Cóż tam panie w polityce? Chińcyki trzymają się mocno?!
Dariusz Matuszak 26.04.2020

Ten cytat z „Wesela” Wyspiańskiego odnoszący się do Powstania Bokserów wszedł już do kanonu polskich powiedzeń i niemal jak żaden pasuje do dzisiejszych rozważań o geopolityce. Szukamy odpowiedzi na pytanie jaki będzie świat po pandemii, i czy Chiny wyjdą z niego wzmocnione i to one wygrają batalię dwóch supermocarstw jaka nam się szykuje. Osobiście przypuszczam, że wątpię, iż „Chincyki trzymają się mocno” i wyjdą z walki o prymat nad światem silniejsze. Według mnie stracą i to bardzo. Wiele wskazuje na to, iż przelicytowali, albo też zupełnie stracili kontrolę nad tym, co się teraz dzieje i żadne rozpaczliwe próby propagandowe tego obrazu nie zmienią. Nikt im już nie wierzy. Wystarczy popatrzeć na liczby. W kraju, w którym wybuchła pandemia i z dnia nadzień zamknięto liczącą 80 milionów mieszkańców prowincję, na koronawirusa zmarły według chińskich danych 4632 osoby. Czyli mniej niż w liczącej 11 milionów mieszkańców Belgii, nie mówiąc już o Hiszpanii, Włoszech, czy Stanach Zjednoczonych. Nikt w te dane nie wierzy.

 

O tym jak oszukiwali świat, jak kłamali na temat przebiegi zarazy, jej pochodzenia, zjadliwości pisał tutaj Tomek Wróblewski. Żadne słanie w świat zapewnień, ani rozłażących się w rękach maseczek, które nie nadają się nawet do podcierania, już tego nie zmienią. Chinom udało się przypomnieć jakim w rzeczywistości państwem są. Oszołomieni ich sukcesami gospodarczymi, rozwojem my, wszyscy na świecie, zapomnieliśmy, że mamy do czynienia z okrutnym komunistycznym reżimem. Chińska Partia Komunistyczna porzuciła niektóre ideały marksistów, czy szerzej lewicy, ale nie te dotyczące prymatu państwa nad jednostką, potrzeby kontroli wszystkiego, zduszania w zarodku najmniejszych przejawów oporu, cenzurowania słowa i myśli, permanentnej inwigilacji, traktowania obywateli jak tylko części wielkiej imperialnej maszyny. Jeśli coś się Chinom udało, to przypomnieć, że ich reżim gotów jest kłamać, więzić, zabijać.

Nie wiemy jakie jest pochodzenie chińskiego wirusa. Czy rzeczywiście wziął się z owego targu dla zwierząt, czy wydostał się z laboratoriów, które całkiem przypadkowo są w Wuhan, czy też odbyły się jakieś „ćwiczenia” które wymknęły się spod kontroli. Wiemy jedno: że kłamstwa Chin i ich wspólniczki WHO, niezależnie od błędów popełnionych przez inne państwa, także przyczyniły się do tego, że pandemia ogarnęła cały świat. Gdybyśmy sobie zadali pytanie: czy chiński reżim gotów jest poświęcić życie stek tysięcy własnych obywateli, by np. wygrać jakąś wojnę handlową z USA, zwiększyć swe wpływy na świecie, to odpowiedź niestety brzmi: tak. I wszystko co teraz Chiny robią tylko utwierdza w tym przekonaniu.

Chiny mogły zaimponować, sprawić, że zapomni się o prawdziwym charakterze tego państwa, w którym jednostka jest zerem. Świat pogodził się z tym, bo wydawało się, że łamanie praw to stosunkowo niewysoka cena za wyciągnięcie setek milionów ludzi z koszmarnej biedy. Że to po prostu taki specyficzny chiński styl. Teraz jednak przypominamy sobie, że droga mogła być inna. Że Tajwan, Hongkong, Singapur, który tak w rzeczywistości to „little China”, czy Korea Południowa mogły osiągnąć to co one bez zaprowadzania okrutnego reżimu.

Nie jestem żadnym znawcą Chin, mogę pisać tylko o impresjach, wrażeniach, pojmowaniu instynktownym, ale one nie zawiodły mnie. Od swej pierwszej wizyty w Chinach, a było to ho, ho, ho – ponad 30 lat temu – wiedziałem, że wyrastają na potęgę. Energia, pracowitość, przedsiębiorczość tego społeczeństwa są niewiarygodne i mogły zaimponować nawet polskim turystom z czasów PRL, dla których nie istniały żadne przeszkody. Wtedy mówiło się, że tylko dwie rzeczy na świecie są niezwyciężone: Armia Czerwona i polski turysta.

