Doktryna Ryana i śmierć Sulejmaniego
Dariusz Matuszak 08.01.2020

Co ja mniemam o zabiciu przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego. Otóż za Gombrowiczem: nie jestem ja na tyle szalonym, żebym w Dzisiejszych Czasach coś mniemał, albo i nie mniemał. Czy też za Wiechem: przypuszczam, że wątpię.

 

Wypowiadają się wszyscy i wszyscy stali się znawcami polityki globalnej, a już zwłaszcza tej na Bliskim Wschodzie. Znów tłumy ekspertów zaludniają studia telewizyjne i opowiadają zwykłe bzdury. A już najbardziej byli polscy ambasadorowie, byli wychowankowie sowieckich szkół dyplomacji. Spójrzmy na to wszystko z innej perspektywy, okiem „zezowatego baranka” – znów od Wiecha.

Zabicie Sulejmaniego szokuje. To przypadek niesłychany, by przywódca jednego państwa kazał zaatakować i zabić jednego z przywódców innego państwa. Tego się po prostu nie robi. A niby dlaczego? Dlaczego niby miałoby się tego nie robić skoro w dowolnym momencie można sobie zabić jakąś inną dowolna osobę? Codziennie słyszymy o jakichś atakach prewencyjnych, czy odwetowych. Rakietach wystrzeliwanych na instalacje, bazy konwoje, kwatery i tym podobne miejsca. Na Bliskim Wschodzie strzela kto żyw. Gdyby więc Amerykanie, czy Izraelczycy wysłali z drona rakietę na jakaś bazę irańska, a nawet w samym Iranie nikt by się nie przejął. Podobnie gdyby zrobili by to Persowie, czy Palestyńczycy. Wydarzeniu poświęcono by 3 minuty i pasek w serwisach informacyjnych telewizyjnych stacji.

A prawda wygląda tak. Jest sobie gdzieś jakaś baza. Wzdłuż jej płotu łazi jakiś 19-letni dzieciak Dariusz, np. z gór Mekran we wschodnim Iranie, którego wzięto w rekruty i kazano mu jej pilnować. Nieczystości z bazy wywozi jakiś Aban, który z pastucha awansował na kierowcę. I oto tysiące kilometrów dalej w Tel Avivie, albo w Waszyngtonie ktoś wydaje rozkaz: w akcji odwetowej zbombardujmy bazę gdzie wzdłuż płotu łazi Dariusz, a Aban szambo do cysterny pompuje. Dron, rakieta, błysk trach i nie ma Dariusza i Abana.

Niby dlaczego zabicie ich miałoby być bardziej moralne niż odstrzelenie Kasema, akurat Sulejmaniego? Bo co? Bo się tego nie robi? A niby dlaczego nie? Bo nie wolno atakować i zabijać przywódców, tylko jakichś tam zwykłych ludzi? Świat akceptuje zabijanie maluczkich, ale tych z elit to już nie znosi. A dlaczego to Aban miałby być ofiarą, a nie ten, który podejmuje decyzje – akurat Sulejmani? Bo tak się przyjęło w stosunkach międzynarodowych? No to może źle się przyjęło. Może gdyby odstrzeliwano generałów i przywódców, to nie byliby tak szybcy w wysyłaniu na śmierć Abanów. Mam w pogardzie tą feudalną mentalności, która nakazuje karać grzywną za zabicie chłopa, a za zabicie pana gardłem. Jeśli jest cokolwiek moralnego, uzasadnionego w takich aktach, to właśnie to, by konsekwencje ponosili ci, którzy podejmują decyzje, a nie Bogu ducha winni w kamasze wzięci.

Oddzielną kwestią są rozważania czy zabicie Sulejmaniego było mądre, czy głupie. W tej sprawie eksperci mogą gadać co chcą, ale niech sobie darują to swoje dęte moralne oburzenie.

