Brama Smoleńska
Jerzy Marek Nowakowski 26.02.2020

Każdy, kto interesował się historią czy geopolityką zna pojecie: Brama Smoleńska. To główny szlak łączący Europe i Rosję. Tędy maszerowały wojska na Warszawę czy Berlin, tedy szły wyprawy na Moskwę. W czasach I Rzeczypospolitej Smoleńsk co rusz był oblegany, to przez Rosjan, to przez Polaków. Dziś Brama Smoleńska jest zatrzaśnięta na głucho. Zaryglowała ją pamięć o Katyniu. Las katyński leży 20 minut drogi od Smoleńska. A gdy wydawało się, że przyznanie się Rosjan do zbrodni może  te bramę otworzyć, nastąpiła katastrofa prezydenckiego Tupolewa. Ostatnie 10 lat sprawiło, że to już nie brama a mur pomiędzy Polską a Rosją.

 

Przetrzymywanie wraku samolotu, kłamliwy raport Anodiny po stronie rosyjskiej, czy powtarzające się próby zaprzeczania zbrodni a po polskiej stronie działalność komisji Macierewicza i zamiana tragedii, która dotknęła wszystkie środowiska polityczne w oręż wojny polsko-polskiej zablokowały jakikolwiek dialog. Nie tylko na szczeblu oficjalnym. Także w relacjach pomiędzy Polakami i Rosjanami.

A mogło być inaczej. W czasie, kiedy rosyjska telewizja pokazywała film „Katyń” Andrzeja Wajdy byłem na wczasach w Egipcie. No i jak to zwykle bywa, połowa hotelu była zamieszkana przez Rosjan. Następnego dnia kilka razy byłem zaczepiany przez nich i słyszałem podobny tekst. „Dopiero teraz zrozumieliśmy jak straszne było dla was Polaków to katyńskie kłamstwo”. Nie mówili o zbrodni, bo w Rosji przy każdym większym mieście są cmentarze ofiar większe od katyńskiego. Mówili o dewastującej sile kłamstwa. O tym, że narzucone przez sowieckich władców Kremla łgarstwo nie pozwalało na normalną rozmowę normalnych ludzi. Te rozmowy, banalne i incydentalne w egipskim hotelu dowodziły, że istnieje przestrzeń dialogu pomiędzy Polakami a Rosjanami. Pod warunkiem, że nie staje się on narzędziem bieżącej polityki.

Kiedy obserwuję operetkowe działania naszych polityków przed okrągłą rocznicą Zbrodni Katyńskiej i Katastrofy Smoleńskiej (odpowiednio 80 i 10 lat) łapię się za głowę.

No bo najpierw minister Dworczyk radośnie informuje, że premier Morawiecki chce na rocznicę udać się do Smoleńska „i także do Katynia”. Gdzieś między wierszami pojawia się jeszcze kuriozalna sugestia, że może ewentualnie towarzyszyć mu Prezydent. Potem rzecznik Spychalski informuje, iż prezydent Duda rozważa wyjazd do Smoleńska, dodając, iż minister Dworczyk musi się wiele nauczyć. Sam Dworczyk z kolei mówi, że Morawiecki wprawdzie wybiera się do Rosji, ale nie zamierza się kontaktować ze swoim moskiewskim odpowiednikiem. Rzecznik Spychalski informuje, że o wizycie będzie rozmawiał w najbliższych dniach minister Czaputowicz z ministrem Ławrowem. Komentatorzy w mediach społecznościowych ogłaszają, że oczywiście musimy jechać do Katynia, ale nie powinniśmy pytać się o zgodę Rosjan. Inni sugerują, że najlepiej przenieść uroczystości do Charkowa na Ukrainie, bo z Rosjanami to w ogóle nie należy się kontaktować. Minister Spraw Zagranicznych informuje w świetle kamer, iż nasza Ambasada w Moskwie wyśle notę do rosyjskiego MSZ z prośba o pomoc w zorganizowaniu „wizyty państwowej” w Smoleńsku. O tym, że wizyta państwowa ma określony protokół, w tym zwłaszcza spotkanie z gospodarzami, dyskretnie milczy. Dodajmy, że wypadałoby jeszcze porozmawiać z Białorusinami, bo o ile nie planujemy powtórki z tragicznego kwietnia 2010 roku to delegacja powinna lądować w białoruskim Witebsku.

Dyplomacja to taka dziwna sztuka, która wymaga zarówno dyskrecji jak świateł jupiterów. Tylko wypada wiedzieć, o czym rozmawia się poufnie a o czym w obecności kamer. W przedwyborczym amoku nasi politycy o tej regule zwykle zapominają. A na Kremlu wszyscy ci, którzy źle Polsce życzą, turlają się ze śmiechu. Efekt? Minister Ławrow informuje, że nie ma w planach spotkania z polskim odpowiednikiem. W MSZ potwierdzają, że otrzymali notę (o której wcześniej dowiedzieli się z mediów) i się zastanawiają. A polscy politycy się kłócą, który ważniejszy, i który bardziej się „ruskim” postawi.

Polityka Rosji jest dla Polski groźna i nieprzyjazna. Tylko dlaczego zachowujemy się jak amator, który wystawia przeciwnikowi piłki do ścięcia? Z politycznego punktu widzenia (możliwości wsparcia niepodległości Białorusi, popchnięcia do przodu sprawy zwrotu wraku itd.) wizyta została zmarnowana. Z punktu widzenia powagi sprawy jest jeszcze gorzej. Zarówno Tragedia Katyńska jak Katastrofa w Smoleńsku wymagają czegoś więcej jak użycia ich w wyborczej łomotaninie cepami. Przez 10 lat Smoleńsk przysłaniał Katyń. A obie tragedie mogły być podstawą do dialogu z tymi Rosjanami, którzy niekoniecznie popierają politykę Putina. Zaniedbaliśmy to. Podobnie jak pamięć ofiar Smoleńska powinna Polaków łączyć a nie dzielić. Dla doraźnych celów politycznych zamurowaliśmy Bramę Smoleńską tak w wymiarze międzynarodowym jak wewnątrzpolskim.