Bezpieczeństwo
Amerykański Pivot na Pacyfik cz.2
17.03.2015

Stabilność opuszczanych obszarów

Zwiększenie samodzielności i odpowiedzialności za regionalną stabilność krajów zaprzyjaźnionych z USA, znajdujących się na terenach, z których Amerykanie będą się wycofywali. Amerykański odwrót z pozostałych regionów świata nie może doprowadzić do niestabilności i wybuchu przemowy na wielką skalę. Obszary, których pivot dotyczy bezpośrednio to Europa oraz Bliski Wchód.

Stary kontynent od zakończenia II wojny światowej rozpoczął proces jednoczenia, a względną stabilność i bezpieczeństwo przypieczętować miał upadek i rozpad imperium sowieckiego. Unia Europejska przeżywa jednak okres słabości, a odśrodkowe siły narodowych interesów prowadzą do braku sterowności z centrum. Z perspektywy Stanów Zjednoczonych jak również UE decydujące znaczenie będzie miało zachowanie Rosji. To czy w ostatecznym rozrachunku opowie się po stronie państw Zachodu przeciw Chinom czy będzie odwrotnie i sojusz Smoka z Niedźwiedziem rzuci wyzwanie tym, którzy śnili o końcu historii. Prozachodnia Rosja sprawi, że Europa może czuć się niezagrożona, Niemcy jako prokurent Ameryki będą wtedy przewodziły kontynentowi, którego znaczenie będzie stale malało, pogrążona w stagnacji gospodarczej i wyludniająca się Unia nie będzie się już liczyła na szachownicy. Jeżeli jednak Rosja stanie po stronie Chin Europa będzie potrzebna do jej szachowania. Jednak w tym przypadku Niemcy mogą okazać się zawodne. Pomimo, że podczas kryzysu ukraińskiego, gdy Rosja anektowała Krym przyłączyły się do sankcji przeciw niej, to resentyment bismarkowski jest w Niemczech wciąż silny i nie będą one dożyły do ostrej konfrontacji. Może to rodzić szczególne zagrożenie w przypadku gdyby Rosji udało się wejść w sojusz z Europą, której bezsprzecznie przewodniczyć będą Niemcy, i opowiedzieć się zarówno przeciw Chinom jak i USA. Ten scenariusz wydaje się jednak mniej prawdopodobny. W każdym razie antyzachodnia (w tym przypadku antyamerykańska) Rosja jest szansą dla Polski. Nie ufając Niemcom Amerykanie mogliby dożyć do zwiększenia wagi Polski jako kraju, który mógłby przewodzić regionowi Europy środkowo-wschodnie przeciw Rosji. Większy potencjał naszego kraju przełożyłby się na większą asertywność w polityce międzynarodowej oraz poprawi nasze parametry obronne. Jeśli Polsce uda się przyspieszyć rozwój gospodarczy może stać się partnerem, który skompensuje stopniowe wycofywanie się USA z Europy.

Drugim obszarem, który odczuje bezpośrednio skutki pivotu będzie Bliski Wschód. Obecnie pogrążony w chaosie spowodowanym wycofaniem się Ameryki z Iraku oraz Arabską Wiosną, która doprowadziła do obalenia wielu względnie stabilnych, choć niedemokratycznych rządów. Na gruzach Iraku i pogrążonej w odmętach wojny domowej Syrii wyrosło terrorystyczne Państwo Islamskie. W celu przywrócenia i zachowania stabilności niezbędne będą dobre relacje w Turcją oraz Iranem. Te ostatnie mogą szczególnie niepokoić dotychczasowych sojuszników USA, czyli Izrael i Arabię Saudyjską. Iran jednak nie ma zdolności aby zdominować pozostałe regionalne mocarstwa Bliskiego Wschodu (Arabię Saudyjską, Turcję i Egipt) a z to może poprzez swoje wpływy w Iraku dusić w zarodku siły powodujące chaos w całym regionie.

Podsumowując Amerykanie będą stopniowo wycofywali się z Europy i Bliskiego Wschodu. Nie pozostawią jednak za sobą spalonej ziemi. Pozostawią natomiast prokurentów mających wziąć na siebie ciężar zapewnienia stabilności w swoim najbliższym otoczeniu. Ewentualne zaangażowanie militarne będzie się raczej ograniczało do wojsk powietrznych.

Panowanie na morzach i oceanach

Amerykanie w chwili obecnej znajdują się w bezprecedensowej z punktu widzenia historii sytuacji gdyż jako jedyne mocarstwo panują niepodzielnie na wodach świata. Pozostałe dwa państwa (Wielka Brytania oraz Francja), które posiadają tzw. blue water navy, nie mogą w żadnej mierze równać się z US Navy. Aktualnie flota USA liczy 10 lotniskowców klasy Nimitz, jednak 2 supernowoczesne lotniskowce klasy Gerald Ford są właśnie w trakcie budowy, a planowanych jest kolejne 10. Niepodzielne panowanie na morzach gwarantuje możliwość kontroli handlu międzynarodowego, poprzez kontrolę szlaków morskich. Jeżeli zaszłaby taka potrzeba Amerykanie są w stanie „odciąć” od handlu morskiego gospodarkę wrogiego kraju.

