American Pedo
Dariusz Matuszak 16.11.2019

Bret Easton Ellis w swej powieści „American Psycho” opisywał świat yuppies lat 80-ych. Zimno, beznamiętnie, z precyzją chirurga opowiada o pozbawionych wszelkich uczuć ludziach, których bogactwo przywiodło do ostatecznej nudy i zepsucia. Tytułowy Patric Bateman snujący wizję o mordowaniu w niezwykle okrutny sposób kobiet, albo też robiący to w rzeczywistości – powieść zaciera granicę pomiędzy majakami bohatera, a jawą – opowiada o sobie: „Obdarzono mnie wszystkimi cechami charakterystycznymi dla istoty ludzkiej: ciałem, krwią, skórą, włosami, ale proces dezintegracji zaszedł tak daleko i był tak głęboki, że uczucia wyższe – ze współczuciem na czele – były mi całkiem obce. Stałem się ofiarą powolnego rozkładu. Świat wokół mnie był imitacją rzeczywistości, byłem kimś, kto tylko pozornie przypominał człowieka i doskonale wiedziałem, że zaledwie niewielka część mego umysłu, nie jest skażona szaleństwem,”

 

Czytana ta przed laty powieść przypomniała mi się teraz przy okazji kolejnej odsłony afery związanej z pedofilem Jeffrey’em Epsteinem, kiedy to okazało się, że jedna z największych stacji telewizyjnych Ameryki, należąca do Disneya ABC, przez lata ukrywała dowody na praktyki dewianta, by ochronić ludzi, którzy wykorzystywali podsyłane przez niego dziewczynki. Do mediów przeciekło niejawnie nagrane wyznanie rozgoryczonej dziennikarki Amy Robach, która mówi swojemu producentowi, że już trzy lata temu miała wszystkie materiały pozwalające zdemaskować pedofila i zakończyć jego działalność. Robach opowiada o zeznaniach świądów, wywiadach z ofiarami, materiałach dotyczących Clintona i pałacu (chodzi o brytyjską rodzinę królewską) i o tym jak stacja „zabiła” jej śledztwo dotyczące największego pedofila Ameryki. Myślicie Państwo, że ktoś w ABC od Disney’a przejął się sprawą? Oczywiście, że tak. Stacja prowadzi wielkie wewnętrzne śledztwo próbując ustalić kto wypuścił w świat nagranie z wyznaniem Robach. Podejrzewana o to była pracownica, zatrudniona w konkurencyjnej CBS News, właśnie została zwolniona – to się nazywa solidarność. Główne media starają się ukryć aferę, a ogromna część Ameryki pyta się: ile dziewczynek, czy dziewcząt zostało zgwałconych, zmuszonych, czy zwiedzionych do nierządu w ciągu tych trzech lat, w czasie których Disney i jego stacja ukręcały łeb skandalowi.

Oficjalnie kariera Epsteina jako rajfura i pedofila rozpoczęła się w 1997 roku. Od wielu lat był finansistą, ale ta jego działalność to pasmo nieustannych porażek – oskarżono go m.in. o defraudacje w piramidzie finansowej, która upadła z wielkim hukiem na początku lat 90-ych. Mimo porażek Epstein zgromadził wielki majątek i stał się przyjacielem właścicieli tego świata. Jak się okazało z bardzo specyficznych powodów. Epstein bowiem prowadził na wielka skalę działalność stręczycielską. Jego rajfury, w tym córka potentata prasowego Maxwella latały po świecie i „rekrutowały” młode, nawet 14-letnie dziewczęta. Te zwabione, ogłupione, omamione wizją kariery, otumanione blichtrem, towarzystwem sław lądowały w jego apartamentach, posiadłościach, nawet na prywatnej wyspie zwanej „wyspą orgii” i tam na przyjęciach wpadały w łapy zboczeńców. Latały tam jego prywatnymi samolotami, o których mówiono, że należą do linii lotniczych „Lolita Express”.

Pierwszy raz aresztowano go w 2008 roku. Po procesie i specjalnym układzie z prokuratorem skazano go na 13 miesięcy niby więzienia. Na noc chodził do niego spać, a całe dnie mógł spędzać w swej firmie i apartamencie.

Po raz kolejny został zatrzymany latem tego roku. Kilkudziesięciu agentów zrobiło nalot na jego domy. Znaleziono tysiące zdjęć nagich młodych dziewcząt, dyski z pornografia, a także notes, w którym były namiary „klientów” i opisy Lolitek. Epstein uciekł sprawiedliwości. W sierpniu jakoby/być może/chyba/oficjalnie/ z tym, że nie na pewno, popełnił samobójstwo. Na pewno to wiadomo, że jak na razie to on nie żyje. W czasie gdy owo samobójstwo popełniano, uznojeni trudami pracy strażnicy zasnęli, kamery w jego celi – a był więźniem pod specjalnym nadzorem –

same się wyłączyły, a na szyi i karku Epsteina pojawiły się zadrapania i siniaki. Od samopowieszenia się. Taka jest wersja oficjalna, którą teraz podważył jeden z najbardziej znanych amerykańskich patologów. Twierdzi wprost, że pedofil, który miał zacząć zeznawać, został zamordowany.

