Cnotę stracili, rubelka nie zarobili. Kara się należy
Dariusz Matuszak 20.08.2020

Tak o dawaniu d..y powiadają Rosjanie. Głupiej się tego zrobić nie dało. Posłowie tak sobie uchwalili te podwyżki, że nie otrzymają ich pewnie przez cale lata. Niestety nie mam złudzeń, to nie była żadna wpadka, nagły atak bezmyślności, chciwości i braku empatii. W swej większości oni są na stałe głupi, a nie chwilowo. To problem chroniczny i strukturalny. I w danych warunkach, które sami tworzą, mądrzejsi nie będą. Tak jak ukochana w Wilanowie Barcelona nie będzie lepiej grać, póki wszystko się w niej nie zmieni.

 

Ona nie miała katastrofalnej wpadki w meczu z Bayernem. Ona zebrała owoce swej pracy. A symbolem tego jest sprawa piłkarza Coutinho, którego kataloński klub kupił od Liverpoolu za 145 milionów euro. Pożytku tak wielka inwestycja nie przyniosła, bo już rok później wypożyczyli go do Bayernu i najchętniej tam by już na zawsze porzucili. Coutinho wszedł z ławki i strzelił swemu macierzystemu klubowi 2 bramki. Przy okazji okazało się, że w kontrakcie pomiędzy Barceloną, a Liverpoolem jest zapis, że jeśli Coutinho zdobędzie z drużyną Puchar Ligi Mistrzów, to Katalończycy dopłacą Liverpoolowi 5 milionów euro. Wszystko jest na jak najlepszej drodze, a liverpoolczycy kibicują monachijczykom, bo na ich pucharze piątaka jeszcze mogą zarobić. Cały ciąg głupich decyzji doprowadził Dumę Katalonii do tej absurdalnej sytuacji.

Generalnie posłowie i politycy zasługują, żeby dziadować, bo sami doprowadzili się do tego stanu. Problemem jest jednak to, że takie dziady wedle swej miary Polskę urządzają. Nie będę tłumaczył Państwu oczywistości, bo sama już obecność Wasza na WEI zaświadczy o tym, iż rozumiecie, że liche wynagrodzenia prowadzą do tego, że coraz trudniej do polityki ściągać wartościowe jednostki. Gdy w zamierzchłych czasach – na początku tego wieku, przechodząc z sektora prywatnego –podjąłem pracę na rządowej posadzie, moje dochody spadły o około 30 procent. A pensję miałem ministerską. Liczyło się jednak wyzwanie, ważkość spraw i całkowicie szczera chęć pracy dla ojczyzny. Napisałem o zamierzchłych czasach, choć było to ledwie 20 lat temu, ale to była naprawdę inna epoka. Choć w powietrzu dało się już wyczuć zgniliznę, wszystko było jeszcze jakieś świeże, czyste, patriotyczne, a nawet szlachetne. Ja mogłem sobie pozwolić na utratę zarobków, ale już wielu innych osób nie. I to nie dlatego, że mieli jakieś wielkie wymagania, byli chciwi, ale zwyczajnie nie byłoby ich na to stać. Ludzie mają w życiu zobowiązania. Budują dom, kupują mieszkanie, samochód etc. Przez całe lata żyją na styk spłacając kredyty – od pierwszego do pierwszego, więc nawet utrata na poziomie np. 1500 złotych miesięcznie może okazać się katastrofą dla budżetu całej rodziny. Zarobki ministrów etc. i posłów były wtedy nawet nominalnie takie jak teraz.

O powodach dla których oczywistym jest, iż należy podnieść wynagrodzenia tej klasie pisze mój sąsiad blogowy Jurek Wysocki. Nie dość, że taki wiceminister tyra za niskie pieniądze to nawet jak człowiek upić na mieście nie może. Gdy popełnia błąd, to zostaje zaszczuty. Dopustem bożym jest wizyta jakiegoś odpowiednika z Zachodu. Zaproszenie go do knajpy, to katastrofa finansowa.

Problemem dla Polski jest nie tylko to, że tacy posłowie mało zarabiają. Problemem znacznie poważniejszym jest to, że nawet nie potrafią sprawić, żeby zarabiać więcej. To błędne koło. Z powodu lichych zarobków karierę polityczna podejmują głupki. Ponieważ są głupkami i oportunistami nie potrafią sprawić, by wynagrodzenia były większe i by przychodzili mądrzejsi, więc zostają nam oni.

Przez 20 lat politycy swą systematyczną, bezmyślną robotą, swym tchórzostwem i oportunizmem doprowadzili się do sytuacji, w której są teraz. Kreowali najniższe gusta i schlebiali im, więc teraz żyją wedle nich. W Polsce panuje nie tylko kult przegranych bitew i wojen, ale też biedy. I to ci głupi politycy go pielęgnują. Przez lata zastanawiali się co napiszą ściekowce na kształt „Faktów”, bo nimi jakoby karmi się lud. Ważna była jakoby opinia przysłowiowej pani pracującej na kasie w Biedronce. Ona miałaby zapałać oburzeniem na wieść o podwyżkach dla posłów i polityków, co miałoby się przełożyć na spadek poparcia i doprowadzić do utraty głosów takich pań i panów.

Głupi politycy do dziś nie rozumieją tego mechanizmu. Otóż pan z Biedronki nie ma opinii w sprawie zarobków posłów i wcale nie oburzałaby się gdyby je w cywilizowany sposób podniesiono. To redaktorzy bulwarówek i ściekowców mają takie o ludzie polskim wyobrażenie i to oni kreują owo oburzenie i wymyślają co lud myśli. To opinii dziennikarzy, a nie ludu ulegają politycy.

