Dlaczego PiS i opozycja powinny mieć po 60% poparcia, a nawet po 10%
Dariusz Matuszak 18.04.2019

Bliżej prawdy byłyby pewnie proporcje 50% i 15%, ale wtedy tytuł byłby mniej efektowny. W gruncie rzeczy to sprawa jest bardzo prosta. Gdyby PiS, mając tak lichą i bezrozumną opozycję rządził dobrze, to miałby owe 60% poparcia, a ta miałaby 10%. I na odwrót. Przy tak słabych rządach, to opozycja miałaby 60% a PiS 10. Ale jest jak jest i tylko można bezsilnie przyglądać się tej bezprzytomnej nawalance dwóch plemion, które nie traktują się jak konkurenci tylko okładają jak wrogowie.

 

PiS ma dość prosty przepis na sprawowanie rządów. Dużo występów w terenie i bratania się z ludem oraz opowieści schlebiających i na duchu podnoszących dumnych spadkobierców Piastów i Jagiellonów. Narodowe samochody na baterię, narodowe lotnisko, szybka kolej narodowa. Repolonizacja tego, czy tamtego, wstawanie z kolan i podbijanie kosmosu. No i rozdawanie jak dobry władca troszczący się o poddanych.

Obietnicom i rozdawnictwu musi towarzyszyć przemożne regulowanie i kontrolowania wszystkiego co się rusza, grabienie czego się da, by później to zagrabione rozdawać elektoratowi, ku przekupieniu serc. Typowe dla socjalistów. Nie ma takiej dziedziny życia, w której obywatel mógłby więc czuć się bezpiecznie, bez wszechogarniającej kontroli i czujek państwa gotowych rzucić się na niego jeśli tylko popełni jakiś błąd. Ostatni wykwit tej mentalności nakazuje ścigać babcie sprzedające kwiatki. Robi się ciepło, więc brygady skarbowe będą robić też naloty na festyny i wąchać flaszki sprawdzając, czy aby ktoś nie sprzedaje swojej nalewki, albo co gorsza jeszcze częstuję nią. Będzie można wtedy łupnąć karę podwójną. Za nielegalny handel spirytualiami i za nieodprowadzenie podatku od przyjętej korzyści .

Swego czasu mówiło się o liście, który dyrektor Izby Skarbowej w Kielcach rozesłał swym podwładnym wskazując, że lepiej, by zajęli się uczciwymi podatnikami, bo od nich da się wydusić pieniądze, niż oszustami, bo ci są za sprytni. Niby to pomysł z kieleckiego kartofliska, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że przyszedł on z samej centrali, czyli z Ministerstwa Finansów i jest gorliwie wdrażany w całej Polsce.

Rządy PiS przebiegają pod znakiem nieustannych awantur i to nie tylko dlatego, że mamy rozhisteryzowaną i bezprzytomną opozycję. Chodzi o sposób przygotowywania i wprowadzania zmian, który pozwala na rozpętywanie owej histerii. Tu niedoścignionym mistrzem jest minister Ziobro ze swymi podopiecznymi. Czego się nie tkną, czy to Trybunał, czy nowelizacja ustawy o IPN, sądownictwo, albo emerytura Gersdorf, to kończy się to awanturą. Za każdym razem dawany jest pretekst, by można było jazgotać o upadku demokracji, reżimie i czym tam jeszcze.

Grzechy PiS można tak długo wymieniać, że zabrakłoby miejsca w Internecie. Ale PiS ma wielkie szczęście bo ma do czynienia ze słabą, wręcz głupią i rozhisteryzowaną opozycją, która nie daje żadnej nadziei, że byłaby w stanie rządzić lepiej. Symbolem tego jest strajk nauczycieli

Nie da się patrzyć na to jak przebiega. Nie dość, że dzieci stają się zakładnikami wojny politycznej, to obraża on wszelkie poczucie estetyki. Wystarczy pooglądać te infantylne happeningi, posłuchać rzewnych piosenek w świetlicowym wykonaniu, te pienia, popatrzeć na te figury, taneczne, ten ruch sceniczny, posmakować tego patosu nauczycieli niezłomnych porównujących się do do bohaterów walk o to i owo. Te zespoły z panem pewnie od geografii , brzdąkającym na gitarze (tak, to musi być gościu od geografii – chodził z plecakiem po górach i przy ognisku w Beskidach nauczył się chwytów) i panie dramatycznie zawodzące. Widzieliście Państwo zdjęcie nauczycielki satanistki? Poobklejała się kartkami z napisem „strajk” i pozuje z satanistycznym gestem: jestem zła, zbuntowana, rebeliantka jedna. Albo nauczycielkę, która przebrała się za krowę, łaziła na czworakach i muczała? Nawet hymn dziękczynny do TVN zaśpiewano. To nie są pojedyncze przypadki. Oni te swoje artystyczne-miazmatyczne wyziewy rozsyłają po mediach społecznościowych chwaląc się nimi.

