Bez zaufania daleko nie zajedziemy
Cezary Kaźmierczak 16.12.2016

Jesteśmy ciężko doświadczonym krajem, choć bez trudu można znaleźć bardziej „doświadczonych”. Te „doświadczenia” – upadku kraju pod koniec istnienia I Rzeczpospolitej, następnie ponad 100 lat zaborów, a potem po krótkiej, zaledwie 20 letniej przerwie, kolejne 50 lat krwawej niewoli niemiecko -sowieckiej – wbudowały w nasz narodowych charakter sporo cech, niezwykle przydatnych w niewoli i nieco uciążliwych na wolności. Szczególnie demoralizujący w tym zakresie był okres komunistyczny – w znacznie większym stopniu odpowiedzialny za niszczenie tradycyjnych więzi społecznych i transakcyjnych w społeczeństwie, niż nawet zabory.

Z komunizmu wyszliśmy mocno pokaleczeni i w dodatku ówczesne elity zdecydowały, że nie będzie jednoznacznego oczyszczenia moralnego i zerwania ze starym systemem. Przełomu nie było. Oczywiście z krajów, które wychodziły z komunizmu – my kraje Europy Środkowo-Wschodniej wyszliśmy najlepiej – w porównaniu z Rosja i Ukrainą, Azją Centralną czy Serbią. Ale z wieloma problemami nie możemy poradzić sobie do dziś – w najbliższej dekadzie mogą to być problemy, które najbardziej hamują nasz rozwój.
Problemem fundamentalnym jest tzw. kapitał społeczny, czyli zaufanie pomiędzy ludźmi, całkowicie zniszczone w komunizmie. Bardzo trudno z tego się podnieść. Nie ufamy sobie nawzajem, pracownicy nie ufają pracodawcom i odwrotnie, urzędnicy obywatelom, również z wzajemnością.

Największym problem są relacje państwo – obywatel (w tym obywatel – przedsiębiorca). W bardzo wielu obszarach jest to słabo skrywana relacja pionowa, gdzie wielu urzędników uważa się za „władzę” i zamiast rozwiązywać problemy – piętrzy je. Ukształtowany w komuniźmie model relacji państwo – obywatel zmienia się bardzo powoli i o wiele za wolno. Ze smutkiem należy stwierdzić, że wielu urzędników zachowuje się w stylu sowieckim, ale z takim samym smutkiem, skonstatować, że wielu obywateli wielokrotnie też niewiele odstaje od wzorów sowieckich i zwyczajnie oszukuje. Wytwarza się bardzo szkodliwe sprężenie zwrotne – takie leninowskie „kto kogo” załatwi, przechytrzy, oszuka. Dochodzi do rzeczy niesłychanych – typu zastawianie przez służby drogowe wnyków na kierowców, żeby ich ukarać (a nie zwiększyć bezpieczeństwo na drodze), „małych druczków” w umowach przygotowywanych przez firmy czy kruczków prawnych, którymi urzędnicy starają się załatwić obywateli czy przedsiębiorców.

Odbudowa kapitału społecznego musi się zacząć od zmiany filozofii państwa – z państwa o charakterze policyjno-opresywnym (tak jest teraz) w państwo pomocniczne. Musi to pójść od najwyższych władz – tylko wówczas będzie skuteczne. Państwo powinno zaufać obywatelowi i przestać go kontrolować, sprawdzać, nadzorować, prowadzać za rączkę, żądać, żeby cały czas coś udowadniał. 98-99% uczciwych nie może cierpieć z powodu 1-2% oszustów i krętaczy. Pewna ilość oszustw jest po prostu kosztem, który jako społeczeństwo musimy ponieść, żeby w tym międzynarodowym wyścigu na dobrobyt wygrywać. Dlaczego państwo powinno – to zrobić? Dlatego, ze jest silniejsze. Zawsze silniejszy powinien inicjować tego typu procesy. Podobnie jak pracodawca w stosunku do pracownika – również jest stroną silniejszą i również on powinien być inicjatorem procesu budowania zaufania.

Do czego nam te zaufanie jest potrzebne? Zaufanie nam potrzebne jest do rozwoju i wzrostu zamożności społeczeństwa. Nie ma innej drogi do bogactwa Polaków niż rozwój gospodarczy. Państwa przestały dzisiaj walczyć na zdobywanie terytoriów – od lat wojnę zastąpiła – rywalizacja gospodarcza i kapitał jak najbardziej ma narodowość.

Musimy zrozumieć, że konkurujemy z krajami w których administracja rządowa, firmy i pracownicy działają zgodnie i w jednym kierunku we własnym interesie. Bo jeśli porzucimy propagandę – to wszystkie strony tej układanki mają wspólny interes. Jak kłopoty będą miały firmy – to kłopoty będzie miał również budżet państwa i pracownicy. Wszyscy siedzimy na jednej gałęzi i ten kto ją piłuje może zrzucić pozostałych. Wszyscy płyniemy jedną łodzią i szybciej dopłyniemy jeśli będziemy zgodnie wiosłować w jednym kierunku.
Bluźnił nie będę – nie ma na ziemi raju i nie będzie, ale powiniśmy dążyć do tego, żeby umieć trafnie definiować spory, rozwiązywać je w dialogu i starać się grać w jednej drużynie. Proces ten – proces prawdziwego wyjścia z komunizmu – powinno zainicjować polskie państwo, jako najsilniejsza strona. Jeśli tego nie zrobimy przegramy wszyscy: Polska, Polacy, rząd, firmy i pracownicy. Priorytetowe interesy – wzrost dobrobytu – mamy wspólne, kłócimy się o drugorzędne, mało istotne detale detale i dlatego często przegrywamy w tych międzynarodowych mistrzostwach świata.

***

Niniejszy tekst ukazał się w Tygodniku wSieci