Demografia
Aktywność zawodowa kobiet w kontekście zmian demograficznych
21.01.2015

W XIX wieku życie było zupełnie inne niż dziś. Trywializmem jest stwierdzenie, że ludzie mieli więcej dzieci, a zwykłe z naszej perspektywy czynności – takie jak pranie swojej odzieży – zabierały im znacznie więcej czasu. Większość tych codziennych czynności wykonywały kobiety. Pralka została wynaleziona dopiero w 1851 – zajęło kilka dekad zanim się upowszechniła. Podobnych usprawnień zmniejszających czas prac domowych było znacznie więcej. Do tego czasu jeden dzień w tygodniu musiał być poświęcony na wykonanie prania. W zależności od miasta – konieczne mogło być także np. codzienne przyniesienie wody ze studni, czy napalenie w piecu. Oznaczało to, że na pracę zawodową nie pozostawało kobietom dużo czasu.

W 1881 roku przeciętna kobieta we Włoszech miała 4,98 dziecka w całym okresie swojej reprodukcji. Kobieta w okresie przed połogiem oraz zaraz po nim zazwyczaj nie ma możliwości pracowania ze względu na swój stan i konieczność opieki nad noworodkiem. Niestety nie mamy dziś dokładnych danych stwierdzających ile trwała taka przerwa w XIX wieku. Dziś jednak trwa ona średnio rok (licząc czas poświęcony przez oboje rodziców). Oznacza to kolejne zwiększenie czasu, w którym kobieta nie mogła pracować. Sumując czas poświęcany przez kobiety na rodzenie dzieci i prace domowe – trudno się dziwić, że tak niewiele z nich pracowało zawodowo.

Po drugiej wojnie światowej udział kobiet aktywnych zawodowo wzrósł i nadal utrzymuje się na swoich historycznych maksimach. W 2013 zgodnie z danymi GUS  w Polsce 71,2% kobiet w wieku 25 – 54 lata pracowało zawodowo. W przedziale 40-49 lat (już na ogół brak małych dzieci i zazwyczaj brak jeszcze wnuków) odsetek pracujących kobiet wynosił nawet 76%. Warto zwrócić uwagę, że może to być spowodowane właśnie zmniejszeniem obciążenia pracami domowymi oraz zmniejszeniem ilości posiadanych dzieci i poświęceniem zaoszczędzonego czasu na pracę zawodową.

Niestety zwłaszcza z punktu widzenia całego społeczeństwa zmniejszenie dzietności i związany z tym chwilowy wzrost aktywności kobiet jest to działanie krótkowzroczne. Zapłacimy za nie zmniejszoną dzietnością i spadającą populacją. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2010 w Polsce było:
5 782 tys. ludzi w wieku przedprodukcyjnym (0-14)
27 223 tys. ludzi w wieku produkcyjnym (15-65)
5 161 tys. ludzi w wieku poprodukcyjnym (65+)

W 2060 będzie to odpowiednio:
3 953 tys. ludzi w wieku przedprodukcyjnym (0-14)
17 471 tys. ludzi w wieku produkcyjnym (15-65)
11 285 tys. ludzi w wieku poprodukcyjnym (65+)

Zgodnie z danymi GUS w wieku 60-64 lata aktywnych zawodowo jest tylko 14% kobiet i 39% mężczyzn.

Aktywność zawodowa Polaków

Źródło: http://rynekpracy.pl/zdjecie.php?url=pliki%2Fwykresy_baza%2F2069.&s=700&w=1700

Podstawą optymistycznych założeń dotyczących przyszłości Polski jest przekonanie, że utrzymamy obecny udział osób pracujących w społeczeństwie. Z takim założeniem przeprowadzona została reforma emerytalna podwyższająca wiek emerytalny do 67 roku życia. Wnioskując z danych o bieżącej aktywności zawodowej, nadzieje te mogą być płonne, skoro większość ludzi już dziś nie pracuje do 65 roku życia i przerywa swoją aktywność zawodową wcześniej.

Zakładając jednak, że ludzie rzeczywiście pracowaliby do 67 roku życia (przy obecnym systemie emerytalnym), osoby przechodzące na emeryturę w okolicach 2060 powinny otrzymywać około 30% swojej ostatniej pensji. Zapewniłoby to bilansowanie się systemu przy obecnej sytuacji demograficznej. Przykładając dzisiejsze dane: przy obecnej średniej pensji wynoszącej 4 tys. zł, oznacza to, że emerytura powinna wynosić około 1,2 tys. zł. Po odliczeniu podatków zostaje nam około 1 tys. zł. Tymczasem koszt opieki w państwowym domu spokojnej starości to około 2,5 tys. zł. Rząd oczywiście łaskawie uchwalił, że opłaty nie mogą przekraczać 70% dochodów seniora, czyli w tym wypadku 700 zł. Resztę (1800 zł) powinno pokryć państwo. Powstaje tylko pytanie – czy przy tak drastycznie starzejącym się społeczeństwie te dotacje nie spowodują załamania się finansów publicznych i ograniczenia dostępności miejsc w rządowych domach spokojnej starości. Sądząc po obecnych danych – jest to możliwe. Już dziś na miejsce w takim ośrodku trzeba czekać 2-3 lata i jest ono zależne od decyzji urzędnika. Przy braku możliwości umieszczenia seniora w rządowym domu spokojnej starości alternatywą może być albo prywatny dom opieki albo rezygnacja przez jednego z małżonków z aktywności zawodowej i opieka nad seniorem w domu. Ceny w prywatnych domach opieki wynoszą nawet około 3-4 tys. zł za osobę, co przekracza znacznie prognozowane emerytury. W przypadku konieczności wysłania wszystkich rodziców pary jedynaków do prywatnego domu spokojnej starości mógłby to być koszt rzędu nawet 12 – 16 tys., przy dochodach brutto takiej rodziny wynoszących średnio 12,8 tys. zł. Oczywistym wyborem będzie więc dla wielu par rezygnacja przez jednego z małżonków z pracy zawodowej i poświęcenie się opiece nad rodzicami.

Skutki zaprzestania pracy zawodowej przez jedną z osób w takich parach byłyby katastrofalne. Co oczywiste – spowoduje to zmniejszenie się aktywności zawodowej osób w wieku produkcyjnym. Jeżeli ten scenariusz się zrealizuje dochody państwa z podatków będą niższe – co wymusi cięcie np. i tak już niskich emerytur lub podwyższenie i tak już wysokich podatków, lub ograniczenie subsydiów rządowych do np. domów starości. Dodatkowym problemem może być pogłębienie się problemów demograficznych. Na całym świecie dzieci rodzą się w tych rodzinach, które nie oceniają swojej sytuacji jako złej. Niestety rodziny w których jeden z partnerów musi z przyczyn losowych zrezygnować z pracy zawodowej oceniają swoją sytuację materialną zazwyczaj jako złą.

Przy uwzględnieniu tych dodatkowych czynników – nieobecnych w większości analiz dotyczących przyszłości – może się okazać, ze scenariusze obecnie uznawane za pesymistyczne – okażą się w rzeczywistości aż nadto optymistycznymi.

Piotr Siejda