Chrześcijańskie korzenie liberalizmu
Robert Gwiazdowski 27.07.2016

Przeczytałem właśnie na Twitterze słowa pewnego sługi Bożego, że „każdy liberał jest złem i zagrożeniem”.

Więc przypomnę parę rzeczy.

W Watykanie liberalizm źle się kojarzy. Liberałem mienił się przecież Wolter, który ogłosił światu, że „nie będzie dobrze, tak długo, jak nie powiesi się ostatniego króla na kiszkach ostatniego księdza”. Takie dictum nie zachęcało do dialogu. Ale nie wiedzieć czemu, liberalizm i w ogóle oświecenie, kojarzą się głownie z Wolterem i jego następcami. Poza francuskim, było jeszcze oświecenie anglo-szkockie. Nawiązujące do tradycji greckiej i judeo-chrześcijańskiej, którego przedstawiciele, nie byli, jak Wolter ateistami, a co najwyżej deistami. Ale byli też poddanymi króla brytyjskiego, głowy kościoła anglikańskiego, co w Rzymie z definicji czyniło ich „podejrzanymi”.

Warto więc poczytać co na temat chrześcijańskich korzeni liberalizmu pisał Michael Novak – choćby w „Duchu demokratycznego kapitalizmu”.

Do stanu wojny między liberalizmem i katolicyzmem doszło za sprawą lansowanej przez wiele lat tezy, że kapitalizm, opierający ludzkie postępowanie na zasadach niemożliwych do zaakceptowania przez religię chrześcijańską, jest co najmniej areligijny, jeżeli nie wręcz antyreligijny. Tymczasem nieprawdą jest, że nie można połączyć dążenia do zysku i egoizmu z transcendentalnymi zasadami miłości bliźniego i skromności.

Novak analizuje cały szereg doktryn religijnych, które znalazły wyraz w praktyce demokratycznego kapitalizmu i do dziś stanowią jego transcendentalne credo. Są to idee trójcy, inkarnacji, współzawodnictwa, grzechu pierworodnego, rozdziału domen i caritas.

Symbol trójcy przyzwyczaja umysł do myślenia w kategoriach pluralizmu w jedności. Ułatwia to proces budowania wspólnoty, w której nie zatraca się jednostka, a ludzie złączeni w jedną całość zachowują indywidualną swobodę rozumowania i wyboru. Tylko demokratyczny kapitalizm oferuje jednostkom możliwość zachowania wolności indywidualnej i uczestnictwa we wspólnocie.

Jedną z najważniejszych lekcji wypływających z doktryny inkarnacji jest lekcja pokory – nakaz szanowania świata takim, jakim jest, akceptowania jego ograniczeń, dostrzegania słabości i nieracjonalności. Duch kapitalizmu jest duchem tworzenia, działania, odkrywania. Człowiek kapitalizmu upaja się własnym sukcesem, fascynuje go zwyciężanie natury. Z drugiej jednak strony ogranicza go możliwość porażki, brak ostatecznego celu i niepewność jutra. Zdaje on sobie sprawę, że przy pomocy wiedzy jaką dysponuje może zmieniać świat, ale świadom jest też jej ograniczoności, z czego wypływa niemożność ostatecznego zrozumienia wszechświata.

Wielu krytyków kapitalizmu sugerowało, że rywalizacja obca jest religii opierającej się na miłości bliźniego i pokorze. Krytycy ci nie mieli widocznie pojęcia, jak trudno jest być pokorniejszym od sąsiada. Zdaniem Novaka, judaizm i chrześcijaństwo widzą w życiu człowieka nieustanne współzawodnictwo między dobrem i złem. Święty Paweł każe wszystkim współzawodniczyć, stanąć z nim w szranki i prześcignąć, jeżeli zdołają. Nie jest więc prawdą, że kapitalistyczny duch konkurencji jest obcy Ewangelii. Co więcej: w opartej na pieniądzu gospodarce kapitalistycznej jest żywotnym interesem rywalizujących przedsiębiorców, by innym powiodło się równie dobrze. Nie jest to bowiem gra o sumie zero, w której czyjaś wygrana oznacza czyjąś stratę. Jest to doskonały sposób rozwijania chrześcijańskiego poczucia wspólnoty z bliźnimi.

Równie istotna dla ducha demokratycznego kapitalizmu jest centralna doktryna chrześcijaństwa: grzech. Możliwe jest bowiem, zgodnie z zasadą niezamierzonych konsekwencji, wykorzystanie tej immanentnej cechy natury ludzkiej jaką jest grzech, do działań twórczych i ogólnie pożytecznych. Cnota moralna jest przecież znaczną częścią interesowności. Jak pisze Novak, “demokratyczny kapitalizm nie obiecuje zlikwidowania grzechu /…/ Popuszczając wodzy swobodzie pozwala on chwastom rosnąć wśród pszenicy. Jego ekonomia nie jest obliczona na świętych, /…/ lecz na grzeszników, to znaczy ludzi, jakimi są”. Istnieją trzy sposoby przezwyciężania grzechu. Jednym jest nawracanie pojedynczych sumień. Drugim – stworzenie systemu narzucającego prawość siłą. Kapitalizm oferuje zaś trzecie rozwiązanie. Każe odwrócić wzrok od moralnych intencji jednostek i spojrzeć na społeczne konsekwencje ich działań. Nawet jeśli człowiekiem w jego działalności ekonomicznej kieruje egoizm i chciwość, to w sposób niezamierzony przyczynia się on do ogólnego wzrostu gospodarczego. W ten sposób grzeszne pobudki sprzyjają osiągnięciu pozytywnych rezultatów.

Idea rozdziału sfer wpływów wywodzi się z biblijnego nakazu: “oddajcie Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie”. Domeną Boga nie jest ani polityka, ani ekonomia. Nie oznacza to bynajmniej, by polityka i ekonomia musiały być neutralne wobec systemu wartości przekazywanych przez religię. Nie sposób jednak stworzyć chrześcijańskiej ekonomi, tak samo jak nie sposób prowadzić wyłącznie chrześcijańskiej polityki. “Rynek – pisze Novak – musi być otwarty dla wszystkich, niezależnie od wyznania”. W praktyce jedynie kapitalizm gwarantuje taką otwartość. Z drugiej strony państwo kapitalistyczne, respektując zasadę rozdziału domen, nie narzuca religii swym obywatelom i nie miesza się w sprawy kościołów.

Najważniejszym ze wszystkich teologicznych symboli chrześcijaństwa jest szczególna idea miłości – caritas. “Kochać – napisał Akwinata – to chcieć dobra innego jako innego”. Taka miłość – pisze Novak – “oczyszcza umysł i serce, bierze w ryzy emocje samouwielbienia, naprawia odchylenia osobowości…” Nie jest jednak możliwa w systemie, który zakłada, że bieda ubogich jest spowodowana bogactwem zamożnych. Nie sposób przecież kochać przyczyny swoich nieszczęść. Caritas występuje jedynie w takim systemie, który uznaje, że rozwój gospodarczy jest korzystny nie tylko dla jego sprawców, ale dla całej zbiorowości. Amen.

Fot. Greg Walters/ na lic. Creative Commons/ flickr.com