Ekologia, motoryzacja i upadek europejskiej gospodarki

Doceniasz tę treść?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich miesięcy w Warszawie jest wprowadzenie „Strefy Czystego Transportu”. Tymczasem nawet prezydent miasta stołecznego jeździ starym dieslem i zapytany, czy zamierza go wymienić na auto elektryczne, odpowiada, że „[…] jeśli kiedyś będzie mnie stać to tak – wymienię kiedyś w przyszłości ten samochód na dużo bardziej przyjazny dla środowiska”. Niestety, nie każdy jest prezydentem dużego miasta, czy ważnym politykiem dużego ugrupowania politycznego. Przeciętny Kowalski może mieć po prostu finansowy problem z dostosowaniem się do coraz bardziej restrykcyjnych wymogów ekologicznych. Niemniej ekologia to duże wyzwanie, przed którym stoimy jako społeczeństwo.

Co zatem powinniśmy zrobić? Można wybrać jedną skrajność i nie robić nic. Może to prowadzić do bardzo przykrych rezultatów. Zapewne nie dzisiaj i nie jutro, co w oczach wielu uzasadnia nierobienie niczego. Można też pójść drogą Unii Europejskiej i wziąć na swoje barki ten ekologiczny – wykonany ze 100-procentowo naturalnego drewna z recyklingu – krzyż.

Ostatnio przez Polskę i Europę przelewa się fala protestów rolników, którzy nie zgadzają się z postanowieniami Zielonego Ładu. Cóż, szkoda, że dopiero teraz. Dyskusja nad założeniami polityki klimatycznej UE, czy rozwiązaniami takimi jak „fit for 55” trwała latami. O najważniejszych zmianach w tym zakresie rozmawiano od końcówki 2019 r., a w 2021 r. przyjęto wiążące postanowienia. Co ważne, nawet wypłata środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) jest powiązana z osiągnięciem wielu celów polityki klimatycznej. A to oznacza, że tak jak dzisiaj protestują rolnicy, tak może niebawem dołączą do nich np. kierowcy, bo czekają nas zmiany. Duże i kosztowne zmiany.

W skrócie i uproszczeniu, aby otrzymać środki z KPO, Polska zgodziła się wypełnić tak zwane „kamienie milowe”. Jest to bardzo długa lista zobowiązań naszego kraju, której prawnie nikt nie czytał, ewentualnie coś usłyszał o tym w mediach. Nie będę przytaczał całej listy. Jest ich zwyczajnie zbyt wiele. Skupię się jedynie na najważniejszych dotyczących kierowców. UE wymyśliła zasadę, że „zanieczyszczający płaci”. Nie ważne, że już odprowadzasz podatki, kupując auto, czy tankując paliwo, za które płacisz pieniędzmi, za których zarobienie też uiściłeś podatek. Wciąż płacisz za mało. Zatem kamień milowy nr E3G zakłada wprowadzenie opłaty rejestracyjnej dla pojazdów spalinowych. Technicznie opłata powinna zostać wprowadzona w tym roku. Ale to wciąż za mało. Kamień milowy E4G, który powinien wejść w życie do 2026 r., przewiduje wprowadzenie podatku od posiadania samochodów spalinowych. Nie znamy szczegółów, nie wiemy, ile to nas będzie kosztować, ale Krzysztof Bolesta – wiceminister ds. klimatu i środowiska potwierdził prace nad wprowadzeniem tych rozwiązań w życie. Dodajmy do tego kolejny aspekt – strefy czystego transportu. W Warszawie i Krakowie temat ten wywołał sporą burzę i protesty, które na nic się nie zdały. W Krakowie możliwe, że jej wprowadzenie zostanie opóźnione z uwagi na trwający spór prawny, ale raczej miasto nie odpuści tego projektu. Myślicie sobie, że to fanaberia dużych miast. Poczekajcie, aż skończą się wybory samorządowe, bo teraz nikt nie chce ryzykować, ale… kamień milowy E2L sprawi, że w miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców strefy czystego transportu będą standardem.

