Biedny jak polityk
Jerzy Wysocki 27.09.2014

Polityk ma być biedny i wypełniać publiczną służbę, menedżer państwowej firmy też ma żyć skromnie i pieniądze pożyczać od znajomego hydraulika. To dominujący głos w dyskusji po sprawie minister Wasiak i ministra Ostachowicza. “Paranoja polskiego skąpstwa, populizmu i tabloizacji” – to jeden z nielicznych głosów rozsądku. Czyj? Jacka Żakowskiego, który konsekwentnie grawituje ku lewej ścianie, lecz na chwilę zrobił przystanek.

Ale jesteśmy w Polsce, gdzie wybory wygrywa partia, której lider nie ma żadnych oszczędności i konta bankowego a później były liberał i promotor przedsiębiorczości mieszkający na 60 metrach z żoną i w owym czasie już dorosłymi dziećmi. Były liberał jest wściekły, gdy paparazzi łapią go z cygarem, bo cygaro to oznaka luksusu, burżuazerii, pierwotnego zgniłego kapitalizmu. Dlatego premier w Polsce zarabia trochę ponad 20 tysięcy, wiec jego podwładni powinni mieć mniej.

To dlatego przed laty wprowadzono idiotyczną ustawę kominową. Sześć średnich krajowych dla szefów państwowych firm. Jest przepis, to i są sposoby jego obejścia: funkcje w spółkach zależnych, gdzie państwo ma poniżej 50 proc, rady nadzorcze innych spółek a od pewnego czasu kontrakty menadżerskie pozwalające członkom zarządu zarabiać rynkowe pieniądze.

Z raportu CAS autorstwa Roberta Gwiazdowskiego:
“Ustawa (kominowa) ma negatywny wpływ na możliwości zatrudnienia odpowiedniej kadry zarządzającej, zmniejsza motywację menedżerów do efektywnego zarządzania kierowanymi przez nich spółkami i generuje koszty jej uzasadnionego ekonomicznie „obchodzenia”.

Jest absolutnym nonsensem określanie według takich samych zasad wynagradzania kadry kierowniczej spółek z większościowym udziałem państwa, działających w warunkach otwartej konkurencji, w szczególności spółek giełdowych, kierujących się w swej działalności zasadami rynkowymi oraz fundacji, funduszy celowych, państwowych jednostek, czy agencji, realizujących wskazane cele statutowe bez względu na rachunek ekonomiczny.”

Z raportu CAS i ZPP:
“Ustawa kominowa sprawiła, iż w spółkach Skarbu Państwa często zatrudniani są pracownicy o niskich kompetencjach i małej motywacji do efektywnego zarządzania, ponieważ tylko oni gotowi są podjąć pracę za pensję dużo niższą niż średnia rynkowa.

Sytuacja ta powoduje, iż duże spółki skarbu państwa działających w istotnych dla gospodarki branżach, napotykają ogromny problem, jeśli chodzi o możliwość zatrudnienia dobrych menadżerów do realizacji strategicznych projektów. Wykwalifikowany pracownik, znający swoją wartość na rynku pracy, woli pracę w spółce giełdowej lub u zagranicznej konkurencji.”

Po wygranych wyborach Donald Tusk zadeklarował latanie rejsowymi samolotami. Wzbudził nie lada sensację podróżą do USA, jak podliczono wyszło to… drożej (koszty biletów dla całej świty, ochrony, organizacji). Teraz korzysta z rządowej floty, co też mu się wytyka. Flota ledwo lata, ale każdy rząd w III RP obawiał się kupić coś porządnego w obawie o tzw odbiór społeczny.

Od odbioru społecznego był w KPRM Ostachowicz. Nie wybiera się z szefem do Brukseli, więc postanowił coś sobie załatwić na miejscu. Ma prawo, choć tempo i moment niefortunne. Ale właściwie co w tym złego i dziwnego. Dlaczego człowiek sukcesu z doświadczeniem menedżerskim nie może pretendować do zarządu olbrzymiej i strategicznej spółki z udziałem skarbu państwa. Ostachowicz przez 7 lat pracował na rzecz premiera, a więc na rzecz państwa. Pracował skutecznie czego nawet opozycja nie kwestionuje, wielokrotnie zarzucając rządowi, że uprawia tylko PR. Co w tym złego, że rada nadzorcza czy minister skarbu chcieli pozyskać osobę, jak niewielu znających z autopsji mechanizmy rządzenia , wtajemniczoną w sekrety państwa i cieszącą się zaufaniem Tuska. Ostachowicz pod presją (także a może głównie mediów) zrezygnował. Weźmie go jakiś zagraniczny koncern, niemiecki, francuski, chiński, rosyjski….