Drukarz jednak nie pójdzie siedzieć
Robert Gwiazdowski 29.06.2019

W związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie słynnego drukarza przypomnę co pisałem zaraz po tym, jak sędziowie oświadczyli że nie chcą być zmuszani do orzekania w wydziałach dyscyplinarnych. Wsparł ich nawet Rzecznik Praw Obywatelskich.

 

Ale skoro sędziowie uznali, że można zmusić drukarza do drukowania czegoś, czego on wydrukować nie chce, to niby dlaczego nie można zmusić sędziego do orzekania w sprawach, w których on orzekać nie chce?

Czy można było uznać drukarza winnym nieprzyjęcia do realizacji „jakiegoś tam” zlecenia. Piszę o „jakimś tam zleceniu”, żeby nie napisać, że chodzi o jakieś konkretne zlecenie – aczkolwiek podejrzewam, że gdyby chodziło o inne, to nie byłoby całej afery drukarza.

Art. 31 Konstytucji stanowi, że „wolność człowieka podlega ochronie prawnej” i że „nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.” Czyli, że twórcy naszej prześwietnej konstytucji wyobrażali sobie, że prawo może nakazać komuś zrobienie czegoś. Ciekawe tylko co sobie wyobrażali? Czy mieli na myśli sądowy nakaz zapłaty, albo nakaz skrętu w lewo? Czy myśleli raczej o innych rzeczach, do robienia których mniejszość, mająca akurat większość głosów w Sejmie, może przy pomocy zwykłej ustawy zmusić ludzi? Na przykład o nakazaniu drukarzowi wydrukowania czegoś, czego on drukować nie chce? Albo nakazania sędziemu orzekania w sprawach dyscyplinarnych?

Zacznę od drukarza bo to jest przykład lepszy. Umowa o wykonanie usługi drukarskiej nie jest uregulowana przepisami kodeksu cywilnego. Na podstawie art. 750 kodeksy cywilnego (k.c.) „do umów o świadczenie usług, które nie są uregulowane innymi przepisami, stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu”. Na podstawie art. 734 § 1 k.c. „przez umowę zlecenia PRZYJMUJĄCY zlecenie ZOBOWIĄZUJE SIĘ do dokonania określonej czynności prawnej dla dającego zlecenie”. Na podstawie art. 750 k.c. może to być zobowiązanie do dokonania jakiejkolwiek innej czynności (niekoniecznie prawnej). Niewykonanie określonej w umowie czynności lub jej nienależyte wykonanie pociąga za sobą odpowiedzialność odszkodowawczą. Ale cywilną! Do niewykonania lub nienależytego wykonania umowy nie stosuje się przepisów kodeksu karnego, czy kodeksu wykroczeń. TYM BARDZIEJ nie można ich stosować w przypadku NIE PRZYJĘCIA zlecenia!

Art. 138 kodeksu wykroczeń (k.w.) stanowi, że „kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze, dając już spokój „spekulantom”, którzy „pobierają za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej”. Czy ktoś może być „obowiązanym” do świadczenia, do którego się sam nie zobowiązał? Czy gwarantowana wolność sumienia nie jest „uzasadnioną przyczyną” odmowy świadczenia? I jeszcze jedna wątpliwość co do tego, czym drukarz „zajmuje się zawodowo” – świadczeniem usługi druku, czy świadczeniem usługi druku ulotek o konkretnej treści?

Zgodnie z art. 443 k.c. “okoliczność, że działanie lub zaniechanie, z którego szkoda wynikła, stanowiło niewykonanie lub nienależyte wykonanie istniejącego uprzednio zobowiązania, nie wyłącza roszczenia o naprawienie szkody z tytułu czynu niedozwolonego”. Oznacza to, literalnie, że kontraktowa odpowiedzialność odszkodowawcza na podstawie umowy nie wyłącza odpowiedzialności deliktowej. Ale czy oznacza, że odpowiedzialność deliktowa może istnieć w przypadku zaniechania, które nie było przedmiotem zlecenia?

Sąd Najwyższy (SN) stwierdził w wielokrotnie cytowanym, ale NIEPUBLIKOWANYM (taka ciekawostka) wyroku z dnia 19 lutego 2003 roku (V CKN 1681/00), że „bezprawność zaniechania występuje wówczas, gdy istniał nakaz działania (współdziałania), zakaz zaniechania, czy też zakaz sprowadzenia skutku, jaki przez zaniechanie może być sprowadzony”. Abstrahując od tego, że SN wszedł w rolę ustawodawcy, gdyż z brzmienia art. 443 k.c., dali Bóg nie wynika bym miał ponosić odpowiedzialność, gdy moje zaniechanie sprowadzi zakazany skutek – zwłaszcza jak nie ma pewności, czy działanie przyniosłoby skutek odmienny – to mimo wszystko stwierdził, że bezprawność istnieje w przypadku „gdy istniał zakaz zaniechania”. A zakaz zaniechania przyjęcia zlecenia nie istnieje!

