Białoruś – gdy państwo robi się na bóstwo
Damian Kossakowski 17.08.2020

Wraz z wybuchem protestów na Białorusi z powodu sfałszowanych wyborów prezydenckich, liczyłem, że w tej sprawie polska scena polityczna przemówi jednym głosem. Niestety, w przekazie niektórych z polityków trafił się wyłom. Wyłom ten utrzymał się mimo straszliwych aktów przemocy stosowanych na Białorusi wobec opozycji. Skoro w Polsce są politycy, którzy potrafią wychwalać Łukaszenkę za „gwarancję suwerenności” i „utrzymanie porządku”, jak on sam ma nie wierzyć, że spełnia dziejową misję dla Białorusi i nie tworzyć państwa opartego na swoim kulcie?

 

Idąc od początku – Aleksander Łukaszenka, to prosty człowiek z małej wsi, który od małego był propagatorem komunizmu, udzielał się w młodzieżówkach, a także odznaczał się najgorszymi cechami człowieka sowieckiego i sowieckiej negatywnej selekcji. Wyróżniał się narzucaniem drakońskiej dyscypliny, w karierze politycznej posługiwał się czystym populizmem i cynizmem. W 1994 roku wygrał wybory i od tego czasu wszyscy zdążyliśmy zauważyć, jakich środków potrafi użyć by „raz zdobytej władzy nie oddać nigdy”. Łukaszenka przez długi czas cieszył się rzeczywiście poparciem Białorusinów, ponieważ był i zresztą nadal jest orędownikiem wielu schematów politycznych i społecznych, które przez długi czas dominowały wśród społeczeństwa naszych sąsiadów – w odizolowanym od świata kraju, żyjącym wspomnieniem ZSRR. Dzisiejsza Białoruś to państwo skolektywizowane, zarządzane ze szczebla centralnego, typowa dla postradzieckiego państwa socjalistyczna dyktatura. Jak się jednakże okazało, białoruskie społeczeństwo zaczyna budzić swoją świadomość i nie zamierza dłużej akceptować takiego modelu państwa. Białorusini już wyszli spod kontroli Łukaszenki, jednak jemu pozostał jeszcze scentralizowany aparat państwowy, gdzie zmiany zawsze przychodzą z dużym opóźnieniem.

Sam Łukaszenka mówił o swoich przeciwniczkach na czele z Cichanouską w ten sposób: „te trzy dziewczynki nie wiedzą co robią”. W odezwie do narodu w rządowej telewizji wyraźnie zdenerwowany Łukaszenka apelował do obywateli, by powierzyli mu swój głos, bo on jest jedynym gwarantem niepodległości Białorusi, jako jedyny może dać narodowi i państwu podmiotowość, prowadzić politykę wielowektorową i zagwarantować, że państwowa, centralnie zarządzana gospodarka nadal będzie zapewniać Białorusinom dobrobyt, a państwa liberalne nie sprawdziły się. Łukaszenka otwarcie uważa się za króla słońce Białorusi, a podporządkowane struktury milicji i służb wykorzystuje do represji swoich przeciwników w przekonaniu, że wykonuje dziejową misję dla Białorusi. Skoro i w Polsce są osoby gotowe uwierzyć w taką wizję, jak on sam może nie być przekonany o swojej nieomylności i słuszności działań? Ogromnym problemem Białorusinów jest w tej chwili to, że przez lata byli trzymani w izolacji i karmieni tą propagandą, stąd mandat Łukaszenki i tak długo trwał. Ich problemem jest to, że Łukaszenka przez tyle lat miał przyzwolenie na przekształcanie państwa w swój własny folwark. Ich problemem jest to, że stworzył od nowa sowieckie struktury hierarchii i całkowitej zależności służb, policji, prokuratury, sądów, administracji od swojej woli politycznej. Ich problemem jest skolektywizowana, postsowiecka gospodarka, która utrzymuje społeczeństwo w ekonomicznej niewoli psychopaty i megalomana. W takiej rzeczywistości społeczno-gospodarczej nie da się zwyczajnie funkcjonować, gdyż wówczas państwo zaczyna przypominać więzienie. Dla zrozumienia frustracji Białorusinów wystarczy nawet sprawdzić, jak rygorystyczne przepisy mają zastosowanie do turystów chcących odwiedzić strefy ruchu bezwizowego jak Grodno i Brześć. Dla Białorusina, który przyjechał do Polski i może zestawić ze sobą dwa modele podejścia do obywatela, aktualny stan rzeczy w swojej ojczyźnie jest całkowicie nieakceptowalny.

Działań Łukaszenki nie da się bronić geopolityczną grą, zwłaszcza gdy wypowiadający się w tym temacie ma o geopolityce niewielkie pojęcie. Białoruś to państwo będące całkowitym zaprzeczeniem tego, o co walczy każdy wolność miłujący. Można dyskutować, jaką postawę powinien przyjąć polski rząd i MSZ. Niewielka Litwa, co ciekawe, działa obecnie w sposób bardziej zdecydowany niż Polska – udzieliła schronienia Swietłanie Cichanouskiej, a szef litewskiego MSZ nazywa Łukaszenkę byłym prezydentem Białorusi, w czym Litwini absolutnie przodują oficjalnie podważając jego mandat. Cichanouska może podobnie jak Juan Guaido w Wenezueli ogłosić się prezydentem Białorusi, o ile zachód zdecyduje się udzielić jej poparcia. W krótkim felietonie nie da się udzielić prostej odpowiedzi dotyczącej strategii Polski wobec Białorusi poza naznaczeniem pewnych pryncypiów – współpracy z pozostałymi państwami z regionu, czyli Litwą i Ukrainą, wzywania do powstrzymania przemocy oraz chociażby udzielania schronienia osobom represjonowanym na Białorusi. Jestem jednak pewien, że należy pozbyć się wszelkich złudzeń co do Łukaszenki i stanowczo stawić opór dezinformacji i propagandzie, jakoby ten człowiek, jeden z największych wrogów wolności, a przede wszystkim wróg własnego narodu, miałby gwarantować mu niezależność i suwerenność.