Czas bezkarności? Czy w Polsce będzie można egzekwować długi
Artur Kiełbasiński 23.04.2019

Propozycje nowelizacji kodeksu karnego, nad którymi trwa obecnie dyskusja, mogą okazać się nadzwyczaj „skuteczne”. Ofiarą tej skuteczności będzie polski przedsiębiorca… I to w sferze, gdzie już dziś jako społeczeństwo i środowiska biznesowe mamy najwięcej kłopotów – w sferze windykacji.

 

Co szykuje polskim przedsiębiorcom ustawodawca? Przepis pozornie brzmi bardzo poważnie i odpowiedzialnie. Z założenia ma chronić nasze bezpieczeństwo i poczucie prywatności.

Zerknijmy w projekt.

Art. 190a kk

§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia lub w istotnym stopniu narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Dobry przepis? Dobry i potrzebny chciałoby się zakrzyknąć. No, ale „diabeł tkwi w szczegółach”, a w tym przypadku tym szczegółem jest jeden z kolejnych paragrafów tego artykułu. Otóż ustawodawca w dalszej części dopisał, coś co musi niepokoić przedsiębiorców.

§ 3. Jeżeli sprawca działa w sposób określony w § 1 w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Teoretycznie – szczytna ochrona dłużnika przed bezprawnym działaniem. W praktyce – gigantyczny cios w przedsiębiorców. Co bowiem oznacza ten przepis? Ten przepis oznacza, że każdy dłużnik, dosłownie każdy może złożyć uzasadnione doniesienie na windykatora, firmę windykacyjną, a nawet komornika. W przepisie roi się bowiem od subiektywnych określeń. Co oznacza „uporczywe nękanie” czy „poczucie zagrożenie”? No więc powiedzmy wprost – pod te określenia można osiągnąć wszystko. Konsekwentne próby umówienia się na rozmowę o zwrocie długu to przecież „uciążliwe nękanie”. Ja dłużnik, nie chcę rozmawiać o zwrocie długu, a wierzyciel, albo jego siepacze mnie nękają. Kolejny mail, kolejny telefon… Nękanie jak nic.

Siedzi taki dłużnik w spokoju na karaibskiej plaży (albo choćby hiszpańskiej), a tu jakiś prostak, który chce odzyskać swoje pieniądze, wywołuje u spokojnego dłużnika poczucie zagrożenia. A może informacje o długu, który nie jest spłacany „poniżają” dłużnika. Ma taki przedsiębiorca dobrą opinię, maskuje swoją nierzetelność finansową jak tylko potrafi, a tu nagle takie poniżające plotki…

Co więcej – skoro siedzi dłużnik na plaży z prywatną żoną, albo prywatną przyjaciółką, to prowadząc windykację mamy do czynienia z naruszeniem prywatności. Do prokuratora, natychmiast!

Przykłady absurdalnych sytuacji można mnożyć. Każdy prowadzący działalność gospodarczą zna setki opowieści o sprytnych dłużnikach, którzy latami unikają egzekucji, a jednocześni korzystają z szerokiej gamy uroków życia. Czasami bardzo kosztownych.

Według badań organizacji przedsiębiorców w Polsce mniej niż 30% przymusowych egzekucji kończyło się skutecznym odzyskaniem wierzytelności. To patologia niszcząca polskie życie gospodarcze i rujnująca zaufanie w biznesie. Tymczasem państwo zamiast zwalczać te patologie próbuje wzmacniać pozycję dłużników. To z gruntu zły kierunek zmian.

Czy to oznacza, że nie trzeba wzmocnić dłużników przed marginesem bandyckich działań wierzycieli? Trzeba. Ale w inny sposób. Po pierwsze – przepisy karne powinny obejmować tylko próby egzekucji nieistniejących należności. Ktoś, kto fabrykuje fikcyjne długi nie powinien czuć się bezkarny. Po drugie, w kodeksie karnym nie można odwoływać się do tak subiektywnych określeń jak „poczucie zagrożenie czy poniżenia”.

Jednak ochrona przed nierzetelnym lub zbyt restrykcyjnym działaniem organów egzekucyjnych lub firm windykacyjnych nie powinna wynikać z kodeksu karnego. Istota rozstrzygania sporów to sprawne sądy cywilne (w tym gospodarcze), które szybko i sprawnie powinny rozstrzygać kwestie takie jak istnienie zobowiązania, jego wysokość, sposób prowadzenia egzekucji.

Zamiast tworzyć przepisy karne wymierzone w wierzycieli, trzeba usprawnić postępowanie w sprawie zabezpieczania roszczeń i rozstrzyganie skarg na czynności komornicze. To wymaga zmiany, a nie przepisy karne. Planowany ruch wzmocni pozycję dłużników, w tym tych nierzetelnych i nieuczciwych. W skrajnych przypadkach przepisy karne mogą niemal uniemożliwić prowadzenie egzekucji komorniczej. A to dla całej gospodarki jest bardzo zła informacja.