Dlaczego obrońcy OFE nie protestowali w 2008 roku?
Robert Gwiazdowski 07.11.2015

Wyrok TK w sprawie OFE znów wywołał spory o charakter środków zgromadzonych w OFE. Już mi się nie chce powtarzać tego samego co mówiliśmy i pisaliśmy od 1998 roku, ale skoro zwolennicy OFE uparcie powtarzają, że rząd zabrał im ich pieniądze, to muszę powtórzyć, że w OFE nie było w ogóle żadnych pieniędzy, to co można nazwać „środkami” – czyli akcje – w OFE pozostały, a rząd jedynie przeksięgował dług! Po raz kolejny zresztą. Po raz pierwszy zrobił to w 1999 roku, a w 2012 zrobił to w drugą stronę.

Części „akcyjnej” zwolennikom OFE rząd przecież nie zabrał. Natomiast tym, którzy zwolennikami OFE nie są, pozwolił wybrać, czy chcą być w OFE czy nie chcą.

Rząd przeksięgował jedynie część „obligacyjną” – czyli de facto zobowiązanie moich dzieci, że będą płacić składki i podatki by Skarb Państwa wykupił z OFE obligacje, które sprzedał OFE, za pieniądze, które zabrał mi i przekazał do OFE!!!

Ale po kolei.

System przymusowych „ubezpieczeń społecznych” opiera się na założeniu, że współczesne demokratyczne państwo nie może sobie pozwolić na to aby biedni ludzie w wieku poprodukcyjnym „umierali z głodu na ulicy”. Są oni nieprzezorni więc sami się nie ubezpieczą. Państwo powinno ich do tego zawczasu zmusić, bo w przyszłości i tak będzie na nim ciążył obowiązek ich utrzymywania. Trzeba więc z góry gromadzić pieniądze, pobierając podatek celowy pod nazwą składki emerytalnej. Innego uzasadnienia przymusu ubezpieczeniowego nie ma.

Niektórym się wydaje, że „oszczędzają na swoją emeryturę”. Czyżby rozsądni ludzie, za których uważają się zwolennicy OFE uwierzyli rządowi? Może z powodu mylącej nazwy celowego podatku emerytalnego, który rząd nazwał „składką”? Ale przecież rozsądni ludzie nie powinni tak łatwo dać się oszukać rządowi!

Otóż pieniądze wpływające do ZUS ze składek emerytalnych były natychmiast wydawane. Po pierwsze na utrzymanie samego ZUS, po drugie na emerytury. Od 1999 roku część z nich była wydawana na… składki do OFE. Pieniędzy tych oczywiście nie starcza na emerytury, więc Skarb Państwa z innych podatków oraz z kredytu zaciąganego na rynku, finansuje dotację budżetową do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), który nota bene mylony jest często z samym ZUS-em. Czasami dotacja budżetowa jest niewystarczająca dla pokrycia bieżących wydatków (bo Minister Finansów udaje, że deficyt i dług publiczny są mniejsze niż są), więc ZUS zaciąga komercyjne kredyty, żeby mieć z czego wypłacać emerytury. Czasami zaciągał je w bankach, które są akcjonariuszami Powszechnych Towarzystw Emerytalnych (PTE), zarządzających OFE! ZUS zaciągał więc kredyt, który spłacał z odsetkami, w banku, który dostał wcześniej pieniądze z ZUS! ZUS płacił bankowi odsetki od pieniędzy, które sam do banku przekazał.

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – powiada Pismo. Czas na prawdę: w przymusowym systemie emerytalnym niczego nie „oszczędzamy”. Płacimy podatki pod nazwą „składki” na dzisiejsze wydatki. Gdy nasze (rzeczywiście nasze) pieniądze trafiają do ZUS, przestają być nasze, bez względu na to, co dalej ZUS z nimi robi. Bez względu na to, czy przekazuje je OFE czy płaci nimi za komputery potrzebne do obsługi OFE, czy płaci składki na ZUS swoich własnych pracowników, których ma 46 tysięcy. Nota bene dopóki OFE nie było ZUS nie potrzebował takich komputerów, za samo utrzymanie których dziś płaci setki milionów złotych. Rocznie!

I na koniec smaczek: już w wyroku z dnia 4 czerwca 2008 roku Sąd Najwyższy stwierdził jednoznacznie, że środki znajdujące się w OFE są środkami publicznymi! Dlaczego zwolennicy OFE wówczas nie protestowali? Bo Sąd Najwyższy rozpatrywał wówczas pozew pana Adama Mielczarka, który wziął sobie do serca, że środki w OFE są jego. Bynajmniej nie chciał ich przeznaczyć na konsumpcję, pomny tego, że ubezpieczenie musi być obowiązkowe, zgodnie z twierdzeniem, że inaczej większość nieodpowiedzialnych ludzi wszystko by roztrwoniła i w przyszłości państwo i tak musiałoby im pomagać. Chciał więc tylko, żeby te „jego” rzekomo środki zamiast, trafiać do OFE, pozostały w ZUS-ie. I OFE się bardzo ucieszyły, jak SN powiedział, że o tym co się dzieje ze składkami pobranymi od pana Mielczarka decyduje państwo. Kiedyś, dawno temu, zdecydowało, że trafiają one do ZUS. Potem, że część z nich przekazywana będzie do OFE. A potem, że część z tej części z powrotem wróci do ZUS.

Gdyby przynależność, a tym samym wpłaty do OFE były dobrowolne – jak  postulowaliśmy od 1998 roku – rząd nie mógłby nimi dysponować tak, jak nie może tego uczynić z naszymi oszczędnościami trzymanymi w bankach, czy funduszach inwestycyjnych. Zwolennicy OFE domagając się ich obowiązkowości sami przygotowali grunt pod zmiany, które zostały wprowadzone. Skoro bowiem OFE są elementem przymusowego opodatkowania pracy, to dysponentem środków pochodzących z tego opodatkowania pozostaje rząd – jak w przypadku innych podatków płaconych przez obywateli.