500 plus dla krowy
Jerzy Wysocki 08.04.2019

Gdy na portalach pojawiła się tej treści zajawka materiału dziennikarskiego, pomyślałem: znowu to samo, portale mylnym tytułem nabijają sobie klikalność, po wejściu w tekst okaże się, że to chodzi np o jakieś szczepienia krów w Bułgarii. Bardzo to irytujące, ale tak działają portale. „Lewandowski ma poważny problem!” – krzyczy tytuł, by wierny fan piłkarza otworzył ten tekst. Otwierasz, czytasz o problemie z wycieraczkami w jego najnowszym samochodzie. Fachowo taki prowokacyjny tytuł, to tzw. clickbait. Jakże często dajemy się nabrać. Ale nie tym razem.

 

Tym razem, to nie clickbait, tylko… prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. „Najmniej 100 złotych od jednego tucznika i 500 złotych od jednej krowy, ale może być więcej” – zapowiedział na konwencji regionalnej PiS w Kadzidle koło Ostrołęki szef rządzącej formacji. Obiecane subwencje do krów i tuczników mają być sfinansowane ze środków unijnych w nowej perspektywie budżetowej.

No tak. Jest kampania wyborcza i jak zwykle politycy różne rzeczy wygadują. Gdy chodzi o zwierzęta, to w kampanii na prezydenta Warszawy kandydat Patryk Jaki obiecywał tysiąc złotych za adopcję psa ze schroniska. Ale krowy, tuczniki, w wystąpieniu samego prezesa Kaczyńskiego? Można się z nim zgadzać lub nie, można prezesa uwielbiać lub nie tolerować.  Ale każdy przyzna, że to nie tylko wytrawny, doświadczony polityk ale też intelektualista, wizjoner, erudyta. Skąd więc nagle te krowy i tuczniki. Coś tu nie pasuje.

Tradycyjnie w niedziele oglądam w TVN 24 programy „Kawa na ławę” z udziałem polityków z różnych partii oraz „Lożę prasową”, gdzie występują publicyści. Prowadzący obie audycje dziennikarze dopytują o stosunek do wiejskiego programu PiS. Zamiast tradycyjnej wymiany ciosów i ostrych sformułowań, konsternacja, uniki, zmiana tematu. Nawet to zrozumiałe i uczciwe. Bo co my tu w Warszawie wiemy o finansowych problemach krów i tuczników. Wiadomo, że jakaś unijna kasa idzie na polską wieś, z czego powinniśmy się cieszyć i tyle.

„Głosujcie na partię polskiej wsi. Nie na tą udawaną, tylko prawdziwą” – mówił na konwencji Jarosław Kaczyński, odkrywając jednocześnie karty. Tak, chodzi wprost o Polskie Stronnictwo Ludowe, a raczej o jego elektorat. Jak wiadomo PSL przystąpiło do Koalicji Europejskiej, bloku opozycyjnego z PO w roli dominanta. Tak zdecydowały władze partii, ale jak zachowa się jej elektorat. Właśnie elektorat wiejski, konserwatywny, religijny, patriotyczny. Może nie przepada za PiSem, ale być może jeszcze dalej mu do coraz bardziej liberalnej obyczajowo Platformy, z jakimś niezrozumiałym na wsi LGBT, ideologią gender itp. Związki jednopłciowe, aspiracje środowisk homoseksualnych do związków małżeńskich a nawet adopcji dzieci – dziwactwa nie do akceptacji.

I o to właśnie chodzi prezesowi Kaczyńskiemu. Był kiedyś taki teleturniej „Najsłabsze ogniwo”. Tym najsłabszym ogniwem zjednoczonej opozycji jest właśnie wiejski elektorat. Wiejski elektorat mało zainteresowany jest Europą, frekwencja w eurowyborach jest niska. Ten elektorat PiS chce aktywować i zjednać. A jak najlepiej to zrobić? Jak zwykle, konkretną  obietnicą czegoś tam plus, z podaniem konkretnej kwoty. Wszystko to przemyślane, marketingowo przebadane i precyzyjnie wykonane. Tuczniki i krowy głosu nie mają. Głosy wyborcze mają właściciele tych sympatycznych zwierząt.