O szczególnym zainteresowaniu Pacyfikiem, związanym oczywiście ze wzrostem roli Chin, ma świadczyć zapowiedź alokacji 60% sił powietrznych oraz morskich USA właśnie na obszarze Oceanu Spokojnego. Jest to równocześnie odpowiedź na coraz to bardziej asertywną politykę Chin na morzach Południowochińskim oraz Wschodniochińskim, konsekwencją której są coraz częstsze zderzenia z państwami takimi jak Wietnam, Filipiny czy Japonia. Chęć przekształcenia owych mórz w niemal wyłącznie chińską strefę wpływów jest czymś naturalnym z perspektywy Pekinu. Paralelą może być panowanie Amerykanów w Zatoce Meksykańskiej. O tyle o ile wydaje się dość prawdopodobne, że Chiny odepchną USA od swoich wybrzeży, ich szanse w starciu z US Navy na głębokich wodach są żadne i tak zapewne pozostanie. Przewaga technologiczna, zwłaszcza jeżeli chodzi o zdolność panowania w powietrzu nie zostanie zniwelowana nawet w momencie zrównania nakładów na zbrojenia obu państw, a do tego jeszcze daleka droga.

Tak długo jak USA będą zdolne do panowania na morzach, Chiny zawsze będą stały na z góry straconej pozycji. Z jednej strony odcięcie od zasobów energetycznych znajdujących się na Bliskim Wschodzie oraz od szlaków eksportowych np. poprzez blokadę Cieśniny Malakka, bardzo szybko zdusi chińską gospodarkę wymuszając na decydentach kapitulację. Z drugiej zaś pozwoli prowadzić konflikt z dala od własnych granic.

Okrążenie Chin

Tak jak dotychczasowe mocarstwa morskie, którym udało się osiągnąć status hegemona, tak i USA starają się utrzymywać swoich rywali w szachu za pomocą zarówno swojej floty jak i sieci sojuszy. Podobną politykę uprawiała niegdyś Wielka Brytania, walcząc zawsze do ostatniego… Belga, Polaka czy Francuza. Idealne położenie Stanów Zjednoczonych pozwoli im prowadzić ewentualny konflikt z dala od własnych granic. Kluczowe w tym zakresie będzie pozyskanie wszystkich tych państw, które obawiają się wzrostu roli Chin w regionie: Japonii, Korei Południowej, Tajwanu, Filipin, Malezji, czy Wietnamu. Temu celowi może służyć zacieśnianie relacji gospodarczych z państwami ASEAN czy TPP (Trans Pacific Partnership), do którego, oprócz wyżej wymienionych sojuszników, należą także Australia i Nowa Zelandia.

Japonia już dziś przeprowadza program remilitaryzacji na dużą skalę. Wprost mówi się o zmianie konstytucji w obszarze polityki bezpieczeństwa. Po drugiej Wojnie Światowej, Kraj Kwitnącej Wiśni miał być spacyfikowany i zdemilitaryzowany, podobnie jak nazistowskie Niemcy. RFN stał się jednak, ze względu na wybuch Zimnej Wojny, państwem frontowym, przez co nie można go było zdemilitaryzować. Z Japonią w tej chwili dzieje się podobnie. Jest ona głównym sojusznikiem USA w potencjalnym konflikcie przeciw Chinom, wiec stare uwarunkowania tracą na znaczeniu.

Pozostałe wspomniane państwa ze względu na coraz to bardziej agresywną politykę Chin na morzach, odczuwają zagrożenie swojej suwerenności. Konflikt ten jest z definicji nierozwiązywalny gdyż Chiny muszą zabezpieczyć własne wybrzeże (tak ważne ze względów strategicznych), co implikuje bardziej asertywną politykę względem słabszych sąsiadów. Ci z kolei zwracają się po pomoc do Stanów Zjednoczonych.