Wróćmy do roku 2016, kiedy dziennikarka ABC miała przygotowany całe nagrania/reportaże demaskujące prawdziwą działalność pedofila i pokazująca na jak ogromną skalę zbudował swe stręczycielskie przedsięwzięcie. Trwa akurat kampania prezydencka i okazuje się, że jednym z korzystających z usług rajfura pedofila miał być były prezydent, mąż kandydatki na prezydent Bill Clinton. Innym z klientów miał być książę Andrzej, brat następcy brytyjskiego tronu – Karola. Kolejny to m.in były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair. Ustalmy: wiadomo, że w jego apartamentach, posiadłościach, wyspie orgii bywali, że latali jego samolotami (są zapisy z dzienników pokładowych), widywano ich z Epsteinem, że uczestniczyli w przyjęciach. Co tam się dokładnie wyprawiało, tego oficjalnie nie wiadomo, chociaż zeznania ofiar mają potwierdzać najgorsze przypuszczenia. W apartamencie pedofila na Manhattanie wisiał portret Billa Clintona. Były prezydent ubrany w niebieską sukienkę z głębokim dekoltem siedzi sobie w fotelu. Nóżka na nóżce zalotnie przewieszone przez oparcie, na stópkach karminowe pantofelki z obcasami. Dzieło ma tytuł „Analizujący Bill”. Swoje śledztwo prowadzą też Francuzi sprawdzając, którzy ministrowie i członkowie ich elit bywali gośćmi pedofila. Przez moment media próbowały w konszachty z Epsteinem wrobić Trumpa cytując jego wypowiedź o nim sprzed ponad dekady, ale wątek zarzucono, gdy okazało się, że wiele lat temu obecny prezydent kazał go wyrzucić ze swojego klubu Mar-a-Lago i zabronił mu wstępu, po tym jak zboczeniec obleśnie zachował się wobec jednej ze stażystek.

Sprawie 3 lata temu łeb ukręcił Disney – ten od produkowania filmów dla dzieci i jego stacja ABC. Epstein więc przez kolejne lata bezkarnie balował. Gdyby wtedy wyszło na jaw czego naprawdę się dopuszczał, to kampania prezydencka Hillary Clinton ległaby w gruzach. Swoje miał też zrobić pałac Buckingham. Teraz media przykrywają skandal do kwadratu. Po domniemanej/prawdziwej śmierci Epsteina całkowicie porzuciły sprawę, choć dochodzenie nadal trwa. Zupełnie też przemilczają sprawę stacji ABC, która w 2016 roku ukręciła łeb śledztwu własnej dziennikarki. Ta milczy, ale nagrania udostępnione przez organizację Project Veritas nie porozstawiają wątpliwości – 3 lata temu można było zakończyć pedofilską działalność Epsteina.

To nie jest opowiastka o zboczonym perwercie. Tak naprawdę to historia środowiska, elit politycznych, finansowych, medialnych i show biznesu – władców świata. Wielka zmowa milczenia, całkowite zepsucie – poziom degeneracji dla nas niepojęty. O sprawie wiedziały setki osób. Podobnie jak o tej Weinsteina – „największego knura Hollywood” jak pisał o nim Żuławski. Knur przez 30 lat miał gwałcić i zmuszać do prostytucji aktorki.

Niedługo przed tym, jak zatrzymany został Epstein, z więzienia po 2 latach wyszedł inny zboczeniec – były demokratyczny kongresmen Anthony Weiner, mąż najbliższej współpracownicy Clinton – Humy Abedin. Ten słał dziewczynkom swe obleśne zdjęcia i teksty. I to w warunkach recydywy. Za poprzednie wyczyny pogrożono mu w sądzie paluszkiem

Kilka tygodni temu zaś z zasiadania w niższej izbie Kongresu zrezygnowała Kate Hill – kongresmenka z Kalifornii. Do publiczności wyciekły zdjęcia tej zdeklarowanej biseksualistki i hm, jakby ją określić – puszczalskiej? lubieżnicy? Na jednym z nich siedzi na golasa, pomiędzy jej nogami na podłodze jej podwładna, a ta czesze jej włosy. Na kolejnym, znów na golasa, przypala faję – taką jak używa się do mety. W okolicach strategicznego miejsca ma wytatuowany niemiecki Żelazny Krzyż. Kiedy pod presją złożyła mandat to z mównicy Kongresu oskarżyła Amerykę o mizoginię, dyskryminację kobiet i hipokryzję twierdząc, że gdyby była białym mężczyzną, to nikt by jej nie potępił. Może ma i rację. Może gdyby była Weinsteinem, Epsteinem, to przez całe dekady mogłaby zabawiać się ze swymi podwładnymi. A może gdyby była zwykłym facetem i pracowała w jakiejś korpo, to wyrzuciliby ją na zbyty pysk za uwagę: ładnie dziś wyglądasz. Zasady w Kongresie są proste: nie wolno wchodzić w żadne dwuznaczne relacje ze swymi podwładnymi, więc Hill odeszła w niesławie. Ale już zapowiada swój powrót. I to z przytupem. Daje do zrozumienia, że zemści się na towarzystwie z Kongresu. Wiele z jej koleżanek i kolegów twierdzi, że została skrzywdzona.

