Damaszek bliżej niż sądzisz
Tomasz Wróblewski 21.12.2018

Damaszek jest bliżej niż sądzimy. Prezydent Trump, w swoim unikalnym stylu ogłosił na Twitterze wycofanie wszystkich, 7 tysięcy amerykańskich żołnierzy, z Syrii. Inne źródła podają, ze wkrótce kolejne 14 tysięcy opuści Afganistan. Nawet jeżeli, jak pisze prezydent, to kłopot dla Rosji i Iranu, które same będą musiały borykać się z islamskim terroryzmem, to w przyszłości poważniejszy problem możemy mieć w Europie i w Polsce.

 

Pierwsze co oczywiście przychodzi nam na myśl, to zagrożenie nowymi falami migracji, upokorzenie europejskich, głównie francuskich wojsk, które pozostają dalej w regionie narażone na ataki islamistów i rosyjskie prowokacje. W dłuższym okresie czasu, decyzja Trumpa znacząco jednak umacnia pozycję Rosji w roli globalnego gracza. Przewrotny pomysł budowania wspólnego amerykańsko-rosyjskiego frontu przeciwko Chinom i pozyskania przychylności Moskwy za cenę podziału świata na strefy wpływów, to dla nas nie jest już abstrakcyjna rozgrywka w odległym o blisko 4 tysiące kilometrów Damaszku, ale sytuacja za naszą wschodnią granicą, jakieś 3 godziny jazdy samochodem z Warszawy.

Stany Zjednoczone nigdy nie chciały angażować się w Syrii. Barack Obama robił wszystko, żeby trzymać się z daleka od koszmaru arabsko-arabskiej wojny. Technologia łupkowa i uniezależnienie Stanów Zjednoczonych od importu ropy, spowodowały, że Ameryka straciła zainteresowanie regionem. Obama zdecydował się wysłać wojska dopiero po tym jak CNN, zaczął na żywo transmitować karawanę uchodźców przemierzającą Europę.  Amerykańskie wojska interweniowały, ale za późno żeby powstrzymać największy w historii nowożytnej kataklizm uchodźczy w Europie. Obama rozpoczął oczyszczanie Iraku i Syrii z bojowników ISIS, ale nie powstrzymał rosyjskich wojsk, które płynnie weszły w próżnię po tym co kiedyś było państwem syryjskim.

Dla tych dla których czas zatrzymał się na początku tego stulecia, epoki szerzenia globalnego ładu liberalno-demokratycznego, decyzja Trumpa o wycofaniu wojsk wyda się nieodpowiedzialna i politycznie szalona. Dla tych z nas, którzy żyją w nowej, post-globalnej rzeczywistości, w świecie narodowych egoizmów, jest trudne do przyjęcia, ale do bólu logiczne i pragmatyczne posunięcie. Spójne z filozofią „America First”. Ameryką głównie skoncentrowaną na utrzymaniu dominacji na Pacyfiku, zatrzymaniu chińskiej ekspansji i obronie przewagi gospodarczej Stanów Zjednoczonej. Coś za co Waszyngton gotów jest pewnie zrezygnować z wpływów na Bliskim Wschodzie.

Trump mówiąc, że Rosji przyjdzie zapłacić wysoką cenę za pozostanie w Syrii, pewnie ma rację. Widmo afgańskiej klęski z pewnością będzie ciążyło Putinowi. My też, oczywiście możemy liczyć na to, że Rosja angażując ogromne środki na Bliskim Wschodzie okaże się za słaba do prowadzania działań na Ukrainie, nie mówiąc o tworzeniu zagrożenia dla Polski. Pytanie nie jest czy jutro Rosja zechce dokonać agresji na Polskę, tylko jakie inne gesty wobec Putina może Trump wykonać, żeby osłabić Chiny? Można spekulować, ale czego dłużej nie można robić, to zwlekać z tworzeniem nowej spójnej strategii europejskiej współpracy i pogłębiać naszą przepaść z Zachodem Europy.