A może podatek kwotowy?
Jerzy Wysocki 13.10.2016

Już wiemy, socjalne fanaberie rządu „dobrej zmiany” nie będą sfinansowane przez mityczne uszczelnienie poboru VAT, polonizację gospodarki, czy podatki od sieci handlowych, których nie umiano nawet wprowadzić. Fanaberie mają sfinansować lepiej zarabiający, płacąc wyższe daniny. A wszystko to w imię tak zwanej sprawiedliwości, rozumianej w sposób najgorszy z możliwych.

Nie będę powtarzał wszelkich argumentów przeciw progresji podatkowej, WEI już to kompetentnie uczynił. Ale co więcej, nie będę bronił nawet podatku liniowego płaconego obecnie przez przedsiębiorców. On też jest de facto podatkiem progresywnym. Krawcowa płacąca 19 procent od dochodu 3 tysięcy odprowadza 570 zł., dobrze prosperujący informatyk od dochodu 20 tysięcy odprowadzi już 3 800 zł. Procentowo się zgadza, kwotowo stanowi już przepaść.

Podatki płacone są na coś, a konkretnie na pewne usługi, które państwo realizuje na rzecz obywatela – podatnika. Czy państwo zapewnia lepszej jakości usługi podatnikom więcej płacącym? Oczywiście, że nie. Czy dobrze prosperujący informatyk szybciej dostanie się do państwowego ortopedy niż pani krawcowa? Nie. Czy pozew informatyka sąd rozpatrzy szybciej niż pozew krawcowej? Nie. Czy publiczna szkoła zapewni lepszy poziom edukacji synowi informatyka, niż córce krawcowej? Nie.

No to jaka tu sprawiedliwość po drugiej stronie, czyli po stronie państwa? Wręcz jej zaprzeczenie. Bo płacący wyższe podatki, za tę samą usługę płaci de facto więcej niż odprowadzający mniejszą daninę. Wspomnianego informatyka sprawa sądowa kosztuje więcej niż panią krawcową. Podobnie bilet do dotowanego przez państwo teatru, bo większą kwotą ten teatr dotuje.

Łukasz Warzecha w felietonie dla WP Opinie zwraca jeszcze uwagę, że bogatsi mniej korzystają z usług państwa (prywatne szkoły dla dzieci, prywatne kliniki itp.), a więcej na to państwo łożąc podatkowo. Kolejny akt niesprawiedliwości.

No to zróbmy podatek kwotowy: potrzeby finansowe państwa (najlepiej sprowadzone do minimum) na głowę podatnika i pozamiatane. Kalkulator wystarczy. I jaka motywacja do zawodowego działania – no cóż rozumiem, coś trzeba zapłacić ale reszta to już wszystko moje.

Mimo radykalnej krytyki progresji podatkowej, redaktor Warzecha uważa, iż przyjęcie opisanej filozofii byłoby jednak poglądem libertariańskim, negującym kategorię zbiorowości i wzajemnych obowiązków. Oraz, że państwo spełnia nie tylko funkcję usługową wobec obywatela. Może i tak. Wszystko zależy kto i czego od państwa oczekuje i co tam sobie w głowie myśli – odwieczne spory doktryn politycznych, ekonomicznych, filozoficznych…

Ale nie o doktryny tu chodzi, lecz o efektywność gospodarczą państwa. Ta zależy bardzo od systemu podatkowego. Cezary Kaźmierczak, na sąsiednim blogu, opisał już zgubne dla finansów skutki próby ich ratowania podatkiem progresywnym. Wykazał utopie w myśleniu pomysłodawców. W rozwiązaniu, które podpowiadam, być może równie utopijnym, a już na pewno nie do wprowadzenia w socjalistycznej Polsce, jest może chociaż coś nad czym warto pomyśleć. Zwłaszcza, gdy epatuje się słowem sprawiedliwość a nawet owe słowo zamieściło w nazwie swojej partii.