Dialog na donosy
Tomasz Wróblewski 17.10.2019

Ci, którzy dają złe imię kapitalizmowi, to ci, którzy wynosząc go na piedestał, sami depczą jego ideały. I któż mógłby uczynić to podlej niż organizacje potężnego biznesu?

 

Kłótnia przedsiębiorców w Radzie Dialogu Społecznego – na pozór jeszcze jedna awantura jakich pełno w życiu publicznym. To co jest nowego, to, że trzy największe organizacje po latach pełnej zgodności, nagle mówią różnym głosem. Przez wiele lat prezentowały jedno stanowisko przed kolejnym rządami i prezydentami. Jedność w sprawie podatków, jedność w sprawie płac, w sprawie OFE, regulacji. A tu masz – do Rady Dialogu Społecznego (RDS) wstąpił Związek Przedsiębiorców i Pracodawców reprezentujący małe i średnie firmy. Proces rejestracji i nominacji ciągnął się miesiącami, a kiedy dłużej nie dało się już go blokować, zaczęto stawiać ZPP przed faktami dokonanymi. Ogłaszając własne stanowiska jako stanowisko wszystkich, co ZPP musiał później odkręcać. Byli – „krnąbrni, niekulturalni” i mieli swoje zdanie, co mocno drażniło wielkie organizacje, z liderami których bogate doświadczenia załatwiania spraw po swojemu sięgają epoki PRLu. Jak to, że Prezes Andrzej Malinowski z Pracodawców RP sam ostatnio ogłosił się przewodniczącym RDS, mimo, że poprzednia szefowa nie zdała urzędu, a Prezydent Duda go nie powołał, co stanowi ustawa. Na podstawie jakiego prawa? Czyją mocą – nieważne – tak tu było zawsze.

I tak też musiało być, kiedy organizacje wielkiego biznesu złożyły donos na ZPP. Czy to było po tym, jak ZPP ostro wystąpił w obronie małego ZUSu – niesprawiedliwie wysokich stawek dla mikro firm zarabiających czasem po kilka tysięcy złotych, czy po tym jak ZPP poparł wniosek Solidarności o lustrację członków, a może uprzedzając brak zgody na dogadywanie kompromisu „wielkich” z rządem na wyższy ryczałt ZUS dla samozatrudnionych.

Mniejsza o to, gdzie i kiedy się porozumieli, ważne, że się odbyło i oczywiście poza forum Rady Dialogu Społecznego. Otóż wszystkie organizacje reprezentujące wielki biznes podpisały donos do prokuratury na ZPP. Żeby to jeszcze do prokuratury, posłali list wprost do Prokuratora Generalnego, do ministra Ziobry. Prezesi własnoręcznie podpisali donos oskarżający ZPP o „wielkie oszustwa” finansowe. Rzecz nabrała mocy prawnej i wędrowała w dół łańcuszka ważności. Każdemu z urzędów chwilę musiało zająć, żeby zrozumieć wagę donosu. W końcu rzecz szła z samej góry i przypieczętowana była podpisami wielkich biznesmenów, nic dziwnego, że kilka miesięcy się wczytywali i równie dokładnie oczy przecierali, a potem słali donos dalej w dół i w dół. Od prokuratury okręgowej, regionalnej i dalej na lokalny posterunek policji.

Okazuje się, że ZPP dopuścił się niewysłania sprawozdania finansowego do KRS za rok 2017. Uwaga: nie chodzi o brak sprawozdania finansowego , bo oryginał został przesłany do Urzędu Skarbowego i odbiór został potwierdzony. Chodzi o dodatkową elektroniczną wysyłkę tego samego dokumentu do KRS, coś, co służy do administracyjnych wpisów sądowych. ZPP wysłał sprawozdanie finansowe do KRS, albo inaczej – kilka razy wysyłał, bo system się zawieszał, wreszcie przyszło potwierdzenie. Po roku KRS zorientował się, że jednak nie przeszło i poprosił o ponowną wysyłkę.

Oczywiście, ktoś złośliwy mógłby odesłać urzędowi wypis z Artykułu 220 KPA o wymianie informacji z innym podmiotem publicznym na zasadach określonych w przepisach o informatyzacji, ale ZPP jeszcze tego samego dnia wysłał ten sam dokument do KRS. I na tym sprawa mogła się skończyć, ale dla wielkich biznesmenów, pełnych pięknych słów o znoszeniu przeszkód biurokratycznych, walki z nadmiarem sprawozdawczości i uwalnianiu ludzkiej energii, to było niewybaczalne przestępstwo, rok życia w bezprawiu.

Ciężko się pisze te słowa, ale nie sposób nie przyznać racji Friedrichowi Hayekowi, który w Drodze do Zniewolenia przestrzegał przed kapitalistami, którzy gotowi są do wszelkich podłości, byle pozbyć się konkurencji. To podniosłe słowa, ale rzecz w swojej żenującej formie sporo mówi o świecie, który miejmy nadzieję przemija.