W orzecznictwie SN przyjmuje się jednak, że bezprawność dla potrzeb konstrukcji czynu niedozwolonego należy ujmować szeroko i obejmować nią zarówno sprzeczność z przepisami prawa, jak i z zasadami współżycia społecznego (wyroki z dnia 21 grudnia 1970 r., I CR 517/70, z dnia 12 maja 1972 r., II CR 95/72, z dnia 22 września 1986 r., IV CR 279/86, z dnia 19 lutego 2003 r., V CKN 1681/00, z dnia 11 czerwca 2003 r., I PK 273/02, z dnia 13 lutego 2004 r., IV CK 40/03, z dnia 20 stycznia 2009 r., II CSK 423/08, z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09, z dnia 10 stycznia 2013 r., IV CSK 393/12). To by oznaczało, że można „zmuszać do czynienia” nie tylko tego „co prawo nakazuje”, ale także tego, co nakazują „zasady współżycia społecznego”. Czy aby na pewno „zasady” te nakazują – w ogólności – przyjmowania do wykonania każdego zlecenia? Jak ustalić co jest, a co nie jest „zasadą współżycia społecznego”? Czy mają stwierdzać to sądy – nawet wbrew opinii społecznej? Czy może jakieś badanie tej opinii trzeba przeprowadzić?

Póki co prawo nie nakazuje nikomu żeby został drukarzem. Nie nakazuje też drukarzowi przyjęcia każdego zlecenia. Czego zatem „winnym” – jak stwierdził SN – był drukarz, który nie chciał PRZYJĄĆ zlecenia? Nie zlecenia OD KOGOŚ tylko CZEGOŚ? Nikt nie badał, czy od tych samych osób drukarza nie przyjąłby zlecenia wydrukowania ulotek o pięknie polskich Mazur! Więc ciekaw jestem, czy gdybym był drukarzem wegetarianinem, przeciwnym „mordowaniu” zwierząt, to mógłbym odmówić myśliwemu wydrukowania jego zdjęcia z synkiem nad upolowanymi młodymi liskami? A jakby działacze ruchu ProLife przynieśli mi do wydrukowania zdjęcia z przebiegu aborcji, mógłbym odmówić drukowania „drastycznych” obrazów? Drukarzem nie jestem, ale sporo pisuję. Czy jakby mój sąsiad miał drukarnię mógłby odmówić wydrukowania mojej książki, bo piszę jakieś liberalne pierdoły i on nie będzie pomagał w ich rozpowszechnianiu? Albo po prostu mnie nie lubi, bo mój pies za głośno szczeka? Czy państwo może zamknąć go z tego powodu do więzienia? Bo skoro może – co do zasady – go ukarać to dlaczego tylko grzywną? Może też i więzieniem. Zresztą jak nie zapłaci grzywny nałożonej przez państwo to w konsekwencji może trafić do więzienia!

Gdyby mój sąsiad drukarz nie chciał wydrukować mojej książki nawet nie przeszłoby mi przez głowę, żeby powiadomić prokuraturę o popełnieniu przez niego przestępstwa, czy lecieć do sądu z prywatnym aktem oskarżenia.  Ale niektórzy uznają, że tak być może, a może nawet, że tak właśnie być powinno. Bo przecież nie śmiem przypuszczać, że do więzienia może trafić drukarz, który nie chce drukować materiałów o homoseksualizmie, a nie może ten, kto nie chce drukować zdjęć z polowań, z przebiegu aborcji, albo artykułów o wolności umów. Jeśli zaś uznamy, że motyw jest jednak istotny – i że druku czegoś można odmówić, a czegoś innego nie można – to by znaczyło, że państwo nie tylko uzurpuje sobie prawo wsadzania ludzi do więzienia za nieukrywanie ich poglądów ale wręcz nakłania do kłamania! Bo jak drukarz skłamie, że nie ma czasu czegoś drukować, to go nie można ukarać, a jako powie, że nie ma ochoty, to go można ukarać? A może jak powie, że nie ma czasu to też go trzeba ukarać, bo przecież na pewno coś innego sobie pomyślał?

A może chodzi o to KOGO się do czegoś zmusza, a nie komu odmawia? Bo wyobraźmy sobie, że drukarz – czyli PRZEDSIĘBIORCA (czyli PRYWACIARZ) – przyjmuje wszystkie zlecenia i powierza ich wykonanie PRACOWNIKOWI. Czy pracownik może odmówić pracodawcy wydrukowania drastycznych zdjęć z polowania albo z aborcji? Nie jest zatrudniony na „śmieciowej” umowie na podstawie kodeksu cywilnego, tylko na „porządnej” umowie na podstawie kodeksu pracy! Jak taki PRACOWNIK odmówi wykonania pracy, to może go PRYWACIARZ wywalić z roboty?

Reasumując: jak wydrukowałem kalendarz – to nie mogę go nie sprzedać klientowi, który mi się nie podoba. To naruszałoby jego godność – do naruszania której nie jestem uprawniony. Jak ktoś chce żebym wydrukował jakieś materiały, sam widok których narusza moją godność – to drukować ich nie muszę.