Wspominałem swego czasu o wielkich badaniach wśród dziennikarzy przeprowadzonych przez Duńczyków i Szwajcarów. Wynika z nich np. że w redakcjach jest 6 razy większy odsetek feministek i bojowników o klimat niż w populacji. Więc jeśli gdzieś redakcja pisze o jakimś niby to problemie to znaczy to tylko tyle, że w redakcji ileś tam osób mniema sobie, że on jest rzeczywisty, a nie mieszkańcy terytorium, na którym owa gazeta jest sprzedawana. Pani w Biedronce oczywiście przyjmie za dobra monetę to, co jakaś gazecina pisze, bo ona ma ważniejsze sprawy na głowie, niż analizowanie jakichś tam niuansów i układów, którymi żyją politycy i redakcje. Jeśli ją pozostawić z opinią kolegium redakcyjnego, to w dobrej wierze uzna ją jako swoją. To redaktorzy przez lata ustalali wynagrodzenia politykom, a nie obywatele. Ludzie władzy miel co najmniej 15 lat, by ponad głowami kolegiów redakcyjnych ściekówców dotrzeć ze swymi racjami. I przekonaliby lud. Zamiast tego, spróbowali zrobić to cichcem jak złodzieje i to w najgorszym z możliwych momencie tak, że nawet ja, który poznałem sprawę od środka i uważam, że powinni zarabiać więcej, uznałem, że jest w tym zwyczajna podłość, a białko mózgu od tych koronawirusowych maseczek im się ścięło.

Pokazali nie tylko brak jakiejkolwiek wrażliwości, empatii, wyczucia i umiaru, ale też swą głupotę, o której do znudzenia już w tym tekście wspominam. Oni najwyraźniej nie są w stanie przewidzieć skutków swoich decyzji. Osiągnęli dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego. Nie tylko nie dostali podwyżki, ale zablokowali ją na bardzo długi czas. Kadencje upłyną, sejmowe pokolenia będą musiały się zmienić, zanim ktoś odważy się podjąć temat i przeprowadzić go.

Wiedza o konsekwencjach ich pracy jest najczęściej rozproszona. Mają ją poszczególne grupy fachowców, a ich głos jest zbyt słaby. Inaczej mówiąc aptekarze nie spotkają się z producentami soków, by razem ustalić jak dotykają ich idiotyzmy uchwalane na Wiejskiej i wspólnie dać potężniejszy głos. Jedni o drugich prawdopodobnie nic nawet nie wiedza, bo trudno by producenci soków i plantatorzy wiedzieli jak farmaceutów wykańcza ustawa „apteka dla aptekarza”. Ci zaś nie wiedzą jak producentów soków i plantatorów dotknie podatek cukrowy. Tymczasem przy okazji zabiegów o podwyżki ich indolencja stała się oczywista dla wszystkich i to niezależnie od sympatii politycznych. Rodzi się więc pytanie: a co jeśli takie – odwrotne od zamierzonych – są skutki większości tego prawa, które uchwalają.

Widzę jedyny sposób na naprawienie przez nich szkód i odkupienie win i załatwienie przy okazji jednej sprawy, która dewastuje życie polityczne w Polsce i niszczy inicjatywy obywatelskie. Jest trująca dla demokracji, zabójcza dla oddolnej aktywności i demoralizująca. Chodzi o dotacje dla partii politycznych. One utrwalają patologiczny układ i niszczą konkurencje na rynku idei i aktywności politycznej. By cokolwiek zrobić tak naprawdę musisz wejść do którejś z tych zatęchłych partii politycznych i poddać się niszczącym kreatywność, entuzjazm, szczerość mechanizmom. Musisz grać w ich grę i marnym pocieszeniem jest od czasu do czasu jakaś próba rozbicia banku czy to przez Palikota, Petru, czy Kukiza. Nie chodzi o ich pomysły, poglądy, tylko o sam fakt, że komuś spoza oficjalnego i opłacanego z pieniędzy podatników kręgu udaje się przełamać oligarchiczny układ na rynku politycznym. Te pojedyncze przykłady bardziej kojarzą się z działaniami handlarzy narkotyków, którzy od czasu do czasu pozwalają policji przejąć jakiś transport, by szlaki i siec dilerska spokojnie sobie funkcjonowały. Więc od czasu do czasu wbije się jakiś Palikot, czy Kukiz, my go przemielimy, a lud będzie miał dowód, że wszyscy maja szansę.

Kiedy budowaliśmy demokracje, szukaliśmy wzorów i czerpaliśmy je z zagranicy, to pewnie można było jeszcze dać sobie wmówić korzyści płynące z dotacji dla partii politycznych. Te miały być emanacją politycznej aktywności – jest ostatecznym i najdoskonalszym wyrazem. Tymczasem pozwalają tylko na uwłaszczanie się na rynku politycznym i zarzynanie oddolnej inicjatywy i konkurencji. Tak to wygląda: partie uwłaszczyły się za nasze pieniądze na rynku polityki i idei.

Likwidacja dotacji byłaby nie tylko dużym krokiem w budowie społeczeństwa obywatelskiego i demokracji. Byłaby tez karą za nieudolne i podłe usiłowanie załatwienie sobie pieniędzy w momencie kiedy tak wielu dotkniętych jest skutkami kryzysu. Kara musi być. Trudno za nią uznać brak łupu. Tak jak dla złodzieja karą nie jest to, że nie udało mu się ukraść i wstydu się nałykał.