Jeśli prezydent Trump czytał jakieś książki to pewnie Toma Clancy, a już zwłaszcza cykl o Jack’u Ryanie. Znamy niektóre, choćby z adaptacji filmowych jak „Czas Patriotów”, „Stan Zagrożenia” z Harrisonem Fordem, czy „Polowanie na Czerwony Październik” z Aleckiem Baldwinem, w których ci aktorzy wcielają się w postać analityka CIA Jack’a Ryana. Ten, po kilku tomach w książce „Executive Order” zostaje prezydentem. W jednej ze scen, w publicznym wystąpieniu przedstawia nową doktrynę w stosunkach międzynarodowych. Oznajmia, iż Stany Zjednoczone nie będą tolerować żadnych ataków na swoje terytoria, własność i obywateli, a każdy kto wyda rozkaz o ataku, bez względu na swą pozycję poniesie konsekwencje. Ryan wygłasza te słowa i równocześnie Amerykanie na ekranach swych telewizorów oglądają bezpośrednią transmisję z Iranu. Naprowadzane laserowo rakiety, wystrzelone z dwóch F-117s Nihgthawk zabijają przywódcę Zjednoczonej Republiki Islamskiej (Unia Iraku i Iranu) Ajatollaha Mahmouda Haji Daryaei. Ten wcześniej wydał rozkaz zaatakowania Stanów Zjednoczonych bronią biologiczną. Ryan unieważnia dekret prezydenta Forda zakazujący zabijania przywódców innych państw. Bohater Clancy’ego twierdzi, że zapobiega w ten sposób wojnie totalnej i karze osobę odpowiedzialną, a nie ludzi, którymi włada. I to jest dobra doktryna.

Nie wiem czy Trump zapobiegł wojnie, czy tez wręcz przeciwnie, prawdopodobieństwo jej wybuchu zwiększyło się. Podobnie bladego pojęcia nie mają eksperci. Konflikt na Bliskim Wschodzie twa już 70 lat. Nikt nie potrafił go rozwiązać. Od 70 lat znawcy i politycy wymądrzają się i jest tylko gorzej. Ci, którzy w USA krytykują Trumpa sami odpowiadają za kompletny chaos w tym regionie świata. I neokoni od Busha i Demokraci popierali najazd na Irak na podstawie całkowicie fałszywych doniesień o posiadaniu przez Husseina broni masowej zagłady. Od tego czasu to państwo jest w stanie permanentnej wojny. Potem była Arabska Wiosna i zaprowadzanie demokracji w na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Rezultatem było powstanie państwa islamskiego terroru ISIS na terenach Syrii i Iraku i kompletny rozpad Libii. Ówczesna sekretarz stanu Hillary Clinton na wieść o śmierci Kadafiego wybuchła śmiechem i oświadczyła: „Przyszliśmy, zobaczyliśmy, nie żyje”. Wtedy zabicie przywódcy państwa, tyle, że cudzymi rękoma oraz bombardowanie tego kraju także przez Francuzów i Brytyjczyków, było mądre i moralne.

Gdy Trump uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i przeniósł tam ambasadę USA, miała to być iskra, która doprowadzi do jeszcze większej pożogi na Bliskim Wschodzie. Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Z wielkim dystansem, a wręcz z całkowitym brakiem zaufania podchodzę więc do opinii wszystkich tych, którzy miotają teraz kategorycznymi ocenami akcji Trumpa. Nie mają żadnego tytułu, by dawać jakiekolwiek rady i wymądrzać się.

Opowieści, że Irańczycy zradykalizują się jeszcze bardziej i będą szukać pomsty można zlekceważyć, bo to tylko takie sobie tam mniemania. Będzie jak w porzekadle ludowym: „Na świętego Hieronima jest pogoda, albo ni ma”. Może się zradykalizują, a może i nie. Na razie to wiemy, że od 40 lat ich ulubioną zaśpiewką, tak jak u nas „Polska biało czerwoni” jest „Śmierć Ameryce”. Inny obyczaj to kotłowanie się tłumów na placach i palenie amerykańskich flag oraz kukieł kolejnych amerykańskich prezydentów. Czy ta histeria jest spontaniczna, czy tylko inscenizowana przez reżim ajatollahów, tego nie wiem. Ale widzę okrutne szyderstwa losu. W czasie uroczystości pogrzebowych Sulejmaniego na śmierć stratowano co najmniej 56 osób. Kilkaset jest rannych. Rozważania ekspertów na temat tego co zrobi, bądź nie zrobi reżim, który uśmierca swych własnych obywateli, robi publiczne spektakle z wieszania skazańców, posyła terrorystów w różne części świata uważam z jałowe i bezwartościowe. Może coś zrobi, a może nic, tylko jak od zawsze pooglądamy sobie falujące tłumy, brodatych mężczyzn wykrzykujących o amerykańskim Szatanie, gdzieś coś wybuchnie i tyle. Kiedy to piszę Irańczycy zaatakowali dwie bazy w Iraku. Na razie nie ma doniesień o ofiarach. Pojawiają się teorie, że Irańczycy specjalnie chybili celu. Będzie jak zawsze. A może ajatollahowie przeczytają książkę Toma Clancy „Executive Order” i trochę zejdzie z nich powietrze. Póki co, to ja mam rację, jak każdy, który mówi: pożyjemy zobaczymy.

