Adrian Zandberg Show
Cezary Kaźmierczak 21.10.2015

A propos nowej gwiazdy politszołbiznesu Adriana Zandberga.

W telewizji, przed wejściem na antenę, Jego koleżanka z władz partii skarżyła mi się, że przez 8 lat NIKT w Polsce (36 mln ludzi, 1,7 mln firm) nie chciał Jej dać umowy o pracę. Jakaś refleksja? Może czegoś by się nauczyła oprócz brawurowo obronionej pracy magisterskiej z politologii. Nie. Winni wszyscy poza nią.

Dzisiaj patrzę – Zandberg chce zarządzać „jako pracownicy” fabrykami. No niezły pomysł, żeby coś ukraść i nie pójść siedzieć. Jakaś rodzina, dajmy na to od dwóch pokoleń tyra po 12 godzin na dobę, żeby stworzyć coś co będzie miało jakąś wartość i jak to właśnie osiąga jakąś wartość, to przychodzi Zandberg z kolesiami i „będzie tym zarządzał” i „będzie współgospodarzem”. Jakaś refleksja? Może by samemu stworzyć wraz z towarzyszmi taką fabryczkę i modelowo zarządzać nią poprzez kolektyw? Po co? Po co się męczyć, jak są na mieście gotowe fabryczki?

Najśmieszniejsze jest to, że ci chłopcy i dziewczęta, produkty dalej biednej, ale w stosunku do tego co było relatywnie bogatej Rzeczpospolitej, są przekonani, że wymyślili cuś nowego i odkrywczego, a nie, że to są te same lewackie brednie powtarzane od ponad 100 lat, które nigdzie się nie sprawdziły, ale za to w ich imię, w imię sprawiedliwości i socjalizmu wymordowano: 78 mln ludzi – Mao Zedong, 23 mln – Józef Stalin, no 17 mln – narodowy socjalista Hitler. Skądinąd program gospodarczy NSDAP z 1920 r. za wiele od programu Partii Razem się nie różni.

Po co o tym wszystkim piszę? Po to, żeby dorzucić swoją kropelkę do sławy towarzysza Zandberga i jego Partii Razem. Być może wspólnym wysiłkiem uda się jakoś podpompować tego Pana wśród lemingów o jakiś 1% poparcia i będzie to własnie ten 1% poparcia, który zakończy karierę parlamentarną towarzyszy Milera i Palikota.

Fot. Lukas Plewnia/ na lic. Creative Commons/ flickr.com