Posłuchaj Ukraino nauk z Wietnamu

Doceniasz tę treść?

Amerykanie mają talent i rozmach w robieniu biznesu, kiedy jednak chodzi o generujące gargantuiczne koszty interwencje zagraniczne, wykazują się beztroską; przez lata hojnie łożą na wojny w dalekich krainach, by nagle je porzucać bez wyraźnego powodu strategicznego; bywa, że płacą za to nacje, które powierzyły im swoje bezpieczeństwo. Na horyzoncie widać już kandydata na kolejną „ofiarę” owej beztroski – Ukrainę.

Kongres nie może przegłosować kolejnego pakietu pomocy militarnej dla Kijowa, ponieważ republikanie powiązali go z polityką imigracyjną, a obecny pakiet jest na wyczerpaniu. Jeśli demokraci zgodzą się na zapory na granicy i wyłapywanie nielegalnych – będzie pomoc dla Ukrainy, jeśli się nie zgodzą – nie będzie.

Tymczasem zwłoka już odbija się na zdolnościach bojowych armii ukraińskiej, zaczyna brakować części zamiennych oraz amunicji. Ukraińcy odwołują inne zakupy za własne pieniądze, byle dostarczyć na front pociski, ale potrzeby przerastają ich możliwości. Przyjęty przez parlament budżet na 2024 r. zakłada, że ponad 94 procent przychodów państwa skonsumuje walka z Rosją, a bez pomocy zagranicznej Ukraina będzie bankrutem i przegra wojnę.

Wstrzemięźliwość Kongresu nie jest powodowana niechęcią wobec Kijowa, nawet niekoniecznie przyczynami wewnętrznymi – połączenie pomocy i imigracji jest przypadkowe. Prawdziwym powodem wydaje się… znudzenie. Ileż można słuchać o tej Ukrainie!? Nie pierwszy to raz. Znudził się Afganistan, znudził Irak. Z obu państw Amerykanie wyszli, pozostawiając je siłom, jakie tam zwalczali. W Afganistanie rządzą talibowie, w Iraku współrządzi Sadr. Wojna w Afganistanie kosztowała amerykańskiego podatnika 2 biliony dolarów, wojna w Iraku 2,4 biliona. Jaki zysk strategiczny przyniosły te inwestycje? Żaden.

Matką – a raczej ojcem, biorąc pod uwagę rodzaj gramatyczny – strategicznej beztroski był Wietnam. Warto, by każdy, kto korzysta z amerykańskiej ochrony lub o nią zabiega, przestudiował, jeśli nie całą wojnę, to jej koniec. Interwencja kosztowała około 1,6 biliona dolarów w przeliczeniu na dzisiejszą wartość waluty. Dodatkowo ponad 50 tysięcy zabitych żołnierzy USA. Ameryka nie przegrała tej wojny na polu walki, przeciwnie – siły komunistów były coraz słabsze. Ba, kiedy już wprowadzono tzw. wietnamizację – czyli wycofano trzon wojsk USA i przerzucono ciężar walk na oddziały lokalne – wojsko Południowego Wietnamu samodzielnie radziło sobie na polu walki nieźle, o czym świadczy odparcie ofensywy Północy w 1972 r. Działo się tak, ponieważ Sajgon miał zapewnione amerykańskie finansowanie. Bez niego, by zginął, podobnie jak dzisiaj Ukraina, ponieważ wojna – tak, jak w przypadku Kijowa – przerastała jego możliwości finansowe.

Katastrofa przyszła, kiedy amerykańskie finansowanie zaczęło ustawać, bo Wietnam stał się politycznym obciążeniem i wszystkich już szczerze wymęczył – republikanów, demokratów, elity gospodarcze i opinię publiczną.

W grudniu 1974 r.  armia komunistycznej Północy wykonała uderzenie testowe, zajmując prowincję Phuoc Long. Nic się nie stało, Ameryka nie zareagowała. W 1975 r. zaczęła więc ofensywę na pełną skalę, prezydent Ford, który zastąpił skompromitowanego Nixona, błagał Kongres o uchwalenie finansowania dla Wietnamu Południowego. Bez skutku. Padało miasto po mieście, prowincja po prowincji, południowcom brakowało wszystkiego, ale głównie części zamiennych i amunicji (tak, jak dzisiaj na Ukrainie). Morale obrońców runęło. Sajgon padł w kwietniu po intensywnych walkach, które wcale nie musiały być przegrane, gdyby Kongres zareagował inaczej.

W Wietnamie Amerykanie podnieśli wysoko sztandar obrony wolnego świata przed agresją. Nie inaczej głosi dziś zachód w obliczu ataku Rosji na Ukrainę. Przez lata Kongres zgodnie z prezydentem finansowali wojnę i wsparcie dla władz Południa, ale w końcu przestał. Przez dwa lata pomoc dla Ukrainy płynęła bez zakłóceń, aż zaczęła szwankować. Jesienią wybory w USA może wygrać Donald Trump, on nie będzie raczej błagał Kongresu o finansowanie wojny, jak Ford w przypadku Wietnamu, on je po prostu zakończy.

Skoro nawet 50 tysięcy zabitych żołnierzy amerykańskich nie było argumentem, aby sprawę doprowadzić w Wietnamie do końca, jakim argumentem jest marne 100 miliardów dolarów, bo tyle wynosi mniej więcej całościowa pomoc amerykańska dla Ukrainy? To grosze. A i tak podatnik oraz politycy zaczynają ich skąpić.

Państwa, które nie mają środków własnych na obronę lub nie są w stanie uwikłać jej w szersze zobowiązania sojusznicze, są skazane na łaskę donatorów, ta zaś – jak widać – na pstrym koniu jeździ. Raz jest, raz jej nie ma.

Inne wpisy tego autora

Wyspa piękna, jak… wojna

Wybory Tajwanu To nie Ukraina, ale Tajwan jest miejscem, gdzie mogłaby wybuchnąć trzecia wojna światowa, gdyby sprawy poszły źle. Dlatego każde znaczące wydarzenie polityczne na

Faszystowska orda, czyli czym jest Rosja

Badacze i komentatorzy nie mogą uzgodnić, czym właściwie jest dzisiejsza Rosja, jaki panuje w niej ustój, jaki system władzy. Tymczasem od dobrego opisu rosyjskiego systemu

Pacyficzny trójkąt nadziei

Azja w przebudowie   Japonia, Korea Południowa i Tajwan to ostoje wolności i oazy dobrobytu Azji Wschodniej. Zagrożenie ze strony komunistycznych Chin czyni je naturalnymi