Kluczowym czynnikiem z perspektywy USA będzie zdolność do pozyskania Indii oraz ewentualnie Rosji, w celu zamknięcie pierścienia wokół Chin. Indie utrzymują pozycję stosunkowo neutralne, niemniej jednak zgłaszają mocarstwowe aspiracje, podobnie jak Pekin. A jak wiadomo dwa ekspansywne mocarstwa położone blisko siebie raczej sojusznikami nie zostają. Rosja stanowi temat na osobne rozważania. Gdyby jednak ostatecznie stanęła po stronie państw Zachodu, to geopolityczny los Chin byłby przypieczętowany niezależnie od tego czy udałoby się im utrzymać wysokie tempo wzrostu gospodarczego i w konsekwencji przegonić Amerykę na polu rywalizacji gospodarczej

Próby wyhamowania chińskiego wzrostu gospodarczego

To właśnie bezprecedensowy wzrost gospodarczy ostatnich przeszło trzech dekad sprawił, że Chiny zaczęły liczyć się na arenie międzynarodowej. Akumulacja kapitału wprost przełożyła się na bardziej asertywną i agresywną za razem politykę międzynarodową Pekinu. Jeżeli ekstrapolować dotychczasowy trend to w ciągu kilkunastu lat Państwo Środka przegoni USA. Z takim podejściem wiążę się jednak kilka problemów, po pierwsze przyszłość jest niepewna i doszukiwanie się w danych historycznych jakichś proroctw na jest niewłaściwe, gospodarka Chin może już niedługo poważnie zwolnić obarczona poważnymi strukturalnymi problemami. Po drugie same Stany Zjednoczone mogą podjąć działania zmierzające do osłabienia tempa wzrostu gospodarczego swojego rywala.

Kończy się okres gdy Chiny mogły konkurować za pomocą tanich kosztów. Inflacja cenowa, dodatkowo przyspieszana z powodu sztywnego, zaniżonego kursu Renminbi oraz ekspansywną polityką monetarną, doprowadziła do tego, że koszty pracy nie są już tak konkurencyjne jak kiedyś. Niemniej jednak koszty pracy to jedynie część kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw. Innym ważnym kosztem są koszty energii. Rewolucja łupkowa w USA doprowadziła do procesu tzw. reshoringu, czyli powrotu do produkcji w domu. Stany co prawda nie mogą podbić cen energii dla Chin, mogą jednak obniżyć ją dla siebie oraz swoich politycznych sojuszników, blokując eksport gazu i ropy (za wyjątkiem wspomnianych zaprzyjaźnionych państw).

Gro chińskiego eksportu kierowane jest do USA. Te mogą doprowadzić do wojny handlowej, obkładając produkty made in China większymi cłami (w skrajnym przypadku nawet embargiem), argumentując to nieuczciwą polityką handlową Pekinu w postaci zaniżania kursu własnej waluty.

Pewną część wzrostu gospodarczego Chiny zawdzięczają nielegalnemu kopiowaniu amerykańskich rozwiązań, czy wprost produktów, co związane jest z kradzieżą tzw. własności intelektualnej. Jak już zostało wspomniane etap rozwoju napędzanego tanimi kosztami pracy dobiegł końca, w chwili obecnej niezbędne stają się inwestycje w badania i rozwój co będzie wiązało się z tym, że Chiny zaczną tworzyć własne patenty. Owo wpięcie w międzynarodowy podział pracy także na poziomie intelektualnym zmniejszy bonus związany z darmowym przywłaszczaniem sobie cudzych osiągnięć.

W chwili obecnej walutą służącą do rozliczania transakcji międzynarodowych pozostaje bezsprzecznie dolar amerykański. Chiny podejmują próby umiędzynarodowienia Yuana, chociażby poprzez przejście na rozliczanie yuanowe w kontraktach energetycznych z Rosją. Takie podejście może mieć pewne szanse powodzenia w transakcjach bilateralnych z partnerami mocno związanymi handlowo. Istotą waluty międzynarodowej jest jednak jej akceptowalność przez podmioty trzecie. Tak więc państwo A i B rozliczają się w walucie międzynarodowej aby móc bez dodatkowych kosztów transakcyjnych handlować z państwem C. Chiny nie mogą więc specjalnie zagrozić pozycji USA pomimo, że utrzymują wyjątkowo duże rezerwy walutowe, Ameryka zaś może sobie pozwolić na skrajnie ekspansywną politykę monetarną, której kosztami obarcza wszystkich użytkowników swojej waluty, czyli w praktyce cały świat.

Tym co USA mogą realnie zrobić aby wpłynąć na zmianę tendencji w tempie rozwoju gospodarczego między hegemonem a pretendentem to poprawa własnej polityki gospodarczej. Okres chińskiego boomu dobiega końca, a sami Chińczycy chętnie inwestują swoje pieniądze w USA. To dobitnie świadczy o tym gdzie warunki do prowadzenia biznesu są dogodniejsze. Gdyby Stany odwróciły negatywną trend spadkowy w międzynarodowych rankingach gospodarczych proces ten mógłby się jeszcze pogłębić.

Prognoza szans w starciu Stanów Zjednoczonych i Chin oraz miejsce Polski w przyszłym konflikcie zostanie omówione w kolejnych częściach artykułu.

Marek Kułakowski