Państwo i Prawo
Czy Polska potrafi budować w Europie koalicje? To ważniejsze pytanie niż spór o weto
Artur Kiełbasiński 14.12.2020

Przez media przelewa się fala dyskusji czy groźna użycia weta w negocjacjach przyniosła duetowi polsko-węgierskiemu sukces. Jednej odpowiedzi nie ma. Jednak analizując wypowiedzi mediów liberalno-lewicowych wydaje się, że groźba użycia weta okazała się sukcesem Warszawy i Budapesztu. Oczywiście, słychać głosy, że duet Morawiecki i Orban był zbyt ustępliwy, choć stanowią one raczej margines dyskusji. Niezadowolonych widać po obu stronach, co najlepiej pokazuje, że mamy do czynienia z realnym kompromisem. Bo kompromis oznacza ustępstwa z obu stron.

 

Rzecz w tym, że dyskusja na temat tej sytuacji ma dziś wyłącznie znaczenie historyczne. Problem na przyszłość jest zupełnie inny.

Otóż od kilku lat mamy do czynienia z bliską współpracą Polski i Węgier w otoczeniu pewnej pustki politycznej. Głosy wsparcia ze strony różnych środowisk politycznych nie przekładają się bowiem na realne poparcie państw i środowisk politycznych na forum unijnych instytucji.  I ta słabość jest wyraźnie widoczna.

Może mieć ona swoje praktyczne konsekwencje – unijne instytucje i rządy państw próbujących naciskać na Polskę w różnych sytuacjach i z różnych przyczyn będą zabiegać o takie zapisy w unijnym prawie, aby wzmacniać możliwości blokowania polsko-węgierskiej koalicji. I z takimi działaniami będziemy mieli permanentnie do czynienia.

Możliwość zaradcza jest w zasadzie jedna – Polska musi skuteczniej niż dotąd budować w Europie koalicje. W różnych sprawach, z różnymi partnerami. O ile politycznie politycy Zjednoczonej Prawicy będą wzmacniać relacje polsko-węgierskie, to trzeba się nastawić na budowanie zupełnie innych, czasami wręcz „egzotycznych” koalicji.

Przykład nasuwa się dość oczywisty, choć jednak słabo znany. Polskie firmy transportowe zmagają się ze skutkami tzw. pakietu mobilności, który specjaliści z branży nazywają „pakietem antymobliności”. Ograniczenia w pracy polskich firm transportowych wynikały w głównej mierze z niechęci władz francuskich do mocnej pozycji na rynku polskich transportowców. W efekcie wprowadzono w życie regulacje generujące koszty polskich firm. Pretekstem do ich uruchomienia były kwestie związane z warunkami pracy kierowców, ale także obostrzenia administracyjne uderzające w przewoźników. Podobne działania wymierzone były w zarejestrowane w Polsce firmy świadczące usługi w innych państwach Unii.

W walce z francuskimi pomysłami dotyczącymi transportu, w dużej mierze przegranej, Polska nie wykorzystała naturalnego sojusznika, którym mogli być ekolodzy. Pakiet mobilności oznacza bowiem setki tysięcy kilometrów przejeżdżanych bez ładunków, w imię realizacji wizji odpoczynku i przerw w pracy. Pokazanie absurdów ekologicznych tej regulacji mogło osłabić francuskie oczekiwania i naciski. Niestety, budowa koalicji z ekologami nie została zrealizowana ani przez poprzednie rządy, ani obecne. Co więcej – z przyczyn politycznych dogadywanie się z ekologami nie stawiano sobie za mocny cel. Tymczasem współpraca z tymi środowiskami mogła przynosić pożądane efekty dla polskiej branży transportowej.

I taka postawa musi się zmienić. Polska dyplomacja w najbliższych latach powinna tworzyć choćby najbardziej dziwaczne koalicje. Do tego – różne, w różnych sprawach. Dogadywanie się z państwami czy frakcjami politycznie odległymi od polityki rządu powinno być na arenie europejskiej normą, o ile mamy żywotne interesy, które można w ten sposób obronić. Kryterium zawierania porozumień powinna być właśnie skuteczna ochrona polskich interesów politycznych, ale przede wszystkim społeczno-gospodarczych. Politykę i ideologię w takich przypadkach warto odłożyć na bok.

Zaczątki takich działań widać było w przeszłości, gdy udawało się budować koalicje np. w sprawach klimatycznych i nowej polityki ekologicznej Unii. Jednak były to wyjątki od pewnej zasady. Dziś umiejętność budowania różnorodnych koalicji powinna być podstawowym zadaniem polskiej dyplomacji.

Umiejętność budowy tych relacji nie uderza w polityczne sojusze czy strategię polityczną rządu. To musi być natomiast narzędzie ochrony różnorodnych polskich interesów. W tej sytuacji najważniejsze pytanie brzmi – czy jesteśmy w stanie tak układać działania naszej dyplomacji, by budować takie koalicje. I to pytanie jest znacznie ważniejsze, niż przepychanka, kto ostatnio wygrał w Brukseli.