18 lat czekania na patrolowiec. Coś poszło bardzo nie tak
Artur Kiełbasiński 07.11.2019

Grubo ponad miliard złotych kosztował patrolowiec „Ślązak”, który lada tydzień wejdzie do służby. Jednak nie kwota budzi zdumienie, ale czas budowy. Jednostka powstawała 18 lat i stanowi żywy przykład na to, jak fatalnie można prowadzić projekty biznesowe.

 

18 lat temu z dużym rozmachem rozpoczęto budowę Gawrona. W założeniu wojskowych decydentów miała to być korweta, pierwsza z całej serii. W pierwotnej wersji zakładano budowę 7 jednostek tej klasy. Decyzja o budowie wydawała się trafiona. Polska Marynarka Wojenna już wtedy była mocno podstarzała, a korwety to niewielkie, sprawne nawigacyjnie jednostki idealnie nadające się na Bałtyk, który jest morzem niewielkim.

Problem w tym, że projekt realizowany w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni realizowano w najgorszy możliwy sposób, czyli niekonsekwentnie. Wstrzymywano finansowanie, uruchamiano je, szacowano koszty, przeliczano efektywność projektu. Sama stocznia była w fatalnej kondycji, w końcu znalazła się w stanie upadłości, wraz z rozgrzebaną korwetą. Upadłość najpierw miała charakter układowy, potem sąd zmienił formę upadłości na likwidacyjną.

W efekcie w 2012 r. zdecydowano o zakończeniu programu budowy korwet, a na bazie wyposażonego kadłuba budowano… patrolowiec. Zmieniło się także miejsce budowy. Z upadłej państwowej stoczni okręt trafił do prywatnej Grupy „Remontowa”, gdzie główne prace względnie sprawnie zrealizowano i w 2015 r. patrolowiec został zwodowany.

Ostatnie, wykończeniowe prace na nim prowadzone są – paradoksalnie – w reanimowanej Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni (obecnie publiczna PGZ). A gdy podsumowano koszty budowy okazało się w 2018 r., że przekroczyły one miliard złotych, a potem jeszcze rosły.

Zmiana dotyczyła nie tylko klasy jednostki, ale także nazwy. Zamiast drapieżnego „Gawrona” mamy statecznego „Ślązaka”. A co oznaczała zmiana z korwety na patrolowiec? Między innymi słabsze uzbrojenie. „Ślązak” jest nieodporny na atak rakietowy, słabo przygotowany na atak lotniczy. To sprawia, że w warunkach bojowych na Bałtyku budowana 18 lat jednostka jest, napiszmy dyplomatycznie, mało przydatna i wyjątkowo podatna na atak.

Oczywiście, jest szereg działań, do których „Ślązak” się przyda. Patrole, dozór, walka z przemytem… Jednak nie sposób nie zadać pytania czy czekanie 18 lat na prosty patrolowiec miało sens. Naprawdę niewielki.

Ale sprawa „Gawrona – Ślązaka” pozwala wskazać kilka prawidłowości dotyczących procesów inwestycyjnych, szczególnie w przypadku zamówień publicznych.

Po pierwsze, zabrakło konsekwencji w realizacji niezłego pierwotnie projektu. Budowa serii gawronów miała sens z punktu widzenia dozbrojenia Marynarki Wojennej. Jednak decydentom zabrakło wyobraźni, co do kosztów projektu. Rwane finansowanie doprowadziło do degeneracji projektu i jego zamknięcia. Korwet nie będzie, przynajmniej na razie. A każdy nowy projekt musi mieć zapewnione finansowanie pozwalające na szybką jego realizację.

Po drugie, widać jak sprawnie dokończone zostały prace w prywatnej Grupie „Remontowa”. To lider krajowej branży okrętowej, znacznie sprawniej działający niż stocznie publiczne. W przemyśle okrętowym często stosowana jest metoda pracy polegająca na podziale obowiązków między różnymi podmiotami. I tak można modernizować i wzmacniać polską flotę, jednak naturalnym liderem dla tych projektów są dziś polskie stocznie prywatne.

Po trzecie, powinniśmy planować budowę serii jednostek. W biznesie to dość powszechne zjawisko, ale w stoczniach wyjątkowo wyraźne – pierwsza jednostka kosztuje najwięcej. Każda kolejna jest znacznie tańsza. Dlatego budować trzeba seriami.

Nieoficjalnie spekuluje się, że formalnie „Ślązak” wejdzie do służby w listopadzie 2019 r., na 101. rocznicę powstania MarWoju. Po 18 latach budowy. Już teraz eksperci stawiają pytania jak przebudowany, powstający niemal 2 dekady, okręt będzie funkcjonował w praktyce. Jakie będą koszty jego eksploatacji, jakie będą kłopoty z użytkowaniem. O tym Marynarka Wojenna przekona się w praktyce.

Trwają właśnie spekulacje ile, jakich jednostek zamówić w najbliższych latach dla polskiej marynarki. Decyzje zapadają etapami, modernizacja przestarzałej technicznie formacji odwleka się w czasie. To błąd, bo Bałtyk to morze na którym stale rośnie ruch transportowy. Polskie porty to stałe źródło wielkich dochodów budżetu – z tego źródła budżet uzyskał w 2018 r. ok. 40 mld zł. Wzmocnienie bezpieczeństwa żeglugi jest więc zadaniem wyjątkowo ważnym. „Ślązak” to bezpieczeństwo podniesie, ale nie w stopniu dającym wielką satysfakcję.

Jednak projekt „Gawron-Ślązak” na swój sposób jest bardzo ważny. Dziś przynajmniej wiemy, jak Marynarki Wojennej nie modernizować. Gdzie tkwią zagrożenia, kto powinien być liderem w realizacji projektów. Dziś jest także jasne, że części projektów, jak budowa okrętów podwodnych, nie da się zrealizować bez udziału partnerów zagranicznych.

Pytanie czy ktoś z tej sprawy wyciągnie stosowne wnioski. I ta nauka może być największym pożytkiem z budowy tego okrętu.