Czy Polski (nie)Ład z nami zostanie?

Doceniasz tę treść?

Nowy rząd ułatwił obywatelom rozliczanie go z realizacji obietnic, ponieważ jeszcze podczas kampanii wyborczej Koalicja Obywatelska opublikowała listę „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”. Nie jesteśmy więc skazani na wynajdywanie obietnic w gąszczu archiwalnych wypowiedzi polityków. Mamy konkretny dokument, na podstawie którego możemy sprawdzać, czy zostały wprowadzone rozwiązania w rozmaitych zakresach – od edukacji po obronność.

Rozpoczęcie rządów z przytupem – od energicznego, wręcz romantyczno-rewolucyjnego odebrania PiS-owi mediów publicznych – dawało nadzieję, że również we wprowadzaniu obiecanych rozwiązań ułatwiających przedsiębiorczość rząd Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy będzie postępował sprawnie. Rzeczywistość okazała się tu ambiwalentna – nie można powiedzieć, że rząd nic nie robi, ale też nie można mówić o działaniu szczególnie energicznym.

Obietnicą w toku realizacji jest „urlop dla przedsiębiorców”, czyli jeden miesiąc w roku, który będzie mógł być wolny od składek na ubezpieczenie społeczne. Dotyczy to samozatrudnionych i przedsiębiorców zatrudniających mniej niż 10 osób. Stosowny projekt ustawy pojawił się już 22 stycznia, a obecnie przeszedł już etap opiniowania legislacyjnego. Prawdopodobnie już w kwietniu będzie procedowany przez Sejm, by zainteresowani mogli z takiego rozwiązania skorzystać już od 1 października. Zaletą „urlopu” jest to, że na jego okres działalność gospodarcza nie będzie musiała być zawieszana.

Takie wytchnienie niewątpliwie częściowo zamortyzuje dodatkowe koszty ponoszone w wyniku dzisiejszej wysokiej stopy inflacji – a więc także w wyniku wzrostu średniego wynagrodzenia, od którego uzależniona jest składka na ZUS – ale czy na pewno zmniejszy widoczną w statystykach CEIDG liczbę zamykanych i zawieszanych działalności? W obecnym kształcie projektu ustawy składkę za czas urlopu będzie płacił budżet państwa. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby umożliwienie (jak było 4 stycznia w początkowych założeniach do ustawy) 3-miesięcznego zwolnienia, ale bez generującego koszty parasola ochronnego w postaci finansowania składek przez państwo. Po prostu jednak być może takie rozwiązanie jak „urlop od ZUS-u dla przedsiębiorców” nie musiałoby być wprowadzane, gdyby – tak jak w przypadku osób na etacie – składka na ZUS była uzależniona od realnych zarobków, a nie polegała na obowiązku zapłaty odgórnie ustalonej, relatywnie wysokiej kwoty (w tym roku 1600 zł miesięcznie).

W ulżeniu zarówno tym, którzy pracują na etacie lub umowie cywilnoprawnej, jak i prowadzącym działalność gospodarczą, pomogłaby realizacja innej obietnicy KO – o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku z 30 tys. do 60 tys. zł. Na razie jednak rząd Tuska nie rozpoczął w tym kierunku działań, za to do I czytania w Sejmie trafił analogiczny projekt ustawy autorstwa posłów Konfederacji. Sytuacja, w której posłowie KO głosowaliby przeciw pomysłowi zawartemu we własnych „100 konkretach”, byłaby dość komiczna i niewygodna dla koalicji, więc może jednak KO przyjmie tu inną postawę, np. współpracę przy ulepszaniu projektu Konfederacji. Nawiasem mówiąc, jeden z publicystów „Gazety Wyborczej” nazywa zgłoszenie projektu przez Konfederację „trollingiem”, tak jakby nie można było już traktować przypominania rządowi o jego obietnicach w kategoriach troski o dobro obywateli.

Bardzo oczekiwanym od rządu przez przedsiębiorców i pracowników rozwiązaniem niż wspomniany urlop jest cofnięcie wprowadzonego w PiS-owskim Polskim Ładzie sposobu ustalania składki zdrowotnej. Zmiana polegała – w wielkim skrócie – na rozwiązaniach takich jak skasowanie dość korzystnego ryczałtu (9 proc. od minimum 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia), uniemożliwienie odliczania składki zdrowotnej od PIT czy obowiązek naliczania składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych. Spowodowało to u niektórych nawet 7-krotny wzrost daniny płaconej miesięcznie na NFZ, co przy innych problemach, takich jak wspomniane nieelastyczne składki na ZUS i wysoki poziom inflacji, pogorszyło sytuację drobnych przedsiębiorców. Sam Jarosław Kaczyński przyznał, że zmiana ta przyczyniła się do utraty wyborców przez PiS, odbierając tej partii widoki na trzecią kadencję rządzenia.

