Apteki – po pierwsze nie szkodzić
Jerzy Wysocki 26.08.2020

Mój kolega Ryszard od lat bawi się w różne biznesy. Wchodzi kapitałem w nowe projekty, tzw. startupy, już istniejące, ale bez pomysłu lub funduszy na rozwój, reanimuje też biznesowe trupy, by je po cudownym ożywieniu sprzedać z dużym zyskiem. Zbudował na przykład bardzo modne i tętniące restauracyjnym życiem miejsce w Warszawie, gdzie przez dziesięciolecia stała zabytkowa ruina.

 

Ale ostatnio Ryszard kaprysi. Może już swoje zarobił, może rozwód przytłoczył. Brak zainteresowania tłumaczy pandemią i trudno się z nim nie zgodzić. Ale ostatnio odrzucił projekt, który go w zeszłym roku bardzo zainteresował. Chirurgia plastyczna powiązana z ortopedią, czyli jak stworzyć nowego człowieka, jak go naprawić, gdy coś szwankuje. – A ja wiem, kogo będzie stać na takie fanaberie – mówi zrezygnowany. – Inwestując, zawsze zakładam pesymistyczny scenariusz, który pozwoli na wyjście bez straty. Teraz prawie wszystko może być stratą. I zadaje pytanie, kto 100 lat temu zarobił na grypie hiszpance?

Mój inny kolega Władek, który ze zmiennym szczęściem przedstawiał Ryszardowi projekty, i różnie na tym wychodził, dzwoni i pyta. Umówisz nas znowu, mam dwa pomysły na trudne pandemiczne czasy, wszyscy zarobimy. – No dawaj, pytam z ciekowości, jako przyszły beneficjent genialnych ponoć projektów. – Piekarnia, albo apteka, nawet sieć piekarń i aptek – mówi z ekscytacją. Ale słusznie zauważa: – Biznesu trzeba pilnować, po nocach nie będę nadzorował wypieku. Apteka, to jest to.

Teoretycznie myślenie słuszne. Nawet w najgorszych czasach ludzie muszą leczyć się i jeść. Problem w tym, że znam też jednego farmaceutę, który od kilku lat próbuje otworzyć aptekę sieciową – na razie bez skutku. I czego Władek nie przewidział – tylko farmaceuta może otworzyć aptekę! Artysta może mieć przychodnię lekarską, fryzjerka cukiernię, a aptekę tylko i wyłącznie farmaceuta. Władek farmaceutą nie jest. A nawet gdyby był, to otwarcie nowej apteki to droga przez mękę! Bo urzędy nie traktują farmaceuty jako przedsiębiorcy! To znaczy jednych, co aptekę odziedziczyli po rodzicach albo mają majątek po babci – a bardzo proszę. Ale drugich, którzy nie mają wystarczających finansów na przystosowanie lokalu pod aptekę i którzy chcieliby otworzyć aptekę na kredyt, podłączając ją na zasadzie franczyzy do już istniejącej sieci aptek – to już niekoniecznie. Tak jakby franczyza – modny i efektywny model biznesowy – przerastał możliwości percepcyjne urzędników.

Inspektoraty, czyli urzędy różnego szczebla od wszelakich zgód i zezwoleń, przerzucają się opiniami i sprzecznymi decyzjami, kto, kiedy i gdzie powinien aptekę otworzyć, a w tym czasie na rynku coraz więcej aptek ubywa. Kto na tym korzysta? Na pewno nie pacjent. Mniej aptek to mniejsza konkurencja. Mniejsza konkurencja to wyższe ceny. A emeryci, zamiast na jedzenie, coraz więcej pieniędzy muszą zostawiać w aptekach.

Pomysł inwestycji w aptekę szybko więc upadł. Mój znajomy farmaceuta ciągle marzy o układaniu pudełek leków na nadciśnienie na swoim zapleczu, a Władek w tym czasie rozrysowuje plany na otwarcie piekarni, gdzie nocami będzie doglądać wypieku. Może to i dobry pomysł, bo gdy pieniędzy na leki starczać emerytom już nie będzie, pierwsze kroki skierują właśnie tam – po opiekane na złoto rogale.

Niestety, często w aptece widzę ludzi, którzy po informacji o cenie leku rezygnują z jego zakupu. W sklepach z pieczywem nie spotkałem takich sytuacji. Jest rzeczą co najmniej niepokojącą, iż decydenci kolejnymi regulacjami de facto podnoszą ceny leków i ograniczają dostęp do aptek. Co gorsza, nie ma w tych działaniach żadnego sensu, żadnej logiki, nawet pokrętnej argumentacji.

Jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie: mit primum non nocere, co po polsku znaczy – „po pierwsze nie szkodzić”. Apteka to element, składowa, często ostanie ogniwo łańcucha medycznego. Powszechnie uważa się, że to Hipokrates i część Przyrzeczenia Lekarskiego. To raczej historyczny mit, ale nieważne. Ważnym i coraz bardziej niepokojącym faktem jest, iż polityczni, biurokratyczni decydenci po prostu szkodzą. Szkodzą aptekarskiemu rynkowi. A więc szkodzą pacjentom. Nie sposób, to szkodnictwo zrozumieć.