Do Przyjaciół Górników i ich obecnych nieprzyjaciół
Robert Gwiazdowski 10.06.2020

W 2003 roku napisałem list „Do Przyjaciół Górników”. Gdy dyskutujemy dziś o niesprawiedliwym postojowym dla nich – pasuje jak ulał. Pisałem o tym jak ci, którzy dziś przywileje górników krytykują sami je tworzyli.

 

Znowu zapowiedzieli strajk górnicy. Znowu o to samo. Protestują przeciwko zamykaniu kopalń i likwidacji miejsc pracy. Znowu rząd im ulegnie. Skoro bowiem górnicy obalili PZPR, to mogą obalić i SLD. Podobnie jak każdą inna partię, która jeszcze przewija się lub kiedyś przewinęła przez polska scenę polityczną. Dlatego politycy boją się górników i opłacają się im, żeby nie przyjeżdżali do Warszawy i nie wybijali okien w lokalach partyjnych – pardones – rządowych. To trochę tak, jak restauratorzy płacą „za ochronę”. W przeciwnym razie grozi im puszczenie lokalu z dymem. Co się stanie, gdy rząd przeciwstawi się żądaniom górników? Będą strajki. Polecą pewnie szyby w jakimś ministerstwie. A rządzące ugrupowania z kretesem przegrają na Śląsku w najbliższych wyborach. Ale czy istnieje alternatywa dla likwidacji nierentownych kopalń? Nie istnieje. Im szybciej to uświadomimy górnikom tym lepiej. Tymczasem na Śląsk od lat trwały pielgrzymki polityków z aktualnej w danym momencie opozycji politycznej, którzy wmawiali górnikom że są jak „sól ziemi czarnej” i tylko nieudolność aktualnie rządzących sprawia, że nie powodzi się im jak za Gierka a może nawet lepiej. Wmawiali im, że wystarczy zmienić rządzących i już będzie cudownie. A górnicy lubili tego słuchać. Każdy lubi jak mu się prawi komplementy. I nie lubi jak mu się każe coś zmieniać w jego przyzwyczajeniach, jak się od niego wymaga i oczekuje „nie wiadomo czego”. Więc ja też zacznę od komplementu. Dziękuję górnikom za obalenie komunizmu. Gdyby nie oni musiałbym pisywać nie w Polsce i co innego. Ale z mojej wierszówki trudno jest ciągle dokładać do nierentownych kopalń. Zwłaszcza, że w kolejce czekają jeszcze nauczyciele, kolejarze, lekarze, pielęgniarki, rolnicy i Bóg jeden wie kto jeszcze. Ilość złotówek które rząd może wyrwać kapitalistom, żeby dać górnikom, nauczycielom, lekarzom czy pielęgniarkom nie jest nieograniczona. Więcej już się wyrwać nie da, bez względu na to co mówią niektórzy politycy. Chyba że znowu wprowadzimy komunizm. Wtedy przez rok, może dwa, można będzie wyrwać trochę więcej. Ale po kilku kolejnych latach komuniści znowu będą musieli zacząć strzelać do górników. Podobno słowa potrafią ranić bardziej niż karabin. Ale chyba jednak lepiej strzelać słowem niż karabinem. Ktoś więc musi powiedzieć górnikom, że każda złotówka więcej na górnictwo, to złotówka mniej na szkolnictwo, ważne dla ich dzieci i wnuków, od poziomu edukacji których zależy ich przyszłość w Europie. To złotówka mniej na lecznictwo, ważne dla ich, schorowanych często rodziców i dla nich samych za kilka lat. Już nie ma komu więcej zabrać. Ci którzy mówią że można, mówią nieprawdę. Prawdziwy minister, czy menadżer, a nie malowany picuś, zarządzający jakąś firmą, czy całą branżą musi czasem zachować się jak generał na wojnie. Poświęcić kompanię, żeby uratować armię. Czasem trzeba zamknąć oddział firmy, czy którąś jej fabrykę, żeby cała firma mogła przetrwać. Na Śląsku trzeba zamknąć niektóre kopalnie, żeby inne mogły funkcjonować. Dla zwalnianych z pracy górników może się znaleźć praca. Nie tylko w innych dużych firmach, które mogą tam powstać z uwagi na duży potencjał gospodarczy tego regionu. Także w usługach, w turystyce, w handlu. Do tego potrzebne jest jednak zwiększenie tempa wzrostu gospodarczego i zwiększenie inwestycji. A tego nie uda się osiągnąć jeśli potencjalni inwestorzy będą się bali, że jak postawią fabrykę i zatrudnią górników, to ci im zaczną stawiać wygórowane żądania płacowe. Nie da się tego także osiągnąć przy wysokich podatkach, które mają płacić ci inwestorzy, aby rządzący mogli w nieskończoność finansować utrzymanie nierentownych kopalń i dopłacać do nierentownych gospodarstw rolnych. Górnicy domagają się większych odpraw, bo ich wysokość porównują do kosztów utrzymania. Ale przecież te koszty utrzymania biorą się do pewnego stopnia także z wysokich podatków tkwiących w cenach towarów i usług kupowanych przez górnicze rodziny płaconych po to, żeby… utrzymać nierentowne kopalnie i gospodarstwa rolne. Koło się w ten sposób zamyka. Nikomu nie przyjdzie jednak do głowy, żeby to koło rozerwać. Żeby zamiast wyższych odpraw, zacząć domagać się obniżenia podatków i wprowadzenia mechanizmów rynkowych, które spowodują spadek cen. Wtedy odprawy będą bardziej satysfakcjonujące.