Co ciekawego jeszcze mamy dla kierowców? Ostatnio wprowadzone paliwo E10, kolejne normy emisji spalin Euro 7, a może przepisy ograniczające wprowadzanie samochodów spalinowych na rynek UE od 2035 r.? (Nie jest to technicznie zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych, ale w praktyce sprzedawane będą mogły być np. samochody na wodór czy paliwa syntetyczne).

No tak, ale przecież, jeżeli ograniczymy emisję zanieczyszczeń w transporcie, to nasza gospodarka stanie się automatycznie niskoemisyjna? Niestety nie. Transport odpowiada za około jedną piątą zanieczyszczeń w UE. Cały transport, a więc również ciężarówki, statki, czy lotnictwo cywilne. W rzeczywistości samochody są głównym źródłem zanieczyszczenia tlenkami azotu, a ich udział w tworzeniu innych jest znacząco niższy. Kolejna ważna rzecz, ogromna ilość zanieczyszczeń powstaje nie w trakcie eksploatacji auta, a na etapie jego tworzenia i czasem lepiej dla środowiska jest poruszać się starym, ale sprawnym autem, niż wyprodukować nowy, elektryczny samochód. Zwłaszcza z uwagi na baterie potrzebne do jego zasilania.

Ale przecież mamy przed sobą ważny cel i dzięki temu uratujemy planetę i dokonamy WIELKIEJ zmiany. Prawda? I tu zaczynają się prawdziwe schody. Cała UE zgodnie z danymi Komisji Europejskiej z 2021 r. odpowiada za 7,3 proc. emisji CO2. Najwięksi truciciele na planecie to Chiny (32,9 proc.) i Stany Zjednoczone (12,6 proc.). Co więcej, to w krajach rozwijających się, takich jak Indie, czy kraje afrykańskie w najbliższych latach będzie powstawać najwięcej zanieczyszczeń. Nasze starania o ich redukcję są praktycznie nic nieznaczącą kroplą. Bardzo kosztowną kroplą, bo dosłownie zabijamy swoją gospodarkę, tracąc konkurencyjność względem Chin czy USA.

Paradoksem w tej całej sytuacji jest to, że już dziś chińskie marki samochodów wchodzą triumfalnie na europejskie rynki i np. jednym z najchętniej kupowanych aut w Hiszpanii jest MG ZS. Swoją drogą marka ta zadebiutowała też w Polsce i zszokowała recenzentów nie tylko dobrą jakością, ale również niską ceną, którą trudno jest zaoferować europejskim producentom. Co ciekawe, chińskie marki oferują też auta elektryczne, które naprawdę mogą poważnie zagrozić konkurencji.

Być może się mylę i inne państwa zainspirowane przykładem UE zaczną przywiązywać podobną wagę do kwestii ochrony środowiska. A może należało podążyć trochę inną drogą. Zacząć w końcu kontrolować emisję spalin na przeglądach technicznych i eliminować niesprawne auta z ruchu drogowego (popsuty silnik w relatywnie nowym aucie może emitować dużo więcej zanieczyszczeń niż 20-letni diesel). Może powinniśmy usprawnić ruch aut w miastach, aby zmniejszać korki, a nie zabierać poszczególne pasy ruchu. Może trzeba wspierać gospodarkę, aby ludzie mogli sobie pozwolić na nowe auto, może nawet elektryczne. Może należałoby promować przynajmniej tymczasowo LPG, które pozwala znacząco zmniejszyć emisyjność samochodów. Wreszcie może powinniśmy najpierw zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym, abyśmy nie musieli spalać węgla do zasilania samochodów elektrycznych.

Inne wpisy tego autora

Zapotrzebowanie na pracę na polskim rynku

Bezrobocie w Polsce według GUS wynosi 5,5 proc., zaś według Eurostatu 3 proc. i jest to drugi najniższy wskaźnik w całej Unii Europejskiej. Polska gospodarka