Gospodarka
Arłukowicz sprzeciwia się zaskarżeniu dyrektywy tytoniowej do Trybunału Europejskiego
16.05.2014

Do długiej listy regulacji, odstręczających opakowań, eurodnicy (europejscy urzędnicy) dopisali również zakaz produkcji papierosów mentolowych. Zgodnie z dyrektywą, za 6 lat, nikt już nie zapali legalnego “mentola”. Ze wszystkich marek i gatunków wybrano tego jednego papierosa. Traf chciał, że akurat tego w którego produkcji Polska jest liderem i niemal wyłącznym producentem.

Przepychanka w Brukseli długo trwała. Ostatecznie przeważyli politycy zatroskani o miejsca pracy w Hiszpanii, Włoszech, Niemczech, Francji, a nie ci, broniący miejsc pracy w Polsce. Dyrektywa Tytoniowa narzucana jest w ramach artykułu 114 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) i dotyczący m.in. harmonizacji rynku wewnętrznego. Dość pokrętna wykładnia. Bo harmonizacja w tym wypadku polega na zabiciu przewagi konkurencyjnej. Polacy to produkują, inni nie tego nie produkują – to zharmonizujmy ich. Równie dobrze można by nam podnieść podatki do poziomu francuskich albo zakazać uprawy tylu gatunków jabłek, bo przecież nikt ich tylu nie ma.

Wicepremier Piechociński zapowiedział, że zaskarży dyrektywę do Trybunału Europejskiego. Co ciekawe, otrzymał pełne poparcie wszystkich klubów parlamentarnych i europarlamentarzystów. Rzadkość na naszej scenie politycznej. Ale zanim zdążyliśmy napisać, że jednak możliwe jest wypracowanie działanie ponad podziałami na rzecz obrony polskiej gospodarki, musieliśmy już ten tekst przepisywać. Wielkie dzięki Arłukowicz.

Ministerstwo zdrowia oświadczyło – „mentole są zagrożeniem dla zdrowia publicznego”. I zapowiedziało wewnątrzrządowa kampanię przekonywania do rezygnacji ze skargi do Trybunału. Mówi to na szczęście minister, który wiele rzeczy już w przeszłości zapowiadał. Pewnie państwo pamiętacie – likwidacja kolejek do specjalistów, wyrugowanie korupcji, naprawę refundacji leków. Ale pamiętamy też, że destrukcja i zakazy udają się Arłukowiczowi całkiem nieźle. To w końcu on jest ojcem załamania finansowego aptek po wprowadzeniu zakazu reklam i promocji lekarstw. Kto wie, tu też może uda mu się zepsuć to i owo.

Dlatego z pewną zazdrością spoglądamy na to, jak unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger niespodziewanie zaczyna zwalczać polski pomysł unii gazowej. Pod pozorem wolnego rynku, broni niemieckiej przewagi handlowej. Umów dających Niemcom lepsze ceny na gaz. Bo przecież nie chodzi tu o wolności rynkowe. Rynek gazu, jak mało co, jest kontrolowany przez rządy. Umowy na odbiór, przesył, magazynowanie, budowę infrastruktury – wszystko to regulują państwa, a byli politycy niemieccy zasiadają w radach nadzorczych rosyjskich spółek gazowych. Niemcy chcą unii która będzie polegała na sprzedawaniu nam drożej rosyjskiego gazu przez niemieckie spółki.

Tylko pozazdrościć, że żaden nieudacznik, minister specjalista od psucia wszystkiego za co się nie weźmie, żaden urzędnik niemiecki w Brukseli, nie wyjdzie nagle przed kamery i nie powie – a ja chce unii gazowej i droższej energii w Niemczech. Ja chcę żeby firmy traciły zamówienia zagraniczne i musiały zwalniać Niemców z pracy. Bo tak będzie politycznie poprawnie. Że też im się nigdy nie trafi taki pajac.

Tomasz Wróblewski

Fot. na lic. CC2.0/aut. KPRM/flickr.com