Antypaństwowe partyjniactwo
Cezary Kaźmierczak 25.05.2014

W czasach monopartyjnej komuny, czytając bardzo ostre wypowiedzi Marszałka Piłsudskiego o partyjniatwie, sądziłem, że przesadzał. Jednak patrząc na to co dzieje się obecnie, nie jestem tego już taki pewien.

Coraz częściej mam wrażenie, że dla większości partyjnych liderów, działaczy i wyznawców przed polską racją stanu i dobrem Rzeczpospolitej, wyraźnie stoi interes ich partyjki, a żeby być jeszcze bardziej precyzyjnym – ich Wodza. W rękach Wodza bowien leży ich byt polityczny. On to bowiem wstawia lub nie wstawia ich na listy wyborcze i on przydziela numery. To taki dziwny wyścig, w którym partyjny bonzo na starcie decyduje, kto ma wygrać i kolejnym numerom na “liście wyborczej” przyczepia coraz cięższe kamienie do nogi.

Najbardziej to widać przy zmianie barw partyjnych, gdzie “nawróceni” na jedynie słuszną partyjną sprawę, tak zaczynają bić czołem nowemu wodzowi, że aż dziwne, że czaski im nie pękają.

Dowodem na to, że o partię a nie Rzeczpospolitą chodzi jest nienawiść pomiędzy dwoma głównymi partiami.

W Polsce w sprawach fundamentalnych obie główne partie w zasadie się nie różnią. W dziedzinie bezpieczeństwa myślą tak samo – inaczej tylko rozkładają akcenty. Podobnie jest w gospodarce – obie są etatystyczne. W sprawach światopoglądowych mówią nieco inaczej, ale postępują tak samo. Często podlizująca się Postępowi Platforma, żadnych postępowych ustaw jakoś nie przeprowadziła. A potrafi, jak chce (67, OFE, dopalacze etc).

Mogłyby się w zasadzie połaczyć, gdyby usunąć kwestię smoleńską i znaleźć jakiś sposób na dwuosobowe wodzostwo 🙂

Ale się nie połączą. Podzieliły sie na partyjne plemiona, które na poziomie liderów za sobą nie przepadają, a na poziomie wyznawców – się nienawidzą. Osobiście już dawno nie wchodzę w żadne dyskusje, jak widzę, że mam do czynienia z członkiem któregoś plemienia. Bez sensu. Dla wyznawcy PDT, każda jego decyzja jest słuszna i wbrew najoczywistszemu zdrowemu rozsądkowi bedzie jej bronił i cokolwiek zrobi PJK to same, czyste zło – identycznie rzecz ma się z wyznawcami PJK.

Nie są w stanie razem usiąść do stołu i ustalić kilka fundamentalnych spraw dla Rzeczpospolitej, w których wypracowują wspólne rozwiązania i wyjmują je spod partyjnej jatki.

Co jest przyczyną tego antypaństwowego partyjniactwa? Nie ludzie. Ludzie wszędzie są podobni i o ich zachowaniach w największej mierze decyduje otoczenie prawne i mechanizmy ekonomiczne, którymi są otoczeni. W Polsce przekleństwem w tym zakresie są dwa prawa: o finansowaniu partii politycznych oraz ordynacja wyborcza. Tu leży zródło tego nieszczęścia.

Oba prawa niesłychanie trudne do zmiany, ale możliwe. Już raz udało się wytworzyć opinii publicznej taką presję i uruchomić takie mechanizmy wewnątrz klasy politycznej, że zdecydowali się porzucić rzecz dla nich przenajświętszą – mianowicie listę krajową. Jak wywołać podobne mechanizmy w tej sprawie nie wiem, ale myślcie wszyscy.

Ale jeszcze ważniejsza wydaje się ordynacja wyborcza. Jednak słuszny postulat jednomandatowych okręgów wyborczych to za mało, żeby uwolnić Polskę od partyjnych bonzów i ich partyjnych interesów. Musiałoby to iść w parze ze zmianą ustroju na prezydencki. Na pewno ustrój prezydencki mógłby tu bardzo dużo pomóc – wybierany w wyborach powszechnych Prezydent, z silnym mandatem i realną władzą, byłby dużo bardziej niezależny od swojego partyjnego plemienia, a przynajmniej mogłoby ono być zdecydowanie na drugim miejscu. Po państwie.

Może ktoś zachęciłby PDT do takiego rozwiązania? PDT Prezydentem to nie byłby żyrandol, tylko realna władza. Dodatkowym argumentem może być, że ani PDT, ani Sikorskiemu, Rosjanie Ukrainy nie darują i mogą zapomnieć o karierze międzynarodowej. Nie pozwolą im, jak Kwaśniewsiemu, zostać nawet szefem międzynarodowego związku szachowego, nie wspominając o czymś ważniejszym. Będą musieli, jak przegrają. jeździć gdzieś i doradzać jakimś podejrzanym oligarchom czy watazkom z Azji Centralnej, żeby zarobić parę złotych. A wielka modernizacyjna reforma ustrojowa mogłaby przedłużyć karierę…

My co prawda pożytku z tego bysmy nie mieli, ale nasze dzieci, owszem.