W „100 konkretach” rządu czytamy: „Wrócimy do ryczałtowego systemu rozliczania składki zdrowotnej. Skończymy z absurdem składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych”. Jednak okazuje się, że rząd Tuska całkiem docenia wprowadzoną w Polskim Ładzie zmianę i akurat pod tym względem nie będzie „rozliczał” rządów PiS. Jak powiedział 22 lutego sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Wojciech Konieczny: „Powrót do sytuacji sprzed Polskiego Ładu spowodowałby uszczuplenie w tym roku budżetu NFZ o 9,5 mld zł, a w 2025 roku – o ok. 10 mld zł, co w świetle tego, że należy zapewnić finansowanie publicznego systemu ochrony zdrowia, wprowadzi większe obciążenia na budżet państwa. Tak więc takiego prostego przejścia do sytuacji sprzed Polskiego Ładu nie należy oczekiwać”. Pewną nadzieję stanowi nieugięta postawa Szymona Hołowni, który powiedział, że „Kwestia składki zdrowotnej jest naszym [Polski 2050] być albo nie być w koalicji (…) To jest bezwzględna i niepodlegająca negocjacjom koalicyjnym umowa”. O ile samo określenie „kwestia składki zdrowotnej” było dość mgliste, o tyle dwa dni później Hołownia sprecyzował, że chodzi właśnie o kosztujące 10 mld zł przywrócenie ryczałtu.

Podobieństwo do polityki gospodarczej PiS jest widoczne także w innym aspekcie. W styczniu 2023 r. poseł Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej apelował do Ministerstwa Finansów o obniżenie VAT na bilety kolejowe z 8 proc. do 0 proc., co spowodowałoby obniżkę cen biletów – ważną dla osób mniej zarabiających. Ówczesny rząd nie przychylił się do tej prośby. Obietnicę taką (dotyczącą również transportu publicznego) zawarła jednak Koalicja Obywatelska w swoich „100 konkretach”. Na razie jednak, jak wynika z analizy portalu Demagog.org, nic w tym kierunku nie zrobiła. Rzeczą nieco mniej ważną, ale symptomatyczną jest pytanie, czy w zakupionych 10 lat temu przez koalicję PO–PSL pociągach Pendolino nowe-stare środowisko rządzące przywróci możliwość napicia się gorącej kawy lub herbaty w cenie biletu.

Powstało za to zapowiadane w „100 konkretach” Ministerstwo Przemysłu z siedzibą w Katowicach. Na zmianę tę można patrzeć z pewną ironią i mówić, że nowa władza nie jest zbyt skłonna sprzyjać obywatelom, jednak z ochotą tworzy nowe urzędy. Z drugiej strony, należy pozytywnie ocenić wydzielenie resortu, który zajmować się będzie również rozwijaniem w Polsce energii atomowej, co może uniezależnić nas energetycznie od Rosji. Zaś umiejscowienie nowego resortu poza Warszawą to ukłon w stronę idei decentralizacji Polski, a dokładniej – deglomeracji. Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, to jednak taki ruch sygnalizuje obywatelom, że rozwój społeczny, gospodarczy i kulturowy może mieć miejsce również poza centrum kraju.

Warto wspomnieć również o zapowiedzianym (i tutaj akurat realizowanym) rozliczaniu rządów PiS w postaci komisji śledczej ds. Pegasusa. Fakt, że nowa władza ujawniła stosowanie przez ówczesne służby inwigilacji w pewnych układach polityczno-biznesowych na Dolnym Śląsku, przynosi coś w rodzaju pośredniej nadziei, że tego rodzaju inwigilacyjne pokusy będą przez obecne władze tępione, co wzmacnia poczucie podmiotowości obywateli, w tym przedsiębiorców.

Jednak ze względu na prounijność nowych rządów i deklarację przyspieszenia transpozycji unijnych dyrektyw nie ma co liczyć na to, że nowy rząd zaskarży do TSUE – jako niezgodne z zasadą proporcjonalności – istniejące od niedawna różne brukselskie rozwiązania, jak obowiązek sprzedaży butelek z przymocowaną nakrętką czy obowiązek raportowania do fiskusa przez platformy cyfrowe (typu Vinted czy OLX) użytkowników, którzy w ciągu roku sprzedadzą więcej niż 30 rzeczy.

Każdy rząd i obywatel powinien mieć w pamięci zdanie Alexisa de Tocqueville’a na temat demokracji: „Najbardziej niebezpieczne jest zniewolenie obywateli właśnie w sprawach małej wagi”. Biorąc pod uwagę przykład z Polskim Ładem i składką zdrowotną, nowa władza powinna uważać, aby nie wprowadzać (czy też nie podtrzymywać) takiej pozornie drobnej zmiany, która zdenerwuje obywateli na tyle, że w następnych wyborach zdecydują się zagłosować na konkurencję albo… zdecydują się na obojętność. Uznają bowiem, że nie jest żadną manifestacją wolności wybieranie władzy, która nie tylko nie usuwa utrudnień wprowadzonych przez władze poprzednie, ale też dodaje od siebie nowe.

Inne wpisy tego autora

Wolnościowe prace domowe

Zniesienie obowiązkowych i ocenianych prac domowych w szkołach podstawowych było jedną z pierwszych decyzji oświatowych nowego rządu. Zmiana ma wejść w życie od kwietnia. Jednocześnie

Czy czeka nas wzrost kompetencji UE?

Według autorów przyjętego 22 listopada przez Parlament Europejski projektu zmian w traktatach UE, potrzeba reformy Unii bierze się z kilku przyczyn. Po pierwsze, unijne traktaty