Dekompozycja sceny politycznej
Cezary Kaźmierczak 11.05.2015

Wynik I tury wyborów prezydenckich jest zapowiedzią głębokich zmian na polskiej scenie politycznej, a nawet jej całkowitej dekompozycji. O tym, że do takowej dekompozycji po wyborach parlamentarnych może dojść – mówiło wielu. O tym, co się stało wczoraj – nie mówił nikt. Oznacza to, że procesy polityczne nabrały nowej dynamiki i rzeczy dzieją się po prostu szybciej.

Dwie grupy znalazły się w bardzo złożonej sytuacji politycznej i stąpają po bardzo kruchym lodzie.

Pierwsza to oczywiście Platforma, której i bez porażki PBK, groziło rozpadnięcie się. W obecnej sytuacji Brutus (i to zapewne nie jeden) już ostrzy sztylet. W PO nie widać obecnie polityka, który przeskoczyłby mur, stanął na beczce i zawołał “idźcie za mną”. Niektórzy wierzyli, że będzie to Komorowski. Od wczoraj nie jest. Innego, który przeprowadzi PO przez Morze Czerwone – nie widać.

Drugi to paradoksalnie Paweł Kukiz, który ten swój zupełnie niesłychany sukces, musi teraz ogarnąć. Jeśli w szybkim czasie nie opanuje strukturalnie – w zakresie przywództwa, organizacji, programu – swojego wielomilionowego ruchu – może mieć kłopoty. A bardziej dosadnie – ruch może rozjechać mu się, jak Palikotowi, którego właśnie wczoraj odbył się pogrzeb. Przed Kukizem jest tysiąc zagrożeń przeciw nim ma swoje doświadczenie życiowe, ale jedno jest szczególnie groźne, o czym wczoraj przekonał się Bronisław Komorowski – nazywa się pycha. Przy tak wielkim sukcesie nietrudno o nią, wczoraj było już widać zalążki – może otrzeźwieje. 

Obok pogrzebu Palikota wczoraj miał miejsce także miejsce pogrzeb SLD. Sztandar wyprowadzić. 

Skądinąd nie przestanie mnie nigdy zdumiewać, jak w końcu przecież dość rozumni ludzie, wcisnęli PBK na sztandary jakieś lewicowe ideolo problemy, które 98% ludzi w ogóle nie interesują, można na nich tylko stracić, no co wczoraj otrzymał dowód na piśmie – a oni dalej brną, czepiają je na chorągwiach. Wierzyć się nie chce.

W miarę komfortową sytuację ma PiS, któremu wystarcza, że będzie robił to, co przez ostatnie miesiące, to da sobie radę. Z punktu ich widzenia sprawy idą dobrze. Pytanie tylko, czy to, że dobrze idzie nie uruchomi genu samozagłady.

Zobaczymy. Dzisiaj jest więcej pytań niż odpowiedzi.