Dlaczego przegramy wybory?
Cezary Kaźmierczak 05.05.2014

Idzie wyborczy serial. Cztery razy pod rząd. Jak w Izaurze będzie. Wyzwoli ją dopiero Armia Czerwona!

Ale siły wolności i rozsądku w nich przegrają. Po pierwsze dlatego, że są słabe. A po drugie – ważniejsze – że nie ma klimatu społecznego dla naszych idei.

Wybory wygrywa się, jak udzieli sie trafnej odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie. Tak jak w biznesie odpowie się odpowiednim towarem na potrzebę rynku w odpowiednim miejscu i czasie.

2005 – ludzie chcieli praworządności i najlepiej na te pragnienia odpowiedział PIS
2007 – ludzie chcieli “drugiej Irlandii” – ofertę miała PO
2011 – ludzie chceili, żeby nie było gorzej niż jest – trafną ofertę w tym zakresie złożył Donald Tusk.

Nie wiem czego chcą ludzie teraz – ale wątpię, żeby chcieli wolności i zdrowego rozsądku. Stąd narracja PIS czy PO jest słuszna – zajmiemy sie Wami. Za darmo dostaniecie. Wszystko. Ograniemy wasze życie. Zdejmiemy z barków Wasze troski i problemy. Niebo na ziemi będzie. I ulga jeszcze.

Aczkolwiek postępowanie PIS wydaje mi sie dosyć dziwne. Bo żeby wygrać wybory to trzeba wziąć od swojej ściany plus trochę ze srodka. PIS zaś robi dużo, żeby tych ze srodka spłoszyć. Non stop bije do mega już przekonanych i jeszcze mocnej. A własna ściana nie wystarczy. Ale to ich problemy.

Większość nieprzyjemnych rzeczy ludzie wypierają. Nie chcą tego słuchać. Jak małe dziecko zamykaja oczy i mówią “nie ma”.

A my wciąż przegrywamy bitwę o język. Kradną pojęcia i nadają im inne znaczenie. Królują w przestrzeni publicznej. A my nie mamy na to przekonywującej riposty. Oczywiście, trudną ją mieć. Znacznie łatwiej obiecuje się szczęście powszechne niż to, że żadnego szczęścia na ziemi nie będzie i trzeba się z tym pogodzić.

A ludzie nie. “Mój stosunek do śmierci się nie zmienił: Jestem stanowczo przeciwny” – jak mawiał Woody Allen.

Cóż zatem pozostaje?

Robić swoje. Każdy to co robi i uważa, że powinien robić. Procesy społeczne prawie zawsze idą wolniej niż byśmy tego oczekiwali. Ale fala – podobna do tej która nadeszła w 2007 roku – nadzejdzie znowu. I miejmy nadzieje, ze będzie ktoś kto będzie potrafił na nią sprawnie wskoczyć, a nastepnie sie nie sprzeniewierzy.