Argentyński Lew zaryczał w Davos

Doceniasz tę treść?

Kiedy w grudniu zeszłego roku libertarianin Javier Milei wygrywał wybory prezydenckie w Argentynie, wiele osób obawiało się, że jest on jedynie wilkiem czy raczej – biorąc pod uwagę jego wyborczą kreację – lwem w owczej skórze. Anarchokapitalistyczne poglądy Mileia miałyby według nich być jedynie zasłoną dymną skrywającą jego prawdziwe oblicze: bywalca salonów World Economic Forum (WEF) gdzie, według zwolenników spiskowej teorii dziejów, zapadają najważniejsze ustalenia pomiędzy rządami a korporacjami mające jeden cel: ograniczenie wolności jednostek.

Kulminacja tych obaw musiała nastąpić w zeszłym tygodniu, gdy okazało się, że Javier Milei nie tylko pojawi się w Davos, ale zabierze głos jako Gość Specjalny, zapowiedziany przez samego Klausa Schwaba.

Cóż, z pewnością ci, którzy zdążyli już odsłuchać jego wystąpienia (a także, najpewniej, sam Klaus Schwab i uczestnicy Forum) muszą być teraz mocno zaskoczeni.

Dwadzieścia minut, które Milei spędził na scenie, to gotowy akt intelektualnego oskarżenia pod adresem elit politycznych, biznesowych i kulturalnych, które ze strachu, głupoty lub chciwości odrzuciły wolność i wybrały kolektywizm i etatyzm. Jak napisał w prywatnej wiadomości jeden z intelektualnych mistrzów Javiera, profesor Jesus Huerta de Soto (w przeszłości goszczący z resztą w Polsce na zaproszenie Instytutu Misesa):

Nie tylko udzieliłeś kompletnej lekcji Austriackiej Ekonomii najbardziej aroganckim i interwencjonistycznym elitom na świecie, ale także odniosłeś się do niemoralności ich megalomańskich, etatystycznych planów inżynierii społecznej, równocześnie udzielając bezwarunkowego wsparcia wszystkim dobrym przedsiębiorcom, którzy pomimo interwencjonizmu budują dobrobyt i cywilizację.

I cóż to była za lekcja! Milei wystąpienie zaczął od zamiany charakterystycznej dla siebie piły spalinowej na kij hokejowy. A raczej na „wykres kija hokejowego” przedstawiający historyczny poziom globalnego dobrobytu wyrażonego jako PKB per capita: przez 90 proc. historii ludzkości przesuwamy się po płaskiej i niemal równoległej do osi poziomej „rączce”, nie obserwując zauważalnego wzrostu, by około 1800 roku wystrzelić do góry po niemal prostopadłej krawędzi hokejowej łopatki pokazującej wzrost o – jak mówi moja przyjaciółka i autorka tej metafory prof. Deirdre McCloskey – nie o 100%, co może byłoby dobre, ale nie przeobrażające, a o ponad 2900%!

Kapitalizm więc – jak tłumaczył Milei – działa i skutecznie wyciąga z biedy miliardy ludzi na całym świecie. Na przypomnieniu tej oczywistej dla każdego, kto nie zamyka oczu na rzeczywistość prawdy, jednak się nie skończyło. Milei wprost nazwał hipokryzję osób, które ignorując te ogromne korzyści, atakują kapitalizm za rzekomą niemoralność czy aspołeczność. By nie pozostawić żadnych złudzeń, że do Davos przyleciał bronić także etycznej wyższości wolnej gospodarki, Milei definiuje swoje poglądy słowami argentyńskiego ekonomisty prof. Alberto Benegasa Lyncha:

Libertarianizm to nieograniczony szacunek wobec życiowego projektu innych, oparty o zasadę nieagresji i stojący na straży prawa do życia, wolności i własności.

Tu nie ma już miejsca na dwójmyślenie czy fałszywe definicje zakłamujące naturę rzeczy. Widać to najjaśniej, gdy Milei mówi o podatkach:

Podatki podbierane są przymusowo (…) to znaczy, że państwo zdobywa swoje finansowanie, używając przymusu.

W skrócie: podatki to kradzież, a państwo to monopolista w dziedzinie stosowania przemocy wobec swoich obywateli ograniczający jedynie ich zdolność służenia innym poprzez dostarczanie dóbr i usług lepszej jakości po niższej cenie.

Skoro więc państwo nie ma do odegrania w życiu gospodarczym żadnej pozytywnej roli to kto według Mileiego ma zająć się budową społecznego dobrobytu? Odpowiedź znów jest jednoznaczna: przedsiębiorcy.

Kontrast pomiędzy Javierem Milei a innymi liderami politycznymi jest tu uderzający. Kiedy niedawno przebywałem w Belwederze podczas ceremonii wręczania odznaczeń państwowych, słuchałem jak nasz Prezydent wymienia wkład artystów, historyków, polityków, filozofów i filantropów w budowę dobrobytu państwa. W jego wypowiedzi zabrakło przedsiębiorców i to pomimo tego, że odznaczenie odbierał z jego rąk jeden z najwybitniejszych z nich, czyli Rafał Brzoska.

Dla polityków w Polsce i w wielu innych krajach przedsiębiorca to ktoś podejrzany, prywaciarz i kombinator. Żadna inna grupa społeczna nie pada ofiarą tak masowej i zorganizowanej nagonki (jeżeli ktoś chce dowodu, to niech zastanowi się, ile zna tekstów kultury z – powiedzmy – ostatnich 30 lat nieprzedstawiających przedsiębiorcy jako stereotypowego złoczyńcy). Milei nie boi się iść tu pod prąd właściwie całemu światu, mówiąc:

To przedsiębiorca jest bohaterem. Kolektywistyczne ideologie, tak na prawicy, jak i lewicy, chcące ograniczać jego swobodę, zubażają całe społeczeństwo.

Oczywiście nie mam złudzeń, że ktokolwiek z zebranych w Davos posłucha rad Javiera Milei już dziś (chociaż słucha go wielu widocznie nieobecnych np. najbogatszy człowiek świata Elon Musk entuzjastycznie komentujący na swojej platformie X niedawne wystąpienie), ale gdy – jak jestem przekonany – za kilka lat Argentyna pod jego rządami stanie się globalnym przykładem sukcesu gospodarczego, do tej lekcji trzeba będzie powrócić. I płynące z niej nauki wdrożyć także w Polsce.

Inne wpisy tego autora