Państwo i Prawo
Chaotyczne polowanie na medyków, zaniedbania wielu lat i realne łamanie Konstytucji
Jerzy Wysocki 16.11.2020

Posłanka PiS Joanna Lichocka ma bogate doświadczenie dziennikarskie, jest nawet członkinią Rady Mediów Narodowych. Ostatnio wypowiada się w tematyce służby zdrowia. W lutym tego roku formą wypowiedzi, a raczej rodzajem ekspresji, był środkowy palec pokazany w kierunku opozycji, która domagała się przekazania 2 miliardów złotych na leczenie pacjentów onkologicznych, a nie – jak chciała jej partia – na dofinansowanie narodowej TVP. Tak, chorych na raka uzdrowi Zenek Martyniuk. Teraz posłanka zaangażowała się w kwestię zapewnienia naszej służbie zdrowia stosownej ilości personelu medycznego.

 

Zaczęło się od propozycji prezydenta Niemiec, który zaoferował pomoc Polsce w walce z pandemią. Propozycja nie spotkała się, jak wiadomo, z większym i pozytywnym zainteresowaniem polskich władz. Niemniej jednak posłanka Lichocka zaproponowała na Łamach „Faktu”, aby na czas pandemii niemieckie landy oddelegowały do Polski pracujących w niemieckiej służbie zdrowia polskich lekarzy. 

Na Facebooku ukazało się zabawne i wymowne zestawienie okładek dwóch periodyków. Okładki dziennika Fakt, ze zdjęciem Lichockiej i tytułem nawiązującym do jej słów: „Chcecie pomóc? Oddajcie naszych lekarzy!” oraz okładki „Polityki” ze zdjęciem pary młodych lekarzy i tytułem: „Niech jadą! – krzyknęła posłanka PiS do młodych lekarzy. I pewnie z Polski wyjadą”. Przypomnijmy, chodzi o słowa posłanki PiS Józefy Hrynkiewicz podczas sejmowej debaty na temat strajku głodowego lekarzy rezydentów z jesieni 2017 roku. Tak takie było wówczas stanowisko władz. W owym czasie pojawił się także propozycja Jarosława Gowina, aby wprowadzić odpłatność za studia medyczne w wysokości 500 tysięcy zł. Mechanizm finansowy miał działać tak, że wspomniana kwota byłaby pożyczką od państwa w formie stypendium, umarzaną po przepracowaniu przez absolwenta stosownej liczby lat w państwowej opiece zdrowotnej. Pomysł Gowina nie doczekał się kontynuacji, choć zawierał w sobie jakiś głębszy sens. Apel posłanki Hrynkiewicz: „Niech jadą!” lekarze zrozumieli już wcześniej. I to na masową skalę. – Przez dwadzieścia lat wyjechało z Polski ponad 20 tysięcy lekarzy – stwierdził we wrześniu 2019 premier Mateusz Morawiecki, ubolewając na stracone koszty ich wykształcenia w Polsce. Na ubolewaniu się skończyło.  

Proszony przez „Fakt” o komentarz do dziwnych pomysłów Lichockiej, doktor Bartosz Fiałek, reumatolog, przewodniczący regionu kujawsko-pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy tłumaczy: „Każdy lekarz, który wzmocniłby publiczną ochronę zdrowia w walce z pandemią, jest na wagę złota. Jednak byłoby to zniewolenie medyków, którzy wyjechali z Polski. Nie dlatego, że tego chcieli, tylko z powodu fatalnych warunków pracy i wynagrodzeń”. I podaje własny przykład: „jako reumatolog mogę w Danii zarabiać 108 tysięcy euro rocznie, dostaje do tego mieszkanie służbowe i prawie tysiąc euro miesięcznie dodatku socjalnego”. Dla porównania, w Polsce lekarz rezydent, to 3 500 tysiące zł netto. Warszawskie tramwaje szukały maszynistów, proponując z dodatkami 6 tysięcy i pakiety medyczne. Pakiety w przychodniach, gdzie leczą ich koledzy, ale po 6 latach studiów… 

Z Joanną Lichocką może konkurować Aleksandr Łukaszenka. Ostrzegł on, że białoruscy lekarze, którzy wyjadą zarabiać do Polski, nie zostaną wpuszczeni z powrotem na Białoruś. Dodał, że nie jest to groźba, tylko „polecenie dla rządu”. Słowa „prezydenta” to odpowiedź na słowa polskiego wiceministra zdrowia Sławomira Gadomskiego, który w opublikowanej rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” powiedział, że Polska jest otwarta na wszystkich lekarzy, ale „realne szanse są na lekarzy zza wschodniej granicy, głównie Białoruś i Ukraina, ze względu na mniejszą barierę językową”. I faktycznie rząd zapowiedział uproszczenie i skrócenie do 3 tygodni procedur nostryfikacyjnych.

Pisałem o tym dawno temu. Przy okazji protestów lekarzy rezydentów, materiałów prasowych o braku pielęgniarek, zamykaniu szpitalnych oddziałów z braku personelu, a także na podstawie osobistych rozmów. Chociażby z kelnerką z Ukrainy, która mimo polskiego pochodzenia i znajomości języka latami nie mogła w Polsce podjąć pracy w wyuczonym zawodzie fizjoterapeutki. Jej koleżanka, lekarka musiała zarabiać, sprzątając mieszkania. 

Polska miała wystarczająco dużo czasu, by uzupełnić braki kadrowe właśnie w oparciu o przybyszy ze wschodu. Rządzący, zamiast wypychać medyków do krajów Zachodnich, mogli zaspokoić ich postulaty. Ciągle słyszeliśmy, w jak dobrym stanie jest nasza gospodarka, jak mimo gigantycznych transferów socjalnych możemy mieć zrównoważony budżet. Ale pieniądze szły na inne cele, cele dające społeczne i wyborcze poparcie: 500 plus, 13. emerytura, bon turystyczny itp. Lekarzy skreślono z listy grup do politycznego skorumpowania, uznając, że w tej grupie głosów się nie kupi. A w razie czego, jak zapowiadano za poprzedniego PiS-u: lekarzy „weźmie się w kamasze”.

Konstytucja RP to taki dokument, w którym każdy znajduje coś dla siebie, niczym muzułmanie w Koranie. Naruszanie praworządności – opozycja, całkowity zakaz aborcja – konserwatyści. No to przeczytajmy artykuł 68 punkt 2: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych”. Brzmi jednoznacznie. Poszukajmy dalej: 500 plus 13. emerytura, bon turystyczny – brak takowych zobowiązań wobec rządzących. Puentę dopowiedzcie sobie sami.