Kilka tygodni temu aresztowany został też Ed Buck, wpływowy działacz Demokratów z Kalifornii. Dżentelmen ów urządzał suto zaprawiane narkotykami męskie orgietki. Jeden z balowiczów kilka lat temu zmarł w czasie jednej z nich – nie szkodzi. Drugi zmarł – też nie szkodzi. Dopiero jak trzeci ledwo dowlekł się do szpitala, gdzie uratowano mu życie, sprawą zajęto się na poważnie.

To nie są historie zbierane przez lata. To doniesienia ledwie z kilku tygodni. Nie jestem antropologiem zajmującym się życiem wyższych sfer. Nie wiem jak duża w innych grupach społecznych jest obfitość dewiantów, ludzi pozbawionych krzty zwykłej przyzwoitości – większa, czy mniejsza. Mam jednak przekonanie graniczące z pewnością, że to jednak ludzie związani z władzą są w awangardzie nieprawości. Na tych kilku przykładach widać, że nie jest to problem podleców, którzy akurat są członkami elit, i że na każdym szczeblu drabiny społecznej możemy ich znaleźć, bo takie są prawa statystyki. Jeśli władcy świata są jakąś emanacją całego społeczeństwa, jego wiernym odwzorowaniem, to być może powinniśmy całkowicie zmienić system wyborczy i posłów, kongresmenów, kogo tam jeszcze zwyczajnie wyłaniać w drodze powszechnego losowania. Skoro Bob z Harvardu ma stać na poziomie moralnym takim samy jak Jeb z myjni samochodowej w Iowa, to niech sobie rzucą monetą, kto będzie reprezentantem. Kompetencje, wiedza są wtórne, skoro tylko zwiększają potencjał czynienia zła. Szydząc napiszę, że pokątny, głupi pedofil nie byłby w stanie zorganizować tak wielkiego przedsiębiorstwa obsługującego dewiantów.

Ellis opisywał młodych, bogatych profesjonalistów lat 80-ych i 90-ych, których sukces, pieniądze, nieokiełznana konsumpcja przywiodła do ostatecznej deprawacji. Znudzenie światem, pogoń za kolejną podnietą, bo zdegenerowane zmysły przestają już reagować na bodźce, prowadziły na skraj człowieczeństwa. Jednak historia „American pedo” jest opowiastką nie tylko o upadku elit, ale o degeneracji systemu. Do tego, by tacy ludzie jak Epstein mogli przez kilkanaście lat działać potrzeba instytucji i procedur – specjalnej policji, prokuratury i sądów, odpowiednich mediów i klasy politycznej, które to wszystko będą osłaniać. Potrzeba wielkich zmian w świadomości społecznej – tę mogą przeorać show biznes i media. Jeśli w Polsce, jedna z podobno najpoważniejszych gazet, bohaterką można uczynić zwykłą k…ę, wyróżniającą się tym, że nierządem zarabia na czesne w prestiżowej amerykańskiej uczelni i pokazuje ją jako zaradną dziewczynę, to jest to nie tylko usprawiedliwianie zła, ale wręcz namawia do niego.

Św. Tomasz, któremu być może można zarzucić, iż hipokryzję Kościoła w sprawach łóżkowych i nierządu uczynił cnotą, wskazywał na ludzką słabość, dla której jest miejsce, ale gdzieś w ukryciu, na zapleczu, gdzie nie epatuje się nią, nie wychwala. I miał rację. Nie stawia się wychodka na środku salonu. Dziś on nie tylko tam stoi, ale jest dobrze neonami oświetlony, a wokół niego mamy fotele dla publiczności.

Tę historyjkę o amerykańskim pedofilu traktuję też jako moją własną kasandryczną przepowiednię. Przeczytam sobie ją za kilka lat i powiem sobie: ja wiedziałem, że tak będzie. Bezrozumnie gonimy Zachód, z gorliwością nowobogackich przyjmujemy wszelkie wzorce, w tym kulturowe. Za kilka lat będziemy mieli własnych Epsteinów i Weinsteinów. To co dzisiaj jest jakąś tam domniemaną, albo wydumaną aferą z jakiejś tam agencji dziwek na Rzeszowszczyźnie, już niedługo będzie igraszką przedszkolną.