Deja vu 3
Robert Gwiazdowski 15.10.2016

Wrze dyskusja o porogresji podatkowej. I “jak znalazł” artykuł znów z 2003 roku znalazłem:

“Wielki przełom polityczny jaki miał miejsce w Polsce w roku 1989 postawił na porządku dziennym wiele kwestii gospodarczych, w tym również podatkowych. Na początku przemian ustrojowych przyjęto, niestety, że należy inkorporować z dobrodziejstwem inwentarza rozwiązania podatkowe istniejące w państwach Unii Europejskiej. Tymczasem noblista Milton Friedman radził Polsce, aby nie opierała się na obecnej polityce krajów najwyżej rozwiniętych, lecz raczej na tej, jaką stosują kraje najszybciej się rozwijające, czyli takiej samej, jaką państwa najlepiej rozwinięte stosowały wówczas gdy znajdowały się na takim etapie rozwoju jak Polska dzisiaj. Alvin Rabushka, autor koncepcji podatku liniowego w Stanach Zjednoczonych, podkreślał, że imitując model Europy Zachodniej Polacy popełnili by poważny błąd. W ostatnich latach w Europie Zachodniej nie dzieje się najlepiej, gnębią ją wysokie bezrobocie, wysokie podatki, ogromny zakres interwencji rządu w sprawy gospodarcze i niski wzrost dochodu narodowego. „Jeśli polscy przedsiębiorcy obciążeni zostaną wysokimi podatkami i objęci rządową regulacją, co hamuje wzrost gospodarczy Europy Zachodniej, sektor prywatny nigdy naprawdę w Polsce nie rozkwitnie” – pisał. W okresie międzywojennym zwrócił na te same okoliczności uwagę Roman Rybarski. „W innym położeniu – twierdził – jest skarb w społeczeństwie, którego życie gospodarcze jest już normalnie rozwinięte, i w którym z roku na rok zjawia się już tylko regularna nadwyżka dochodów, aniżeli w społeczeństwie odbudowującym się po wielu katastrofach i zniszczeniach. W społeczeństwie drugiego typu nie ma jeszcze czystego dochodu najbardziej nadającego się do opodatkowania …” Wszystkie te poglądy opierają się na myśli wyrażonej już przez Adama Smitha: “podobnie jak tylko najsilniejsze organizmy mogą żyć i cieszyć się zdrowiem przy niehigienicznym trybie życia, tak też tylko te narody, które we wszystkich gałęziach gospodarstwa posiadają największe naturalne i nabyte bogactwa, mogą istnieć i prosperować przy nadmiernym obciążeniu podatkami”. My niestety, nie możemy pozwolić sobie na niehigieniczny tryb życia.

Argumenty rzeczników nakładania wysokich podatków, odwołujących się do przykładów innych państw, są więc bałamutne. Stwierdzenie, że podatek od dochodów osobistych w wysokości 40% nie jest wcale za duży, bo w Niemczech najwyższe dochody opodatkowane są jeszcze wyższą stawką podatkową łatwo odeprzeć równie „naukowym” argumentem, że w Niemczech o wiele więcej podatników jeździ Mercedesami. Jeżdżą tymi Mercedesami nie dlatego, że podatki są w Niemczech takie wysokie, tylko dlatego, że przez wiele lat były niskie.

Co więcej, ważna jest nie tylko stawka podatku, ale także wysokość dochodu, od którego podatek się płaci – czyli tak zwane progi podatkowe. Te zaś są w Polsce kilka razy niższe niż w państwach rozwiniętych, na które powołują się zwolennicy progresji i utrzymywania wysokich stawek podatkowych. Owszem, koszty utrzymania są w tych państwach wyższe niż w Polsce, ale nie tyle razy, ile razy wyższe są progi podatkowe. Koszty prowadzenie małego przedsiębiorstwa, na przykład w Stanach Zjednoczonych, są wręcz niższe niż w Polsce. Tańsze tam są bowiem samochody, benzyna, komputery, telefony i połączenia telefoniczne – a więc to wszystko, co rzutuje na koszt prowadzenia przedsiębiorstwa. Są tańsze, bo mniejsza jest w cenach tych towarów i usług zawartość podatków. Dlatego polscy przedsiębiorcy są, z definicji, w gorszej sytuacji od przedsiębiorców amerykańskich.”