Podróżowałem z przyjaciółmi i pewnego dnia, gdy byliśmy w Kantonie okazało się, że musimy dostać się do Pekinu. Nie było wtedy innego sposobu jak kupić bilety na pociąg w trzeciej klasie. Do wagonu, którym mieliśmy jechać wsiadło milion Chińczyków. Miałem bilet z miejscówką, ale okazało się, że tylko na tyłek. Na nogi już nie. Pod nimi, na podłodze położyło się 6985 Chińczyków. Miejsce na palce od stóp miałem pomiędzy ich głowami, nogami, tułowiami i tobołami. Sztuka przetrwania polegała na tym, że jak ktoś nieostrożnie nawet na chwilę przesunął się choćby o kilka centymetrów, to natychmiast nogą, głową, łokciem trzeba było zająć to miejsce.

Na stacjach tylko się wymieniali. Wysiadało pół miliona, a kolejne pół wsiadało. Wsiadali też sprzedawcy jedzenia, napojów, papierosów etc. Z wagonu usuwano 4 tony poobgryzanych kości kurczaków i doładowywano go 8 tonami parujących posiłków. Tak jechaliśmy niemal dwie doby. Słynny w czasach PRL pociąg Olsztyn – Zakopane był w porównani z tym luksusowym wycieczkowcem opływającym Karaiby. Jakiż to był ogromny kontrast w porównaniu ze wszystkimi innymi pogrążonymi w letargu i apatii krajami demoludów.

Imponowali mi. O 3 w nocy można było kupić niemal wszystko. Iść do budy i zjeść zupę i nietoperza. Pod gołym niebem zagrać na ulicy w bilard i pić piwo. Obok siedział fryzjer, który strzygł tych, którzy akurat czekali na swoją partię, czy któryś wolny stół. Od rana na miliardzie rowerów jechało miliard Chińczyków. Każdy gdzieś jechał, coś przewoził, coś na ulicy rozstawiał – stragan, warsztat, gabinet lekarski, garkuchnię, salon kosmetyczny, czy szulernię. Pekin był wtedy jedną gigantyczną brudną dziurą z dzielnicami hutongów – domków z suszonego gówna i błota, wielkimi jak miasta. Cywilizacją były tylko europejskie kwartały pobudowane przed chińską rewolucja, Zakazane Miasto i okolice Placu Niebiańskiego Spokoju – Tiananmen, na którym wkrótce miało dojść do masakry protestujących. Gdzieniegdzie jakiś budowany przez Japończyków wieżowiec. Reszta to hutongi z których każdego świtu wychodziło miliard Chińczyków by budować swój dobrobyt i potęgę Chin. Mimo biedy, wszechogarniającego bałaganu i chaosu wszystko działa jakoś nadzwyczaj sprawnie.

Do Chin wjechaliśmy wtedy przez przejście graniczne z ZSRR w Zabajkalsku. Dostaliśmy do wypełnienia jakieś deklaracje, a kolega z Australii dla żartu wpisał, że ma HIV. Świat wtedy żył tą zarazą. No i znaleźli go. Po 10 dniach, tysiącach kilometrów dalej, na jakimś zadupiu po lewej stronie przyszli po niego panowie i zabrali go. Wrócił po dobie, gdy ostatecznie okazało się, że żadnego wirusa nie ma. Ale znaleźli go i to nam też imponowało.

Kilka lat później nie poznałem już Pekinu. To była metropolia jakich w Europie trudno szukać. Nie ma co się dopatrywać w niej nadzwyczajnego piękna, czy harmonii. Ważne było to, że miliony ludzi z jakichś bud i chodników przeniosło się do jakichś mieszkań. I nikt wtedy nie myślał o tym jakim to wszystko stało się kosztem. Ale teraz Chińczycy przypomnieli nam o tym czym jest ich reżim.

Nie wierzę, że przejmą jakieś łańcuchy dostaw, jakieś bankrutujące przedsiębiorstwa. Będzie odwrotnie. Będą musieli zacząć się zwijać. Przynajmniej z Zachodu. Gdy świat wreszcie zacznie sobie z pandemią radzić, przyjdzie czas na wymierzenie kary. Pierwszy sygnał dał już Donald Trump. Nie trzeba nawet patrzeć na to w kategoriach rewanżu. Prezydent USA zapowiedział, że wielką część produkcji trzeba przenieść z Kraju Środka z powrotem do Stanów Zjednoczonych i stanie się to oczywiści kosztem chińskich przedsiębiorstw. Okazało się, że Ameryka tak bardzo uzależniona jest od Chin, że nawet własnej głupiej aspiryny nie ma, czy jakichś tam maseczek, etc. Prezydent USA niemal otwarcie mówi o śledztwie i konsekwencjach okłamywania świata na temat koronawirusa. Kwestią otwartą pozostaje dla niego tylko to, czy zrobili to wszystko intencjonalnie, czy też jest to efektem zwykłych zaniedbań, kultury działania, biurokratycznych procedur. Stan Missouri już zapowiedział pozwanie Chin przed międzynarodowe trybunały.

