Chrystus z karabinem na ramieniu
Robert Gwiazdowski 10.11.2014

Ryszard Kapuściński wydał kiedyś zbiór reportaży o lewicowej partyzantce na Bliskim Wschodzie, Afryce i Ameryce Łacińskiej zatytułowany “Chrystus z karabinem na ramieniu”. Do dziś lewicowi “partyzanci” (w tym także niektórzy księża) starająą się zrobić z Jezusa socjalistę. Rafał Woś przeprowadził wywiad z twierdzącym tak Piotrem Kuczyńskim, którego uważał do niedawna za “neoliberała”. Sarkastycznie zauważę, że byc może dlatego Pan Rafał ma takie złe mniemanie o neoliberalizmie. 

Co prawda ewangelia napisana jest “językiem ewangelicznym”, więc różne rzeczy można z niej wyczytać, ale nie sądzę, żeby Pan Piotr zaczął czytać ewangelię. Podczas debaty, którą miałem prawdziwą przyjemność z nim prowadzić w Collegium Civitas w grudniu 2008 roku na temat kryzysu przyznał bowiem publicznie, że nie czytał Friedmana, choć go krytykował, ale za to czytał, co Naomi Klein napisała o Friedmanie. Nie wiem co czytał o ewangelii, ale pozwolę sobie przypomnieć kilka przypowieści.

W tej o przewrotnych rolnikach (Mr 12 1-11; Mt 20.9-19) ukazana jest historia socjalistów, tytułowych „przewrotnych rolników”, którzy znacjonalizowali winnice, zabijając, w imię sprawiedliwości dziejowej, uczciwych pracowników i syna właściciela. Właściciel winnicy, który przywrócił sprawiedliwość zabijając rewolucjonistów spotkał się z pochwałą.

W przypowieści o siewcy (Mr 4.3-9) Jezus nauczał, że inwestycje raz generują straty a raz zyski. Zysków można spodziewać się gdy inwestycje padną na żyzną glebę potrzeb konsumentów. W przypowieści tej odnaleźć też można akceptacje nierówności majątkowych wynikających z natury.

Akceptacja nierówności znajduje się też w przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15.11-31) w której Jezus akceptuje prawo właściciela do swobodnego dysponowania swoim majątkiem.

A przypowieść o pannach roztropnych (Mt 25.1-13)? Jest to krytyka nieodpowiedzialności. Ludzie według Jezusa mają sami dbać o siebie i ponosić, czasem bolesne, konsekwencje swoich czynów, lub ich braku.

W przypowieści o robotnikach w winnicy (Mt 20.1-16) Jezus popiera swobodę umów, odrzucając idee układów zbiorowych i równej płacy za tą samą prace. Właściciel przedsiębiorstwa ma prawo swobodnie dysponować majątkiem firmy i płacić pracownikom różne stawki.

Jezus pochwala kapitalistyczną cnotę zaradności i przedsiębiorczości (Mr 5.21-34 o kobiecie cierpiącej na krwotok i Mr 10.46-52 o uzdrowieniu niewidomego). Był też za likwidowaniem nierentownych przedsiębiorstw (Mr 11.13-14; Mt 3.10, 7.19, 21.19). I głosił, że podatki płacimy temu komu się należą, co oznacza że są tacy, którzy żądają nienależnych sobie podatków, którym płacić nie musimy. Nie wszystkim to się  podobało (Łk 20.20-26, Mr 12.13-17)

I jest jeszcze przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30), w której właściciel kapitału powierza go swoim trzem sługom. Ci starożytni maklerzy działają na własny rachunek, ale ryzykują oszczędnościami swego pryncypała. Ten z kolei wynagradza ich według osiągniętej stopy zwrotu. Ta przypowieść to pochwała wolnej inicjatywy i podejmowania ryzyka – czyli cech typowo kapitalistycznych.

A kto w Ewangelii jest najgorętszym orędownikiem  socjalizmu? Nie trudno zgadnąć, że Judasz! To on wypominał Marii, siostrze Łazarza, że namaściła stopy Jezusa drogim olejkiem, zamiast sprzedać olejek, a dochód przeznaczyć na potrzeby ubogich (Jan 12.2-8).

A o tym jakby  skończył Jezus w dzisiejszej Polsce pisałem tu!

A jakbyśmy sięgnęli do 41 rozdziału Księgi Rodzaju Starego Testamentu, czyli do historii Józefa Egipskiego, to by się okazało, jakie są skutki interwencjonizmu. Jak pisał Stanisław Michalkiewicz, gdy faraonowi przyśniło się siedem krów tłustych i siedem chudych, które pożarły tłuste, a potem siedem kłosów zdrowych i pełnych  i siedem kłosów zniszczonych i pustych, Józef wyjaśnił mu, że po siedmiu latach obfitości w Egipcie, nastanie siedem lat głodu, więc trzeba prowadzić oszczędzać w latach obfitości. Czyli, mówiąc dzisiejszym językiem, prowadzić  odpowiednią „antycykliczną” politykę gospodarczą, nadzór nad którą powinni mieć „merytoryczni technokraci”. Józef zaproponował faraonowi „interwencję” w postaci nałożenia na wszystkich chłopów 20-procentowego podatku zbożowego. Żeby go wymierzyć i pobrać, trzeba było powołać ogromną liczbę pisarzy i poborców, którzy oczywiście z tego podatku musieli się utrzymać. To jednak drobiazg w porównaniu z koniecznością natychmiastowego uruchomienia drugiego programu interwencyjnego w postaci budowy w całym państwie gigantycznej sieci magazynów do przechowywania podatkowego zboża, no i koszar dla żołnierzy, którzy tych magazynów pilnowali. Ten program wymagał kolejnej interwencji w postaci werbunku, a prawdopodobnie – wyznaczenia robotników, których trzeba było odciągnąć ze wsi, podobnie jak mobilizacji zwierząt pociągowych do transportu zboża i materiałów budowlanych. Siedem lat takiej polityki wystarczyło do zrujnowania rolnictwa i wywołania klęski głodu. Jest charakterystyczne, że bardzo skrupulatny biblijny autor tej księgi, ani słowem nie wspomina o żadnych innych naturalnych przyczynach klęski głodu – zatem trzeba uznać, że tą wstydliwie skrywaną przyczyną musiała być seria „interwencyjnych” polityk Józefa. A jak już głód nastał, zmagazynowane zboże Józef zaczął Egipcjanom sprzedawać (!!!)  i – jak zaznacza skrupulatny autor księgi – już w pierwszej fazie zgromadził w skarbcu faraona „wszystkie pieniądze” z całej ziemi egipskiej, to znaczy – wydrenował z gospodarki cały kapitał finansowy. W etapie następnym, w zamian za podatkowe zboże, przejął na własność państwa inwentarz żywy i martwy. W roku trzecim – w zamian za podatkowe zboże przejął na własność państwa zarówno ziemię, jak i jej dotychczasowych właścicieli, którzy odtąd zostali niewolnikami państwa.