Ten strajk uosabia wszystko co w opozycji jest głupie i żałosne. Nie ma wątpliwości, że strajk jest polityczną awanturą. Hufce do boju prowadzą odwieczni działacze ZNP pamiętający jeszcze czasy junty wojskowej Jaruzelskiego. Wspiera ich i inspiruje gorliwie opozycja. PiS rozdaje pieniądze, to my też znajdźmy sobie grupę, której coś obiecamy.

Ja wierzę w to, że wielu nauczycieli, zwłaszcza tych początkujących czuje się upokorzonych odbierając swą nędzną pensję. Że naprawdę trzeba mieć poczucie misji, by nie ulec pokusom i zająć się czymś innym, jeśli tylko ma się taką możliwość. Ale już nie mogę słuchać tego biadolenia o pracy w domu, o tym nadzwyczajnym stresie jaki towarzyszy tej pracy. Człowieku, nie chcesz się denerwować, to zatrudnij się w laboratorium badającym lepkość cieczy, najlepiej w Australii. Robią tam eksperyment ze specjalną smołą, która znajduje się w naczyniu z małą dziurą i przez nią wypływa. Jedna kropla spada co jedenaście lat.

W całej tej awanturze nie ma żadnej rozmowy o jakimkolwiek systemowym rozwiązaniu. To taktyka, którą PiS też opanował do perfekcji. Np. rozda emerytom 13 pensję, ale jednocześnie nie zrobi nic w sprawie zasysającej wszystko czarnej dziury zwanej ZUS-em. Podrzuci innym grupom jakieś pieniądze, ale nadal będzie uważał, że zabieranie obywatelowi pracującemu na etacie ponad 60% owoców jego pracy jest społeczną sprawiedliwością. Akurat nauczyciele w rozdzielniku beneficjentów się nie znaleźli, bo pewnie z jakichś tam badań wychodzi, że i tak na PiS nie zagłosują.

Tu nie chodzi o strajk nauczycieli, których protest być może jest uzasadniony. Posługuję się tym przykładem, bo jest on najświeższy i nosi w sobie wszelkie cechy infantylnej anarchii i zwykłego warcholstwa. Równie dobrze mógłbym więcej słów poświęcić ekologicznemu uniesieniu jaki towarzyszy projektowi kanału na Mierzei Wiślanej. Umówmy się, posłowie opozycji, działacze KOD-u, bojówki zagranicznych organizacji ekologów nie mają bladego pojęcia, czy kanał czemuś tam zaszkodzi, czy też nie. Opatrzności na niebiosach dziękować powinniśmy, że nie było ich w XIX wieku, bo dzięki temu mamy teraz Szlak Wielkich Jezior i Kanał Augustowski.

Strajk nauczycieli i jego forma podobają się opozycji, która korzysta zapewne z doradztwa jakichś młodzieżowych speców od PR, czy czego tam, którzy mówią, że ze społeczeństwem trzeba się komunikować w sposób wyrazisty i atrakcyjny. Stąd te wszystkie „performowane” happeningi. Przyniesiemy gwizdki, bębenki, trąbki, urządzenia wzmacniające wrzask, a czasami gitarę. Przebierzemy się za krowę, albo nałożymy czarne wdzianka. Będzie cool – jak na Zachodzie.

Opozycja postępuje też tak jakby zachwyciła się taktyką Saula Alinsky’ego – amerykańskiego łajdaka lewaka, który do perfekcji doprowadził organizowanie zadym, ale też społeczności do ich przeprowadzania. Wyłożona w „Rules for Radicals” sprowadza się w gruncie rzeczy do prostych zasad: rób tyle awantur ile wlezie i nie przejmuj się stosowanymi metodami. Cel usprawiedliwia wszystko, więc nie ma co zwracać uwagę na dewastowanie życia społecznego, czy moralności. Dążąc do zwycięstwa możesz podważyć każdą zasadę społeczną i każdą normę moralną.