Reszta świata też im nie daruje. Śledztw domagają się Brytyjczycy, Australijczycy, Niemcy. Nawet ciamajda kanadyjski premier Trudeau wydusił z siebie słowa ostrzeżenia. Chińskie przedsiębiorstwa nie wybiorą się na polowanie, by łowić podupadające na Zachodzie firmy, czy stawać się dostawcami towarów, których brakuje. Oczywiście trzeba przyjąć jakieś minimum zdrowego rozsądku, którym musi kierować się Zachód, i że liderzy nie otrzepią się po pandemii mówiąc, że nic się nie stało. Na to zresztą najprawdopodobniej nie pozwolą obywatele. Ponad 80 proc. Brytyjczyków domaga się śledztwa w sprawie Chin i ukarania ich, gdyby okazało się, że są winne.

Inaczej będzie się tez patrzyć na owe chińskie towary. Kiedy indywidualnie kupowało się tandetę, można było się godzić na to, że się rozpada. Wiadomo – taniocha to się psuje. Co innego tandeta w skali zbiorowości – całego państwa i to zwłaszcza wtedy, gdy potrzeba dostaw ratujących ludzi. Przekonali się już o tym Finowie, Holendrzy, Niemcy, Hiszpanie, Włosi, Francuzi, którzy odbierali z Chin sprzęt i wyposażenie medyczne. Zbyt wiele razy okazywało się, że to się do niczego nie nadaje. Francuscy lekarze pokazywali rozłażące się w rękach kombinezony ochronne made in China.

Największa niemiecka gazeta „Bild” wyliczyła odszkodowanie jakiego Niemcy powinny domagać się od Chin. Z kalkulacji wynika, że jeśli z powodu pandemii PKB w kraju będzie niższy o 4,2 proc, to każdemu Niemcowi należy się od Chin po 1784 euro. Wychodzi 149 miliardów odszkodowania tylko za straty gospodarcze. Naczelny gazety Julian Reinchelt wprost zaatakował Chiny i komunistyczny reżimu. Brutalnie zwrócił się do prezydenta Chin Xi Jinpinga i napisał to co myślą politycy, ale czego jeszcze nie odważyli się powiedzieć.

“To ty, twój rząd, twoi naukowcy wiedzieli jak bardzo zaraźliwy jest ten wirus, ale ukryliście to przed światem. Twoi najlepsi eksperci nie odpowiadali, kiedy zachodni badacze zapytali co dzieje się w Wuhan. Byłeś zbyt pyszny, aby powiedzieć prawdę, bo według ciebie okrywało to twoje państwo hańbą. Rządzisz poprzez inwigilację. Nie byłbyś prezydentem bez inwigilacji. Monitorujesz wszystko, każdego obywatela, ale odmawiasz monitorowania podejrzanych rynków w swoimi kraju. Zamknąłeś wszystkie gazety i strony internetowe, które krytykują twoje rządy, ale nie stragany, na których sprzedawana jest zupa z nietoperzy. Nie tylko monitorujesz swoich ludzi, ale zagrażasz im – a wraz z nimi reszcie świata

Inwigilacja jest zaprzeczeniem wolności. A naród, który nie jest wolny, nie jest kreatywny. Naród, który nie jest innowacyjny, niczego nie wynalazł. Właśnie dlatego uczyniłeś swój kraj mistrzem świata w kradzieży własności intelektualnej. Chiny wzbogacają się wynalazkami innych, zamiast wymyślać na własną rękę. Powodem, dla którego Chiny nie wprowadzają innowacji i wynalazków, jest to, że nie pozwalasz młodym ludziom w swoim kraju myśleć swobodnie. Największym hitem eksportowym Chin (którego nikt nie chciał mieć, ale który mimo to rozprzestrzenił się na cały świat) jest koronawirus.

Twoje laboratoria w Wuhan badały koronawirusy w nietoperzach, ale bez zachowania najwyższych standardów bezpieczeństwa. Dlaczego wasze toksyczne laboratoria nie są tak bezpieczne jak więzienia dla więźniów politycznych? Czy zechcesz to wytłumaczyć rozpaczającym wdowom, córkom, synom, mężom, rodzicom ofiar korony na całym świecie?

W twoim kraju, twój lud szepcze o tobie. Twoja moc znika. Stworzyłeś nieprzeniknione, nieprzejrzyste Chiny. Przed koronawirusem Chiny były znane jako państwo nadzoru. Teraz Chiny są znane jako państwo inwigilacji, które zaraziło świat śmiertelną chorobą. To jest twoja spuścizna polityczna”.