Co się wydarzy w polskich sadach. Ryzyko chaosu jeszcze większego
Artur Kiełbasiński 08.03.2017

Prawie niezauważona przez media odbyła się konferencja środowisk prawniczych – głównie sędziowskich. Tymczasem może to być najważniejsze wydarzenie w ostatnich latach, o gigantycznym znaczeniu dla biznesu.

Media o spotkaniu w sprawie „rozproszonej kontroli konstytucyjności” pisały z rzadka. Merytorycznie – tylko w sekcjach prawnych. Media elektroniczne wykorzystały konferencję, głównie jako powód by przypominać o sporze PiS z władzą sądowniczą.

Tymczasem „rozproszona kontrola konstytucyjna” może mieć gigantyczne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości i jego „klientów”.

O co bowiem chodzi? Do tej pory jeśli sąd miał wątpliwości, co do zgodności z prawem jakiegoś przepisu – wysyłał zapytanie do Trybunału Konstytucyjnego i czekał. Rok, dwa, trzy… Teraz – zdaniem środowiska sędziowskiego – oczekiwanie może trwać znacznie dłużej. W ostatnich miesiącach Trybunał orzekał bowiem bardzo rzadko. Pojawia się więc ryzyko wydłużenia, i tak długotrwałych, procedur sądowych.

Remedium ma być zmiana systemu. Teraz każdy sąd – i powszechny i administracyjny – miałby orzekać o zgodności przepisów z Konstytucją. To odwołanie od innych systemów, np. amerykańskiego. Tam każdy sędzia w kraju może orzec, że dany przepis w konkretnej sprawie jest niezgodny z konstytucją i można wyłączyć jego stosowanie. W polskich realiach sąd sprawdzałby, czy nowe przepisy np. o wycince drzew, są zgodne z Konstytucją czy też nie. Samodzielnie, bez pytania Trybunału Konstytucyjnego.

Plusy? Sąd nie odwoływałby się do TK, czas rozpraw w niektórych przypadkach by się skrócił. Wzrosłaby rola sądu. Sąd stałby się strażnikiem praw konstytucyjnych. Brzmi dobrze? Może i tak, ale jest ryzyko, i to poważne.

Otóż w polskich realiach istnieje ryzyko, że nastapiłoby absurdalne różnicowanie sytuacji prawnej obywateli i firm w różnych regionach. Już dziś słychać o złych praktykach administracji, gdy urząd na Mazowszu inaczej interpretuje przepisy niż np. urząd w Szczecinie. Teraz taka sytuacja miałaby miejsce także w sądach. Sąd w Rzeszowie orzekałby inaczej niż w Gdańsku. Bo to, co konstytucyjne w Gdańsku, mogłoby być niekonstytucyjne w Rzeszowie.

W praktyce zamiast wzmocnienia pozycji sądów, mielibyśmy absolutny chaos. Zapisywane w biznesowych umowach miejsce właściwego sądu, mogłoby decydować o całej interpretacji umowy. To sytuacja dla obywateli i biznesu skrajnie ryzykowna.

Czy sądy pójdą w stronę kontroli konstytucyjności? Nie wiem. Wiem natomiast, że TK przez wiele miesięcy nie spełniał swojej funkcji. Ale zastępowanie jego aktywności, aktywnościa każdego sądu jest skrajnie ryzykowne.