Deja vu 5
Robert Gwiazdowski 16.10.2016

Taki komentarz napisałem. Co prawda w… 1997 roku, ale…

Dziś ze specjalną dedykacją dla dzisiejszych obrońców Trybunału Konstytucyjnego:

„Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy aborcyjnej na nowo rozpaliło serca i umysły zwolenników i przeciwników przerywania ciąży.

W zamieszaniu, jakie wśród polityków to orzeczenie wywołało, padły jednak słowa, które bezpośrednio z samą aborcją nie mają nic wspólnego, a których nie wolno pozostawić bez komentarza. Wypowiedział je bowiem Prezes Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej, prywatnie doktor nauk prawnych. Wypowiedział je w trzy dni po przyjęciu w referendum nowej Konstytucji.

Włodzimierz Cimoszewicz raczył stwierdzić, że orzeczenie to nie będzie miało praktycznego znaczenia, gdyż nowa Konstytucja odebrała Trybunałowi prawo dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw. Wobec powyższego, nawet gdyby Sejm nie zajął się w ogóle sprawą orzeczenia Trybunału, to po sześciu miesiącach, Prezes Trybunału i tak nie będzie miał prawa do opublikowania obwieszczenia o utracie mocy obowiązującej kwestionowanej ustawy.

Jako że usłyszałem te słowa prowadząc samochód miałem problemy z opanowaniem kierownicy. Trybunał na wniosek grupy senatorów orzekał bowiem o zgodności ustawy z 30 sierpnia 1996 roku o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz zmianie niektórych innych ustaw z przepisami konstytucyjnymi pozostawionymi w mocy na podstawie Ustawy Konstytucyjnej z dnia 17 października 1992 roku o wzajemnych stosunkach między władzą ustawodawczą i wykonawczą Rzeczypospolitej Polskiej oraz o samorządzie terytorialnym.

Albo Prezes Rady Ministrów, doktor nauk prawnych w chwilowej “pomroczności jasnej” nie potrafił odróżnić dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni prawa od orzekania o zgodności ustaw z konstytucją, albo “wyrwało” mu się niechcący, jak koalicja pro-konstytucyjna, nazywana już przez opozycję “bandą czworga”, ma zamiar na prawdę traktować przepisy przyjętej właśnie w referendum ustawy zasadniczej. W pierwszej chwili trudno orzec co gorsze. Po bliższej analizie wydaje się jednak, że bardziej niebezpieczna jest ta pierwsza ewentualność. Premierowi tak samo mogą się przecież mylić inne poważne sprawy, na co nie możemy mieć żadnego wpływu.”

Dziś muszę tylko dodać wyjaśnienie dla młodzieży: „pomroczność jasna” to stan psychiczny, mający wyłączać odpowiedzialność karną, jaki biegli sądowi wykryli u syna prezydenta, który po alkoholu prowadził samochód i spowodował wypadek.