De-amerykanizacja Ameryki
Tomasz Wróblewski 31.10.2016

To co najbardziej porusza w amerykańskich wyborach, to, że to są właśnie amerykańskie wybory. Kraj od bez mała 100 lat wyznaczający zasady demokracji, jedyny w swoim rodzaju kompas moralności w polityce, lada chwila może wybrać na prezydenta jedną z najbardziej skorumpowanych postaci w zachodniej polityce. Ważniejsze od wyniku wyborów będzie to jak i czy Ameryka poradzi sobie z moralnym upadkiem swojej demokracji.

To wciąż prawdopodobne, że Amerykanie wybiorą na prezydenta Hillary Clinton, której cyniczna gra, wykorzystywanie stanowiska sekretarza stanu do budowy prywatnego imperium finansowego, może  sparaliżować najpotężniejsza  demokrację na świecie. Z każdym dniem dociera do nas więcej szczegółów na temat przemyślnego systemu korupcji jakim Hillary Clinton, jej mąż i klika najbliższych współpracowników, opletli amerykański rząd. Hillary Clinton,  zanim jeszcze objęła urząd sekretarza stanu założyła własny serwer mailingowy, który od początku planowała wykorzystywać do kontaktów z biznesem i przywódcami innych państw, gotowych płacić za przychylne im decyzje polityczne rządu USA. Miliony dolarów na fundacje Clintonów wpłacali arabscy szejkowie gwarantujący sobie amerykańską bierność  w konfliktach zbrojnych,  przymykanie oczu na łamanie praw człowieka, nie mówiąc o brudnych interesach w regionie. Pieniądze płynęły od australijskich biznesmenów ubiegających się o koncesje handlowe, od właścicieli drużyn sportowych, którzy chcieli załatwić wizy dla swoich zawodników. Dziesiątki milionów poszły z kieszeni najbliższych współpracowników Putina, którzy kupili sobie przychylność Departamentu Stanu dla przejęcia przez rosyjską firmę znaczącej kontroli and amerykańskimi złożami uranu. To co amerykańskie media złośliwie nazywają dziś Clinton Inc. w rzeczywistości jest przykładem degeneracji polityki na skalę dotychczas obserwowaną wyłącznie republikach bananowych czy Rosji. Przykład bezprecedensowej infiltracji amerykańskiego systemu politycznego przez wywiady najbardziej odpychających reżimów na świecie, a wszystko to przy braku jakiejkolwiek reakcji prezydenta Obamy, bezsilności komisji śledczych Kongresu, sądów. Kiedy wreszcie szef FBI James Comey odważa się ogłosić śledztwo przeciwko Clinton, największe  stacje telewizyjne i tytuły prasowe, na co dzień dumnie obnoszące się ze swoją troską o demokrację i czystość polityczną, atakują go nie czekając nawet na dowody w sprawie. Mało kogo zdaje się razić to, że maile skrywające matactwa i brudne interesy Clinton znajdują się na komputerze, który były kongresmen wykorzystywał do przesyłania nastolatkom zdjęć swoich narządów płciowych. W pełni otwarty na włamania obcych służb i potencjalny szantaż.  Organizacje i media szczycące się walką o równość i prawa kobiet, zamiast troszczyć się o pedofilskie treści mieszające się z tajnymi dokumentami państwa i przekrętami sekretarz stanu, oskarżają szefa FBI o dyskryminację Clinton z racji tego, że jest kobietą.

To nie tylko amerykańska polityka oszalała. Mamy wrażenie, że całe otoczenie kultury politycznej popadło w jakiś obłęd, wpadło w czarną dziurę bez  wyjścia. Hipokryzji oszustw polityków i politycznie poprawnej narracji mediów, przeciwstawiają się już tylko ludzie jak Donald Trump. Nie miejmy złudzeń, to nie jest kandydat nieskazitelnej uczciwości i prawości, który może przywracać wiarę w Amerykę. Ale Trump ze swoją odrażającą powierzchownością, mętnymi interesami, godnym pogardy stosunkiem do kobiet, nie jest przyczyną upadku amerykańskiej polityki. Jest co najwyżej prymitywnym objawem demoralizacji i wulgaryzacji demokracji.  Źródłem i emanacją zła jest świat Clintonów. Nie tylko nieetycznego, ale zaraźliwej choroby całego zachodniego świata. Upadek zachodnich wartości w  chwili zagrożenia rosyjskim imperializmem, chińską ekspansją w Azji,  gospodarczo-społeczną degrengoladą  Europy, nie mówiąc o zagrożeniach terrorystycznych i migracyjnych, stanowi najgorszy z możliwych scenariuszy. Kto ma stanowić dziś wzorce wychodzenia z globalnej zapaści. Lewicowa Francja, ze słabym prezydentem, która nie potrafi sobie poradzić z kilkoma tysiącami nielegalnych migrantów w Calais? Niemcy, których egoizm gospodarczy doprowadził do skłócenia ze sobą Europy i zubożenia całego południa? A może ta nowa Ameryka przejmująca rosyjskie wzorce, gdzie kierunek światu mają nadawać prywatne interesy narodowych watażków – Clintonów czy Czubaisów.

Pozostaje nam wierzyć w wielką siłę witalną Amerykanów, którzy wielokrotnie w przeszłości potrafili wyjść mocniejszy z podobnych kryzysów. Choć dziś, na tydzień przed wyborami, doprawdy pozostaje nam tylko wiara.