5 argumentów na rzecz handlu z Rosją
Marek Budzisz 02.03.2019

 

Argument 1

Polska jest nadal znaczącym partnerem handlowym Federacji Rosyjskiej. Według rosyjskich służb celnych w ciągu 12 miesięcy ubiegłego roku importowaliśmy towary i surowce o wartości 16 405 mln dolarów (wzrost w porównaniem z rokiem poprzednim o 42,86%), zaś nasz eksport osiągnął poziom 5,14 mln dolarów (wzrost o 4,76%).

Jest rzeczą normalną, że państwa, które maja taką strukturę obrotów bieżących, rozmawiają o tym. Nam powinno zależeć na zrównoważeniu salda, zaś Rosjanom na tym, aby niekorzystny bilans nie narastał. Bo w dłuższej perspektywie zawsze dobija się to niekorzystnie na wzajemnym handlu, niezależnie od politycznych orientacji.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Polska, mimo trudnych relacji politycznych nadal jest na rosyjskim rynku obecna.

Biorąc pod uwagę tylko państwa Unii Europejskiej eksportujemy do Rosji więcej niż handlowy gigant jakim jest Holandia czy Wielka Brytania. Gdybyśmy w tym rachunku uwzględnili wielkość gospodarek, to w eksporcie do Rosji jesteśmy lepsi niż europejski lider, jakimi są Niemcy. Sprzedali oni w ubiegłym roku do Rosji towary o wartości 25,5 mld dolarów, my pięciokrotnie mniej, ale przecież Niemcy mają gospodarkę 7 razy większą od naszej. Podobnie jest z Francją i z Włochami. Ci pierwsi wyeksportowali w ubiegłym roku do Rosji towary o wartości 9,55 mld dolarów, a drudzy 10,58 mld. Tylko, że gospodarka Francji jest z grubsza rzecz biorąc 5 razy większa od polskiej, a włoska 3,5 razy. Innymi słowy radzimy sobie nieźle, mimo, a może właśnie dlatego, że nasi politycy niewiele robią po to, aby poprawić saldo obrotów dwustronnych.

 

Argument 2

Szczególnie zmitologizowana jest w Polsce kwestia eksportu naszej żywności na Wschód. W myśl obowiązującej narracji, polskie rolnictwo z powodów politycznych jest dyskryminowane, bo Rosjanie w ramach retorsji za unijne sankcje wprowadzili zakaz importu z Unii.

To wszystko prawda, ale dane statystyczne rosyjskich służb celnych pokazują znacząco inny obraz. Otóż biorąc pod uwagę statystykę handlu zagranicznego według grup towarowych w szeroko rozumianym przetwórstwie żywności, Federacja Rosyjska wyeksportowała do nas w 2018 roku towary o wartości ok. 80 mln dolarów, a Polska do Rosji – za bez mała 450 mln dolarów. Zgoda, polskie jabłka, nabiał, mięso i warzywa (choć już nie mrożonki) objęte są zakazem. Ale nadal w Rosji jesteśmy obecni i możemy tę obecność zwiększać, szukając wartych penetracji nisz nieobjętych zakazami.

Co ciekawe, ostatnio w rosyjskiej Dumie narodził się pomysł na wprowadzenie kolejnych zakazów importu żywności. Zdecydowanym przeciwnikiem takiego posunięcia okazało się tamtejsze Ministerstwo Rolnictwa i pomysł upadł. Być może będziemy w najbliższym czasie obserwować złagodzenie sankcyjnych reżimów.

 

Argument 3

Rosja głównie kupuje w Europie maszyny, urządzenia, produkty chemiczne i farmaceutyczne. Innymi słowy produkty o wysokim stopniu przetworzenia. Nie inaczej jest w przypadku importu z Polski, w którym dominują kotły energetyczne, samochody i środki transportu, produkty chemiczne, kosmetyki i farmaceutyki. Rosja jeszcze przez wiele lat nie będzie w stanie nadgonić opóźnień technologicznych, a wydajność pracy będzie tam znacząco niższa niż w najbardziej rozwiniętych państwach Zachodu. Były minister finansów Federacji Rosyjskiej, a obecnie szef tamtejszego odpowiednika NIK jest zdania, że zapóźnienie Rosji wynosi jakieś 40 lat. Innymi słowy, nawet biorąc pod uwagę niższe pałce, nie będzie w stanie produkować taniej. Napływający do Rosji deszcz petrodolarów i zamierzenia władz o znaczącym wzroście nakładów na inwestycje, po to aby modernizować tamtejsze przedsiębiorstwa, oznaczał będzie wzrost zapotrzebowania Rosji na maszyny i urządzenia. Innymi słowy, w najbliższych latach Rosja będzie więcej kupowała.

 

Argument 4

Rosyjski rynek handlu internetowego wart jest już ponad 15 mld dolarów i przyrasta każdego roku w tempie dwucyfrowym. W zagranicznych sklepach internetowych Rosjanie ulokowali w 2017 roku 36% zamówień. Głównym kryterium jest cena, dlatego w Chinach kupują odzież, a w Unii Europejskiej elektronikę i kosmetyki. Bardzo dynamicznie rozwija się też rynek internetowego handlu lekami.

Wraz z rozwojem rynku rosną obroty firm zajmujących się logistyką, spedycją, odprawami celnymi, marketingiem. Dlaczego Polska, wykorzystując premię związaną z położeniem geograficznym, nie miałaby skorzystać na tym boomie?

 

Argument 5

Dennis Brunner, mieszkający w Królewcu kompozytor i pieśniarz napisał i umieścił w YouTube hymn do polskich towarów, zaczynający się od słów – 300 rodzajów kiełbasy, pomarańcze i spodnie – będący, najdelikatniej cała sprawę ujmując, odą do importowanych z naszego kraju artykułów. Ale nie on jeden. Na tym samym portalu znaleźć można co najmniej kilkanaście stron, których autorzy regularnie opisują i analizują jakie ceny są w nadgranicznych polskich supermarketach i jakie promocje zapowiedziano. Kiedy dodamy do tego, iż tak jak w Polsce znaleźć można sklepy z „chemią z Niemiec”, tak w okręgu kaliningradzkim są setki ulicznych stoisk handlujących (mimo zakazów) polską żywnością i kosmetykami, to łatwo dostrzeżemy jak wielkim, ale niewykorzystywanym potencjałem dysponujemy. Jedna z ulicznych handlarek, na którą nałożono 8 tysięcy rubli kary (ponad 100 euro) powiedziała dziennikarzom, że nawet jeśli codziennie dostawać będzie taki mandat to i tak będzie sprzedawała polskie produkty. Patrząc na statystyki oficjalnej wymiany handlowej wyraźnie widać, że importerzy z Polski, którzy zarejestrowani są w Moskwie i w Petersburgu, to duże firmy i sieci handlowe, o tyle w Królewcu mamy do czynienia ze small – biznesem, a jednorazowy kontrakt, ma wartość 340 tys. dolarów, 5 razy mniej niż w przypadku firm ze stolicy Federacji Rosyjskiej. To kolejna dla nas szansa. Niedawno w Królewcu była misja handlowa Norwegów, nieco wcześniej Niemców. My tam jesteśmy mimo, że rząd z dość niejasnych powodów nie chce przywrócenia małego ruchu granicznego. Pora na zmianę tej polityki.