Amerykanie radzą – wspierajmy Łukaszenkę
Marek Budzisz 28.11.2019

Amerykańska Jamestown Foundation, która niedawno wydała raport poświęcony roli Polski z zapewnieniu bezpieczeństwa Państw Bałtyckich opublikowała kolejny, jeszcze bardziej interesujący z polskiej perspektywy, tym razem poświęcony roli Białorusi na wschodniej flance NATO. (The Growing Importance of belarus on NATO’s Baltic Flank).

 

Winien on być uważnie przeczytany w Warszawie co najmniej z trzech powodów. Oczywiście najistotniejsze są zawarte w nim tezy dotyczące polityki Mińska i ewolucji sytuacji geostrategicznej w regionie, ale nie tylko. Równie istotne są dość obrazoburczo brzmiące, zwłaszcza na tle dotychczasowego dyskursu na temat naszego wschodniego sąsiada tezy, które można w raporcie znaleźć, a które sprowadzają się w gruncie rzeczy do poglądu, iż dotychczasowe sądy upatrujące w Łukaszence i zbudowanym przezeń systemie rządów swego rodzaju endemit totalitaryzmu czy raczej autorytaryzmu, są jednostronne i w gruncie rzeczy nieprawdziwe. I znów, troczę jak w raporcie na temat możliwości obrony Bałtów, i z tego opracowania wypływają przejrzyste wnioski na czym winna koncentrować się polska polityka wobec Białorusi w najbliższych latach. Od razu rozwieję wątpliwości, wcale nie na promowaniu demokracji i wspieraniu opozycji. I wreszcie trzeba zwrócić uwagę, że autorem publikacji jest Glen E. Howard, czyli kierujący pracami Jamestown Foundation, dyplomata i uznany analityk, a w swoim czasie współpracownik Zbigniewa Brzezińskiego.

Jednak z pewnością najistotniejsze są kwestie militarne, na które Howard zwraca w swej analizie uwagę. Otóż jego zdaniem, zresztą od tego stwierdzenia zaczyna swój raport – nie ma obecnie państwa w Europie Środkowej od którego w takim stopniu jak od Białorusi, zależy równowaga sił w regionie.

Amerykańscy stratedzy zdają sobie z tego sprawę, czego efektem jest obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost kontaktów dyplomatycznych między Waszyngtonem a Mińskiem, a także ożywienie relacji między Polską a Białorusią, bo nie ulega wątpliwości, że w tej układance odgrywamy służebną, ale nie oznacza to, że nieistotna rolę.

Główną tezę Howarda można opisać w następujący sposób – Białoruskie elity opowiadają się za polityką strategicznej niezależności wobec Moskwy i w tych staraniach winny zostać wsparte przez Zachód, bo leży to w jego/naszym interesie. Prezes Jamestown Foundation używa obrazowego porównania pisząc, że w gruncie rzeczy Łukaszenka i jego reżim są dziś w sytuacji podobnej do Josefa Broz-Tito w roku 1948. Wówczas Zachód wsparł komunistyczną Jugosławię nie mając wielkich nadziei na jej demokratyzację, powodowany głównie chęcią zablokowania komunistycznej penetracji w Grecji. Tak i obecnie motywem polityki NATO wobec Mińska winno być zablokowanie możliwej militarnej penetracji Rosji. Ale nie tylko, bo zdaniem Howarda Białoruś wspiera, choć nie wprost, wstąpienie Ukrainy do NATO i na potwierdzenie tej tezy przytacza wypowiedź Łukaszenki z 1 czerwca 2018, który powiedział, że „woli Ukrainę w NATO niż gdyby miała się przeistoczyć w bandyckie państwo kontrolowane przez ekstremistów nacjonalistycznych, w którym każdy walczy z każdym”.

Howard jest zdania, iż władze w Mińsku od 2014 roku opierają się rosyjskiej presji wojskowej o czym świadczą następujące fakty:

