną, a niemiecka nadal się kurczy.

Dwa lata recesji z rzędu nie zdarzyły się zachodniemu sąsiadowi Polski nawet po wybuchu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. Jak tak dalej pójdzie to Republikę Federalną może czekać największa zapaść ekonomiczna od momentu narodzin. Nic dziwnego, że przewodniczący CDU Friedrich Merz pod koniec stycznia na platformie społecznościowej „X” (dawniej „Twitter”) ogłosił: „Nigdy nie zaczynałem nowego roku tak zmartwiony, jak w 2024”.

Gdyby miało być lepiej, to niemiecka gospodarka odzyskałaby wigor po spadku cen gazu ziemnego. Ten już kosztuje mniej niż w 2020 r., tymczasem prognozy mówią, iż w tym roku niemiecka produkcja przemysłowa znów się skurczy.

Przyczyny zapaści są bowiem bardziej złożone. Berlin dopadła własna strategia rozwojowa, jaką przyjęto kilkanaście lat temu. W wyniku Energiewende Niemcy znalazły się na czele stawki krajów z najdroższą energią elektryczną na świecie. Ze średnią ceną 47 centów za kilowatogodzinę, gdy średnia dla krajów UE wynosi 32 centy. Nie wspominając o Chinach, gdzie prąd jest pięciokrotnie tańszy! Do dziś tej strategii nie zmieniono, bo gdy w Niemczech zapada jakiś konsensus polityczny, to bywa, że pęka dopiero po pojawieniu się wojsk alianckich.

Skoro nie przybyły z odsieczą kalkulacjom ekonomicznym i realnej ocenie sytuacji, Niemcy ponoszą konsekwencje likwidacji energetyki jądrowej na rzecz OZE. Co wykonano zgodnie z politycznym konsensusem.

Nie inaczej rzecz się ma ze zbiurokratyzowanym państwem socjalnym. Za jego sprawą w RFN wychowano 2,6 mln bezrobotnych, niewykazujących żadnej motywacji, by podnosić swoje kwalifikacje. A jednocześnie wakuje 1,7 mln stanowisk – głównie w przemyśle. Obcokrajowcy też nie chcą ich obsadzić. Biurokracja i niekonkurencyjne zarobki skutecznie zniechęcają wykwalifikowanych pracowników do osiedlania się w RFN. Odróżnia to ich od setek tysięcy migrantów z krajów muzułmańskich i z głębi Afryki.

W listopadzie 2023 r. firma Deloitte i Federalne Stowarzyszenie Przemysłu Niemieckiego przeprowadziły badania poświęcone temu, ile niemieckich firm przemysłowych planuje przeniesienie produkcji za granicę. Ich wynik podniósł włosy na głowie wielu polityków w RFN. Okazało się, że 67 proc. niemieckich przedsiębiorstw już przeniosło część swej produkcji do Europy Środkowej, USA lub krajów Dalekiego Wschodu. Ich exodus przyśpiesza i „część produkcji” zamienia się teraz na „całość”. Jako przyczyny ankietowani wymieniali: ceny energii, brak wykwalifikowanych pracowników, biurokrację oraz zapóźnienie informatyczne. Deindustrializacja oznacza zaś utratę nie tylko dobrze płatnych miejsc pracy, ale też spadek wypływów z podatków. Budżet RFN przestał się więc domykać.

Tymczasem ubożejący i czujący się zagrożeni obywatele tracą zaufanie do partii głównego nurtu. Tych, które w różnych konfiguracjach sprawują rządy w Republice Federalnej od momentu jej narodzin. Na prawicy w siłę rośnie więc AfD. Z kolei nowopowstały Sojusz Sahry Wagenknecht wykazuje ambicje przyciągnięcia wyborców o bardziej lewicowych poglądach. Nowe, radykalne partie, uznawane za populistyczne zagrożenie dla niemieckiej demokracji, największą popularnością cieszą się we wschodnich landach. Tam AfD (poza Berlinem) odnotowuje poparcie od 30 do nawet 36 proc. wyborców. Tymczasem w tym roku odbędą się wybory do parlamentów krajowych: Turyngii, Saksonii i Brandenburgii. Utworzenie rządów landowych bez AfD lub Sojuszu Sahry Wagenknecht może okazać się niemożliwe. Co więcej ,w Turyngii to koalicja tych dwóch partii zyskuje szansę przejęcia władzy. Już tylko to zwiastuje serię wstrząsów politycznych, nadchodzących w momencie gospodarczej recesji. Friedrich Merz ma rację, że musimy martwić się o Niemcy.

Inne wpisy tego autora

Niemcy potrafią grać w zielone

Polski przemysł ma się słabo, za to niemiecki otrzyma kilkadziesiąt miliardów euro dotacji. Aplikowanych tak, żeby żadna z unijnych instytucji, stojących na straży uczciwej konkurencji,

Już za rok prezydencja!

Instytucja prezydencji UE sięga czasów Konrada Adenauera, który sprawował ją jako pierwszy. Od tamtego czasu instytucja prezydencji ewoluowała. Od wprowadzenia nowego systemu liczenia głosów w

Chiński kot i europejskie myszy

Piractwo jest w Chinach normą, dlatego wystarczy wejść do jakiegokolwiek sklepu, żeby kupić za niewielką cenę kopię każdej, zachodniej marki – obojętne czy chodzi o