#ACTA2 odc. 2
Robert Gwiazdowski 02.04.2019

Pewien dziennikarz z pewnego portalu „rozprawił” się w sążnistym artykule z moim tweetem z 27 marca 2019: „Przeczytałem dziś w jednej z gazet bardzo ciekawy artykuł. Ale szanując prawo własności autora i wydawcy go nie podlinkuję ani nic o nim nie napiszę”. Opatrzyłem go heheszkiem – bo ja na Twitterze zazwyczaj sobie żartuję.

 

Więc teraz bez żartów, całkowicie na poważnie. Dowiedziałem się z komentarzy pod tym tweetem, że:

  • piszę głupoty,
  • pewnie nie przeczytałem dyrektywy bo przecież linkować można, gdyż linki nie są chronione prawem autorskim,
  • moja manipulacja sztandarem porządności jest nieporządnością,
  • zbyt jestem ogarnięty, żebym się mylił (więc dlaczego to piszę?).

Dziennikarz, który napisał wspomniany artykuł na temat mojego tweeta skorzystał z prawa cytatu, ale przy okazji został „autorem”, a portal, który go opublikował „wydawcą”. Jak się do tego odniosę korzystając z Internetu to „autor” i „wydawca” zarobią, bo dostawcy Internetu, którzy pozwalają mi na pisanie, będą musieli z „wydawcą” zawrzeć umowę, na podstawie której otrzymają od dostawcy Internetu wynagrodzenie za „treści” które „stworzyli”. Nie miałbym z tym żadnego problemu – bo nie mam problemu ani z tym, że ktoś zarabia – nawet dzięki mnie – ani z tym, że pisze o mnie głupoty – jego prawo nie rozumieć o czym pisze. Model biznesowy „dowalania się do innych” w celu promocji siebie jest stosowany często.

#ACTA2, których ponoć nie należy nazywać #ACTA2, bo to wcale nie są #ACTA2, zostały uchwalone w imię poszanowania prawa własności autorów i wydawców! Śpieszę zatem przypomnieć – o czym napisałem na Twitterze – że sam jestem autorem, ale jako autor „jestem przeciwko wykorzystywaniu do ochrony mojego prawa własności instrumentów służących naruszaniu mojej wolności”.

Prawo własności szanuję. Dlaczego zatem nie będę nic linkował? W moim małym buncie! Nie dlatego, że mi nie wolno. Dlatego, że będę monitorowany, czy linkuję! Wiem, że „monitorowany” to ja już jestem. Korzystam z Internetu i za to płacę dostawcom Internetu swoimi danymi. Dostawcy Internetu też ograniczają moją wolność pisania przez swoją politykę „poprawności politycznej”. Kiedyś zablokował mnie Twitter, jak umieściłem obok siebie dwa plakaty z okazji Święta Ludzi Pracy – czyli 1 Maja – jeden z czasów ZSRR opatrzony sierpem i młotem, a drugi z III Rzeszy opatrzony swastyką. Ale moja wolność korzystaniu z Internetu jest niebotyczna w stosunku do mojej wolności korzystania z mediów tradycyjnych. Więc w wojnie „wydawców” mediów tradycyjnych z dostawcami Internetu stoję po stronie tych drugich. Jak jakiś „autor” napisze głupotę to nie muszę się prosić u jego „wydawcy” o umieszczenie polemiki, tylko pisze polemikę i ją sam umieszczam w Internecie.

Doskonale pamiętam oszczerstwa pisane o różnych ludziach przez różnych „autorów” i publikowane przez ich „wydawców”, gdy Internet dopiero raczkował, nie było jeszcze Twittera ani Facebooka, prostowane po latach procesów, gdy statystyczny czytelnik dawno zdążył zapomnieć o co w ogóle chodziło, a pomówieni i ich rodziny musieli przez lata znosić „domniemanie rzetelności” „autora” i „wydawcy”.

Pierwszy raz pisałem o tym kilkanaście miesięcy temu, gdy jeszcze nie przyszło mi do głowy zajęcie się polityką. Teraz próbując polityki mam jeszcze jedną obserwację: moim zdaniem tradycyjne media, nie dając sobie rady w świecie Internetu, zrobiły z „tradycyjnymi” politykami interes: uchwalcie prawo korzystne dla nas, żeby nas bronić przed naszą konkurencją – czyli przed „gigantami technologicznymi”, w imię szczytnie brzmiącego hasła „prawa własności” dla autorów, bo przecież nikt nie walczy o swój interes tylko cudzy, a my wam pomożemy z waszą potencjalną, polityczną konkurencją, która dzięki dostawcom Internetu może z wami lepiej konkurować. Będziemy ich ignorować albo szkalować, a jak się będą bronić w Internecie to jeszcze na tym zarobimy. I zawsze możemy zabronić wstawiania przez szaklowanych linków do szkalujących ich naszych artykułów, jak przez lata odmawialiśmy im prawa do napisania polemiki ze szkalującymi ich naszymi artykułami.