Ile orzeczeń podatkowych uchylają sądy administracyjne i dlaczego fiskus nie lubi się tym chwalić?

Doceniasz tę treść?

Fiskalizm państwa może objawiać się w bardzo różnej postaci. Tradycyjnym jego miernikiem jest poziom obciążeń podatkowych liczony według obowiązujących aktów prawnych, ale ten miernik nie oddaje fiskalizmu w egzekucji obowiązku podatkowego. Państwo może mieć wysokie podatki i jednocześnie pozostawać względnie uczciwe i pobłażliwe w ich poborze, ale może też mieć pozornie niskie obciążenia, ale skazywać obywateli na permanentną arbitralność w ich wymiarze i poborze.

Negatywnym przykładem w historii prawa podatkowego była całkiem porządna ustawa o państwowym podatku dochodowym z 1920 roku. Powołane do wymiaru tego podatku komisje składały się z osób o niskim poziomie edukacji, większość deklaracji była wymuszana, rozstrzygnięcia arbitralne, oderwane od faktycznych zdolności płatniczych, czego wymiarem był istotny wskaźnik uwzględniania odwołań od decyzji (w 1928 r. w Warszawie sięgnął 40 proc.). Efekt fiskalny także był mizerny. Podatek efektywnie płacił co dziesiąty aktywny obywatel, a wpływy do budżetu z tego tytułu wynosiły kilka procent. Ów wskaźnik uchyleń decyzji podatkowych, przy względnie przyzwoicie funkcjonującym systemie odwoławczym, może być zastępczą miarą poziomu fiskalizmu państwowego w egzekucji obowiązków podatkowych. We współczesnej Polsce interesujące statystyki dotyczą uchyleń decyzji podatkowych dokonanych przez sądy administracyjne. I jak to wygląda? Wskaźnik ten od wielu lat sukcesywnie rośnie. W 2022 r. wynosił on już 31,07 proc., w 2020 r. współczynnik ten wynosił 28,1 proc., w 2019 r. – 27,32 proc., w 2018 r. – 25,08 proc., w 2017 r. – 22,22 proc., w 2016 r. – 19,78 proc., w 2015 r. – 22,03 proc.

To dużo czy mało? To zależy, jak na to spojrzymy.

Podejście „poworządnościowe” nakazywałoby przyjąć, że nawet niewielki wskaźnik jest porażką administracji podatkowej i państwa prawa. Uchylenie decyzji oznacza wszak, że była ona bezprawna. Jeśli tę wartość odniesiemy także do decyzji niezaskarżonych, to znaczy, że w obrocie pozostaje podobny odsetek prawomocnych decyzji bezprawnych. To dziwne zatem, że nikogo nie przeraża fakt, że państwo prawa w niemal 1/3 postępowań podatkowych działa bezprawnie. Prawnicy są jednak kryptorealistami i zdroworozsądkowo przyjmują, że prawo jest tworem żywym, który podlega jakieś zmiennej wykładni, a uchylenie rozstrzygnięcia nie koniecznie oznacza upadek państwa prawa, ale raczej dynamiczne kształtowanie się owej wykładni. Jeśli odniesiemy to do wskaźnika uchyleń wyroków sądów powszechnych, to okaże się, że jest on podobny. Ale możemy zastosować też inny punkt odniesienia, który nawet z realistycznej perspektywy wydaje się trafniejszy, a mianowicie wskaźnik wyroków karnych uniewinniających. Ten z kolei waha się w okolicach 2–2,5 proc. Sytuacja podatnika i oskarżonego jest bowiem podobna. W obu przypadkach działa aparat państwowego przymusu i w obu przypadkach powinny znaleźć zastosowanie podobne gwarancje procesowe, aby zapobiec nadużyciom. Skąd zatem taka różnica? Pozwolę sobie na kilka hipotez.

  1. Poziom kontroli prokuratury nad postępowaniem i świadomości wagi sprawy jest o wiele większy niż w przypadku administracji podatkowej. Prokurator, który ma wątpliwości co do zarzutów, nie ma problemu z umorzeniem postępowania i raczej nie będzie eksperymentował z oskarżeniem, w przeciwieństwie do organów podatkowych, które całe postępowanie podatkowe traktują jak swoistą grę z podatnikami nastawioną na efekt fiskalny. Swoją rolę odgrywa tu zapewne także system premiowania. Na szczęście dla nas prokuratorzy nie dostają premii od łącznego wymiaru kar, są zaś wewnętrznie rozliczani z uniewinniających wyroków.
  2. Owa gra z podatnikiem przybiera czasem niebezpieczną postać, w której decyzje oparte są świadomie na ryzykownej wykładni przepisów w celu tworzenia, korzystnej dla administracji podatkowej linii orzeczniczej.
  3. Budowanie linii orzeczniczej jest koniecznym elementem każdej dziedziny prawa. Im prawo jest rzadziej zmieniane, tym bardziej stabilizuje się jego wykładnia. Radykalna zmienność prawa podatkowego połączona z jego naturalną niejasnością i skomplikowaniem powoduje, iż zarówno podatnicy, jak i organy podatkowe poruszają się w permanentnej interpretacyjnej mgle.

 

Ta ostatnia hipoteza sprawia, że można postawić tezę, iż istnieje prosty związek pomiędzy ilością zmian wprowadzanym w prawie podatkowym a wskaźnikiem uchyleń decyzji. Warto nadmienić, że rok 2022 jeśli chodzi o produkcję prawa, był rekordowy. Kto wie, czy aktualny pat ustawodawczy nie zrobi nam wszystkim dobrze.

Inne wpisy tego autora