Balcerowicz musi wrócić
Jerzy Wysocki 28.04.2015

Wielokrotnie wyrażał brak zainteresowania powrotem do partyjnej polityki ale deklarował też poparcie i patronat dla wolnorynkowych inicjatyw politycznych, o ile się pojawią. Wiele wskazuje, że będzie miał czemu patronować. Chodzi o powołane przez Ryszarda Petru stowarzyszenie Nowoczesna.pl. Wychowanek i współpracownik Balcerowicza coraz śmielej zgłasza polityczne aspiracje.
I od razu pojawia się pytanie czy na zabetonowanej scenie coś może się urodzić, dojrzewać i rosnąć. Doświadczenia Gowina czy „separatystów” PiS mówią, że to sensu nie ma. Ale może to sensu zabrakło w tych inicjatywach. Palikot ugrał 10 procent a że wszystko roztrwonił, to już jego problem.

Natura nie znosi próżni. Platforma gdańskiego liberała Tuska szybko odeszła od liberalnego projektu (3×15 pamiętacie co to było?) a Ewa Kopacz okazała się nie polską Margaret Thatcher lecz zwolenniczką wydobywania nierentownego węgla przez obdarowanych przywilejami górników. Janusz Korwin Mikke jest w gospodarce liberalny do granic absurdu ale w równie ważnych dla kraju sprawach sprawia wrażenie szaleńca, skutecznie odstraszając co bardziej normalnych. PiS to konserwatyno-socjalistyczna hybryda z liderem, którego gospodarka słabo interesuje.

A może owej próżni po prostu niema? Partie, którym programy piszą ludzie od marketingu przesunęły się w socjalną stronę bo takie jest oczekiwanie wyborców. I nie dlatego, że jest im źle; wprost przeciwnie, bo jest coraz lepiej. Kryzysu Polacy prawie nie doświadczyli, pensje rosną, ceny spadają, dookoła coś się buduje za unijną kasę. I to właśnie wtedy pojawia się większy apetyt i skierowane do państwa socjalne roszczenia. A rząd stara się im sprostać bo konkurentami są więksi populiści. I tak w roku wyborczym trwa socjalna licytacja.

Na pytanie o słabe wyniki, liderzy lewicy nie mówią swojej nieudolności lecz o 20-procentowym elektoracie do zagospodarowania. Problem w braku gospodarza, erozji i inflacji liderów. Można też śmiało założyć, że jest 20-procentowy elektorat liberalny, ale tu od czasów KLD i początków PO nie było liderów. Są publicyści, eksperci, prezesi think thanków, organizacji biznesowych ale stronią od polityki, w której potrzebne są gry i kompromisy. Problem, że na konferencjach czy kongresach można tylko pogadać, przeważnie z podobnie myślącymi by po często nudnawych panelach na bankiecie zjeść wykwintną potrawę popijając wiadrem wytwornego wina. Na politykę to się nie przekłada, politykę robi się Wiejskiej. Ale najpierw trzeba tam być.

Kilkunasto- procentowa reprezentacja formacji liberalnej jest możliwa biorąc choćby pod uwagę przedsiębiorców, menadżerów, aspirującą część młodego pokolenia, czy – jak przypomina Ryszard Petru – osób, które pozostały w prywatnych OFE nie wierząc w państwowy ZUS (2,5 miliona). Jest też potrzebna, by być słyszaną, by tworzyć koalicyjną alternatywę a może realnie współrządzić wnosząc gospodarczy kontent.

Testem organizacyjnym dla nowej formacji ma być zbiórka podpisów pod ustawą zmniejszającą przywileje emerytalne rolników, górników, policjantów itp. Bez struktur ciężko cokolwiek zrobić ale te można szybko zbudować przy zaangażowaniu liderów przedsiębiorczości. Autorytet buduje się latami a ten Balcerowicz na pewno posiada, być może nawet u tych, którzy krzyczeli że musi odejść.