Doniecka buta
Cezary Kaźmierczak 05.05.2014

Janukowycz stał się z dnia na dzień szwarccharakterem i najgorszym z najgorszych. Ściga go SBU – trafił na czoło ukraińskiej listy poszukiwanych.

Warto przypomnieć kilka faktów.

Janukowycz był demokratycznie wybranym Prezydentem Ukrainy,

Nie był też żadnym agentem Putina. Gdyby był nie ukrywałby się teraz na Ukrainie, tylko palił w kominku na Rublowce i popijał ormiański koniak, jak to robi jego Premier Azarow… Janukowycz był doniecki, a służył “Rodzinie”, swojemu klanowi polityczno-biznesowemu. Gdyby był agentem czy choćby stronnikiem Kremla, nie podjął by w zasadzie zwycięskiej wojny gazowej z Rosją, podpisałby putinowską Unię Celną.

Janukowycz próbował balansować pomiędzy Kremlem, a Zachodem – jak to donieccy ćwiczyli zawsze.

Umowy stowarzyszeniowej z UE nie podpisał nie z uwagi na Rosję, tylko z uwagi na znajdujące się w niej zapisy, o czym tutaj pisałem. Niektóre zapisy miały wręcz charakter prowokacji, jak choćby te żądania MFW o podwyżce gazu i prądu dla obywateli o 80% czy o eksterytorialności gazociągów – jednego z niewielu ukraińskich środków nacisku na Rosję. Umowy w tym kształcie nie podpisze też Majdan.

Na Ukrainie jednak była demokracja – odbywały się wybory, działała silna opozycja, były wolne media.

Nawet 5% z tych rzeczy jest nie do pomyślenia w Kazachstanie, Azerbejdżanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie, na Białorusi, o Turkmenistanie nie wspominając. Po Gruzji i krajach nadbałtyckich – Ukraina Janukowycza była najbardziej wolnym i praworządnym państwem, a sam Janukowycz przy manierach Karimowa, Berdimuhamedowa czy nawet Łukaszenki, to po prostu gentelman. To jednak on stał się synonimem zła, a nie wyżej wymienieni.

Janukowycz – trochę jak Mubarak w Egipcie, też w sumie wybitny humanista w traktowaniu obywateli, w porównaniu do władców sąsiednich krajów – stał się ofiarą własnej buty, pychy i słabości.

Pychy i buty – bo uważał, że nie musi się z niczego tłumaczyć i skoro podjął taką decyzję, to znaczy, że jest ona słuszna i koniec Gdyby nie był taki zadufany w sobie – zupełnie możliwe, że Majdanu by nie było. Ale on i jego ekipa uznali, że nie będą się zniżać do komunikowania i przekonywania Ukraińców, że ta umowa jest zła i dlaczego nie mogą jej podpisać i jakie to będzie miało konsekwencje dla zwykłych obywateli. Przecież on wie lepiej i ludzie powinni bez szemrania przyjąć jego decyzję.

To zwyczaje wyniesione z okresu donieckiego, kiedy mógł robić co chciał, jak chciał, nie musieć się z niczego tłumaczyć. Bez mediów opozycyjnych czy opozycyjnych polityków. Gdzie bez problemu przechodziły nawet takie teksty, jak słynne: “Niczego nie sprzedamy Rosjanom – wszystko ukradniemy sami”. Janukowycz myślał, że będzie rządził Ukrainą, jak Donieckiem.

Pycha to również przekonanie, już w późniejszym okresie, że “ten bunt batogami rozgoni”, by posłużyć się słownictwem polskich hetmanów I Rzeczpospolitej.

Drugi filar jego klęski, to mówiąc wprost – nie chciał być do końca zdrajcą i mordercą. Gdyby nim był – utopił by Majdan we krwi i uciekł pod skrzydełka Putina. Rządziłby do dzisiaj i nic by mu nie było. Ktoś urządziłby interwencję na Ukrainie w obronie rozjechanych przez transportery wojskowe kilkuset cywilów. Kto? Otóż NIKT. I on doskonale o tym wiedział, a mimo to nie zrobił tego.

Było to zupełnie możliwe. Z Majdanem walczyło przecież zaledwie 5-6 tysięcy berkutowców. To nawet nie komandosi. Profesjonalne jednostki Alfa, nie wpominając o wojsku, nie zostały w ogóle użyte. Żeby nie poradzić sobie z tym w parę godzin – na Majdanie musiałoby być pół miliona ludzi, a tyle nie było tam nigdy. W walkach na Majdanie brało udział góra kilkanaście tysięcy amatorów – do rozprawienia się (choć krwawego) w kilka godzin.

To – zapewne – miał na myśli Sikorski, mówiąc, że “albo to podpiszecie, albo będziecie martwi”.

To zresztą był przełom i gwóźdź do trumny Janukowycza – jak zgodził się na proponowane przez Sikorskiego warunki, jego stronnicy zobaczyli, że (a) nie będzie walczył, (b) że koniec jest bliski – najdalej kilka miesięcy i w tym momencie wszyscy go opuścili.

Wcześniej jednak zdążył unurzać się w krwi. Ze znalezionych dzisiaj dokumentów wynika, że rozkazy strzelania snajperów wydał Witalij Zakharchenko (b. szef MSW). Strzelali snajperzy z jednostki Sokił i Omega. Raczej na pewno jego zgodą. Pewnie wymyślił sobie, że snajperzy to “mniejsze zło” niż rozjechanie ludzi przez czołgi.

Poniesie za to zasłużoną karę, choć na tle przywódców postsowieckich krajów, typu Karimowa czy Berdimuhamedowa,jest prawdziwym demokratą i gentelmanem.