„Człowiek czynu postrzega środki i cele w wymiarze pragmatycznym i strategicznym. (…) Pyta jedynie o cele, czy są one osiągalne i warte ponoszonych kosztów. Chodzi jedynie o to, czy środki te odniosą skutek. Twierdzenie, że złe środki deprawują cele oznacza wiarę w niepokalane poczęcie celów i zasad. Prawdziwa arena (życia) jest krwawa. Życie jest procesem demoralizującym. Ten, kto obawia się zepsucia, obawia się życia” -pisał Alinsky. Jedyne wątpliwości jakie należy mieć to tylko te “czy ten konkretny cel usprawiedliwia te konkretne środki”.

No więc mamy Alinsky’ego w praktyce. Żule mogą w Gdańsku zniszczyć pomnik. Bohaterką staje się Rosjanka-Ukrainka, która ma sposób na zrobienie w Polsce drugiego Majdanu. Wolno spieprzyć dzieciakom egzaminy. Można zadawać się z szemranym towarzystwem, albo starymi towarzyszami Jaruzelskiego.

Nie potrafię zrozumieć tego sojuszu z SLD łamane przez PZPR. Jeszcze jakoś tam toleruję Millera, bo chłop w zasmarkanej bidzie w Żyrardowie wyrastał, więc co on tam o świecie i wolności wiedział. Ale ci wszyscy czerwoni paniczykowie, teraz już mocno nieświeży, którzy nigdy o nic nie musieli zabiegać i całe życie bili pokłony na salonach? Zanim premier Kopacz zacznie wykrzykiwać, że coś jej śmierdzi naftaliną, to powinna zacząć wąchać wokół siebie. Oczywiście wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. Tylko o zdobycie głosów i władzy. Innego planu nie ma.

PiS ma zaś swoich dobrych komunistów. O tym jakie to wszystko jest groteskowe i żałosne świadczy choćby swoista aukcja jaką prowadzą obydwa plemiona. Licytują się one na opak na to, w czyich szeregach jest więcej tych PZPR-owskich spadów: to u was jest więcej i są gorsi niż nasi.

Wszystko sprowadza się do utrzymania, bądź zdobycia władzy. I tak PiS sobie mniema, że gdyby nie miał z rozhisteryzowanej opozycji, negującej wszystko, to ho ho, dopiero cuda by pokazał i wspaniale reformy przeprowadzał. Urzędnicy by taki VAT na chipsy kukurydziane i napoje owocowe owocowe wprowadzili, że to byłby najlepszy VAT na świecie. A tak to pan Albercik z Ministerstwa Finansów musi odróżniać chipsy kukurydziane od ziemniaczanych, soki z marchwi od napoju porzeczkowego i uwzględniać te wszystkie głosy jakichś tam protestujących, których to odwieczne gmeranie podatkowe wykańcza. Jeszcze z jakimiś świniami i cebulą Warszawę najadą, więc w swym planie trzeba to wszystko uwzględniać i precyzyjnie w tabelki zapisywać. Chipsy ziemniaczane 7, czy tam 5% VAT, a kukurydziane 23%. Sok z marchwi i buraka 5%, a napój jabłkowy 23% . Jak już to ułożą, to pójdą mierzyć w jakiej odległości jest apteka od apteki, bo nie może być tak, żeby ktoś miał bliżej niż 500 metrów.

Opozycja zaś sobie mniema, że najważniejszym celem, usprawiedliwiającym wszelkie środki jest odsunięcie od władzy PIS. Bo Europa, bo Konstytucja, praworządność, demokracja i co tam jeszcze da się bezustannie powtarzać, ale to tylko propagandowe usprawiedliwianie akcji, które nie przynoszą żadnego pożytku

W prymitywnym ujęciu Maxa Webera celem polityki jest właśnie dobycie władzy. Dużo bardziej wolę klasyczną definicję Arystotelesa mówiącą, że to sposób rządzenia dla wspólnego dobra.

Dosłownie rozpacz ogarnia jak ogląda się to wszystko. Z jednej strony PiS – socjaliści polscy patrioci, z drugiej strony równie lewicowa opozycja, tyle, że patriotyczna po europejsku, czyli próbująca powielić każdą intelektualną tandetę z Zachodu. Zwarły się tak dwa szczepy i miażdżą wszystko co się pomiędzy nie dostanie. Ten stan się nie zmieni. Sam ten tekst na nic też nie wpłynie i nie jest nawet jakąś głęboką analizą, bo takowa choćby ze względu na rozmiary nie była możliwa. Ot, to tylko zapiski bezradnego frustrata, który ma namacalne dowody swych racji. A jakie one są? Dość oczywiste. Przez blisko 4 lata żadna ze stron nie posunęła się o krok. Nie osiągnęła praktycznie nic. Tkwi okopana jak na zachodnim froncie I Wojny Światowej