Dbajmy choć o zbrojenia, skoro autostrady aresztują
Cezary Kaźmierczak 08.09.2015

Polska do 2022 r. wyda bardzo dużo na autostrady i zbrojenia. Autostrady zostawmy na razie w spokoju, bo brawurowy model ich budowy przyjęty przez rząd już wcześniej wykończył polskie firmy, a po październiku mają być aresztowane przez PIS. Zajmijmy się zbrojeniami. Warto – póki nie jest za późno – zadbać o firmy działające w Polsce i tu płacące podatki, by nie podzieliły losu tych od autostrad. A taki los zdaje im się szykować „najlepszy rząd od 1989 r.”. Na zbrojenia wydamy 140 mld zł. Prawie dziesięć procent z tej kwoty ma iść na zakup śmigłowców. I tu objawia się geniusz strategiczny „najlepszego ministra obrony od 1989 r.”, Tomasza Siemoniaka, który z kolegami wymyślił, że będzie to jeden śmigłowiec. Do wszystkiego. 

Nie zamierzam udawać specjalisty, ale że jest to bzdura przekonuje mnie to, że takie rozwiązania nie są stosowane w innych armiach. Inne śmigłowce mają do transportu, inne do ratownictwa, inne do walki z łodziami podwodnymi etc. Wielu ekspertów to potwierdza. Potwierdza to też potoczne doświadczenie: ilekroć z głupoty bądź po pijanemu dałem się namówić na zakup czegokolwiek do „wszystkiego”, w praktyce okazywało się, że jest to do „niczego”. Obawiam się, że podobnie może być z wyborem ministra Siemoniaka.

Kluczową rzeczą są jednak sprawy ekonomiczne. Nie wchodząc w kwestie techniczne – w które nawet trudno jest wejść, bo według „najlepszego ministra obrony od 1989 r.” są tajne – wszyscy eksperci i wojskowi twierdzą, że śmigłowce produkowane w Mielcu czy Świdniku nie są znacząco gorsze od tych produkowanych we Francji. Wielu twierdzi nawet, że są lepsze.

Jaki zatem interes ma Rzeczypospolita, żeby je kupić we Francji, a nie w Polsce?! Świdnik i Mielec dają pracę 5,6 tys. ludzi. Tyle polskich rodzin żyje z pracy tych fabryk, a „najlepszy minister obrony od 1989 r.” zamawia sobie śmigłowce we Francji! Mimo że zgodnie ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej „procesy modernizacyjne powinny wykorzystywać polski przemysłowy potencjał obronny”. Sugeruję MON, żeby dopisać: „nie dotyczy śmigłowców”.

Przypuszczam – choć takiej wiedzy nie mam – że wybór żabojadzkiego śmigłowca był podyktowany jakimiś względami politycznymi. Jeśli tak jest i musimy za coś w jakiś sposób żabojadom się odpłacić – to ja postuluję, żebyśmy kupili od nich coś, czego sami u siebie nie mamy, i coś, co jest nam rzeczywiście potrzebne. A nie akurat w tej dziedzinie stosowali innowacje na skalę światową i kupowali u obcych, a nie swoich. Nikt tak po prostu nie robi, bo to rażąca głupota.

Opowieści MON, że Airbus Helicopters, wkrótce staną się „swoi”, w wyniku ich inwestycji w Łodzi, to opowieści dla pensjonarek. Ludovic Andrevon, koordynator Francuskiej Konfederacji Zarządzania – Generalnej Konfederacji Kadr grupy Airbus, stwierdził, że grupa będzie „pilnować, aby prace o dużej wartości dodanej nie były zlecane podwykonawcom”, a „umowa z Polską powinna korzystnie wpłynąć na zatrudnienie w głównych zakładach Airbus Helicopters”.

Z powyższych powodów w opublikowanym właśnie raporcie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców stwierdza, że na podstawie światowych doświadczeń błędne było założenie MON o potrzebie oparcia wszystkich, tak bardzo różniących się od siebie konstrukcji, na jednej platformie bazowej oraz że przetarg w dotychczasowym trybie trzeba zamknąć bez wyboru oferty, a następnie dokonać dwóch zamówień z wolnej ręki, w trybie zamkniętym – jednego w Mielcu, drugiego w Świdniku. Tego wymaga rozsądek oraz polski interes gospodarczy. Polska jest w unikatowej na skalę europejską, komfortowej sytuacji – mamy na terenie kraju dwóch producentów śmigłowców. Niewykorzystanie tej ogromnej szansy i przewagi zdecydowanie byłoby przejawem ciężkiej głupoty.

PS. Uprzedzając zarzuty MON, że znam takiego czy innego dyrektora z Mielca czy Świdnika, byłem z nim w zarządzie w jednej fundacji, piłem wódkę, zakąszałem ogórkiem i śpiewałem sprośne piosenki – uprzejmie informuję, że „interesy gospodarcze” łączyły mnie też z wiceministrem obrony Czesławem Mroczkiem. Otóż bodaj w 1988 r. z kolegą pożyczyliśmy mu nadajnik do nadania nielegalnej audycji Radia Solidarność w Mińsku Mazowieckim (oddał). To nawet gorzej niż „interesy gospodarcze”, to było nielegalne, w zasadzie „grupą przestępczą” byliśmy.

***
Tekst ukazał się we WPROST