Za całkowicie bzdurne uznaję powtarzane w Polsce za amerykańskimi mediami i Demokratami teorie, jakoby Trump zabił Sulejmaniego z powodów zbliżających się wyborów i by przykryć sprawę impeachmentu. Umówmy się: to mniej więcej tak, jakby ktoś za granicą wymądrzał się na temat Polski, bo przeczytał coś co napisali Scheuring-Wielgus, Biedroń, czy Gazeta Wyborcza. Według mnie powody są najprostsze z możliwych. Zrobił to, bo miał akurat okazję i uważał, że to dla Ameryki dobre. Czy dlatego, chce podpompować swoje ego, że traktuje to jako brutalny pokaz siły i zajęcie pozycji negocjacyjnej, albo uświadamia ajatollahom, że nie tylko oni mogą być bezwzględni, i że nie mają do czynienia z kolejnym miałkim i miękkim przywódcą zachodnim, nie ma znaczenia, bo to są elementy tej samej gry o interes Ameryki.

Trump jest w takiej sytuacji, że nie musi dosłownie nic robić, by wygrać wybory w 2020 roku. Może jeść popcorn i przyglądać się jak kolejni kandydaci Demokratów kompromitują się. Stoją za nim znakomite wyniki gospodarki i ciągły, widoczny w sondażach wzrost poparcia. Jeśli cokolwiek mogłoby narazić jego kolejną kadencje, to właśnie takie ryzykowne akcje jak z Sulejmanim.

Podobnie jest z impeachmentem. On mu służy, karmi go. Tuż po ogłoszeniu impeachmentu Trump pobił rekord jeśli chodzi o zbiórkę funduszy na kampanię prezydencka. W ciągu zaledwie 48 godzin wpłacono 10 milionów dolarów. To połowa tego co większość pretendentów Demokratów zbiera w kwartał.

Nie musiał też pytać Kongresu o żadną zgodę, bo zabicie Sulejmaniego, jeśli nawet uznać za akt państwowego terroru, nie jest deklaracją wypowiedzenia wojny. Absurdalne są zarzuty, że nie powiadamiał przywódców Demokratów. Po co? Żeby puścili przeciek do mediów? Sami się o to prosili ujawniając przebieg jego rozmowy telefonicznej z premierem Australii, czy rozpoczynając procedurę impeachmentu na podstawie tego, że coś komuś nie spodobało się coś w rozmowie prezydentem Ukrainy Zełenskim. Sami przestali być jakimikolwiek wiarygodnymi partnerami do prowadzenia wspólnie polityki zagranicznej. Sami wciąż ślą byłego sekretarza stanu za prezydentury Obamy Johna Kerry na spotkania z irańskimi oficjelami, by zapewniał ich, że już niedługo pozbędą się Trumpa i na nowo będzie można wrócić do starych, całkowicie nieskutecznych sposobów uprawiania polityki. To się wręcz ociera o zdradę stanu. Ponadto Demokraci, by sobie deliberowali, a Sulejmani by czekał na drona i rakietę Piekielny Ogień – Hellfire. Podobnie z innymi przywódcami Zachodu. Niby co ciekawego mogliby mu powiedzieć. Że lepiej nie, bo oni wciąż chcą robić interesy z Iranem, a francuski Total, to już sobie nawet biura w Teheranie obstalował?

Nie wiem czy Trump postąpił mądrze, czy głupio. Wiem, że bardziej moralnie, niż gdyby zabił Dariusza i Abana. I że cała dotychczasowa polityka świata zachodniego na Bliskim Wschodzie od 70 lat przynosi same katastrofy. Może więc czas na coś zupełnie nowego.