  1. Odrzucenie w listopadzie 2016 przez Łukaszenkę propozycji Putina utworzenia rosyjskiej bazy sił powietrznych na terytorium Białorusi. Nota bene, ostatnio o wydarzeniu tym mówił w wywiadzie prasowym dla Kommersanta minister Ławrow, który odmowę nazwał „nieprzyjemnym zaskoczeniem” dla Moskwy. Warto dodać, że po wypowiedzi Ławrowa do sprawy wrócił białoruski minister spraw zagranicznych Makiej mówiąc w wywiadzie dla gazety RBC, że z punktu widzenia Białorusi sprawa jest ostatecznie zamknięta. W podobnym tonie wypowiedział się też oficjalnie Łukaszenka, zaś szef białoruskiej Rady Bezpieczeństwa, generał Stanisław Zaś powiedział publicznie, że mając do wyboru zapłacić za rosyjskie Su z własnych, ograniczonych środków, lub skorzystać z oferty kredytu, jaką składała Moskwa, ale za cenę utworzenia bazy, Mińsk wybrał to pierwsze, choć trudne dlań rozwiązanie.
  2. W czasie ćwiczeń Zapad 2017 Łukaszenka nie zgodził się na zwiększenie rosyjskiego kontyngentu, stosując się precyzyjnie do zapisów konwencji wiedeńskiej. Wywołał tym zdenerwowanie strony rosyjskiej, czego przejawem było odwołanie wizyty Putina na ćwiczeniach. Podobnie nerwowo Moskwa zareagowała na zaproszenie przez Mińsk obserwatorów wojskowych z Polski, Szwecji, Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy i Norwegii.
  3. Mińsk restrykcyjnie egzekwuje wobec Moskwy zapisy dwustronnego układu ograniczające możliwość przebywania rosyjskiego lotnictwa wojskowego w białoruskiej przestrzeni powietrznej przez czas dłuższy niż 24 godziny. Moskwa, zdaniem Howarda, już wielokrotnie próbowała zmienić te zapisy, bo z jej perspektywy oznaczają one wysoką częstotliwość rotacji i nastręczają problemów logistycznych. Ale zawsze do tej pory spotykała się z odmową ze strony Mińska.
  4. Począwszy od 2017 roku daje się zaobserwować zabiegi Mińska o rozpoczęcie bliższej współpracy wojskowej z Polską. Paradoksalnie np. wizyta polskiej delegacji kierowanej przez płk. Tomasza Kowalika we wrześniu 2018 roku bardziej została nagłośniona w Mińsku niż w Warszawie. Podobnie jak wizyta białoruskiego szefa sztabu w Rydze w październiku 2018.
  5. W lipcu 2016 roku Białoruś zmieniła swoją doktrynę wojenną wprowadzając do niej zapisy związane z przeciwdziałaniem zagrożeniom określanym łączną nazwą jako hybrydowe. Zdaniem ekspertów, obok nieuznania aneksji Krymu oraz niepodległości Abchazji i Osetii Pd, jest to wyraźny symptom tego, iż białoruskie elity poczuły się zagrożone rosyjską agresją wobec Ukrainy.

Zdaniem Howarda o tym, że Białoruś nie jest traktowana przez Moskwę jako w pełni wiarygodny partner w kwestiach wojskowych świadczy również i to, że nie otrzymuje najnowocześniejszych rodzajów broni. Gdyby patrzeć z tej perspektywy, to dostawy na Białoruś przestarzałej wersji kompleksu S – 300 PS, starszej niż dostarczona przez Moskwę Iranowi, sytuuje Mińsk w rosyjskiej hierarchii sojuszniczej wręcz za Teheranem. Zresztą trzeba mówić o wzajemności, o czym znów świadczy wojskowa współpraca białorusko – chińska, zwłaszcza w zakresie rozwoju rakiet o średniego zasięgu. Jednym słowem na tym braku zaufania, zdaniem amerykańskiego eksperta, można a nawet należy budować. Z punktu widzenia państw NATO ma znaczenie czy rosyjskie czołgi znajdą się na Białorusi, czy wreszcie, aspirując oficjalnie do statusu środkowoeuropejskiej Szwajcarii, będzie ona neutralna, a zatem wolna od rosyjskich wojsk. Ma to fundamentalne znaczenie dla obrony Wilna i tzw. Przesmyku Suwalskiego, czyli możliwości skomunikowania się Rosjan z Obwodem Kaliningradzkim.

A jeśli jest szansa zablokowania wojskowej obecności Rosji i niedopuszczenie aby jej siły znalazły się na pozycji wyjściowej oddalonej o 30 km od stolicy Litwy, to należy zrobić wszystko aby taką możliwość uzyskać i taki stan utrzymać. A zatem, i to też wprost Howard pisze, na bok mrzonki o demokracji i podobnych luksusach. W interesie Zachodu leży wzmocnienie ekipy rządzącej obecnie Białorusią, tak aby jej wola opierania się rosyjskiej presji była większa a nie mniejsza.

Rola Polski jest w tej układance fundamentalna. Nie może być mowy o pojednaniu i współpracy z Mińskiem bez załatwienia wszelkich spornych spraw. Na plan pierwszy wysuwa się sprzeciw Litwy wobec białoruskiej elektrowni atomowej, która, jak argumentuje Howard, jest bezpieczna, bo przeszła zaostrzone europejskie testy. Sprzeciw ma charakter polityczny i to rolą Polski winno być doprowadzenie do jego wycofania, a także, być może, zakup energii elektrycznej z Białorusi. Bo to jedna z form wsparcia Łukaszenki. Inne to inwestycje, wspólne projekty infrastrukturalne, dostawy ropy i gazu ziemnego. Czyli wszystkie zabiegi, które pozwoliły 70 lat temu Josifowi Broz Tito utrzymać niezależność od ZSRR, na czym w dłuższej perspektywie skorzystał Zachód.